23.02.2024, 18:17 ✶
Nie bez zadowolenia zauważył, że wnętrze odzwierciedla charakter właściciela. Tak było w jego przypadku, w przypadku Nicholasa i najwyraźniej Roberta. Drewno, zieleń, ciemne kolory i tylko ten dywan nie pasował do obrazka. Jakby miał na siłę ocieplić wnętrze, rozjaśnić dziwny półmrok, który nie był klasycznym półmrokiem, bo przecież w gabinecie dało się dostrzec dużo szczegółów. Jego uwagę najpierw ściągnął obraz, lecz wzrok błądził w poszukiwaniu Mulcibera. Trafił na niego po kilku uderzeniach serca. Akurat ściągał sweter, zahaczając o koszulkę, która podwinęła się do góry. Widok niespotykany, niemalże intymny. Rodolphus rozciągnął usta w lekkim uśmiechu, niemającym odzwierciedlenia w szarych oczach. W stalowych tęczówkach igrało coś na granicy rozbawienia, bezczelności i innych niezbyt przyjemnych, pozytywnych emocji. Nie odczuwał absolutnie żadnych wyrzutów sumienia z powodu tego, że przyszedł niezapowiedziany i go przyłapał. Zasłużył na to. Tylko szkoda, że wylądował w gabinecie.
Lestrange wlepił w Roberta spojrzenie, którego nie oderwał nawet w chwili, gdy ten przeszedł do komody. W tej chwili poruszały się wyłącznie gałki oczne, podczas gdy cała sylwetka Rodolphusa zdawała się być nienaturalnie rozluźniona. To nie było coś, co do niego pasowało, podobnie jak uśmiech, który nie schodził z jego twarzy. Gdy się spotykali, zawsze był wyprostowany, z nienaganną pozycją, poważną miną. Teraz coś jednak się zmieniło. Nie on sam, bo z wyglądu był identyczny: miał nawet to samo ubranie, co przed tygodniem. Czarne spodnie, biała koszula, eleganckie buty i luźniejsza marynarka, również w kolorze czerni. Chciałoby się rzec, że Rodolphus nie posiadał innych ubrań w szafie.
- Nie - przyznał, lekko wzruszając ramionami. Nawet gdyby Robert zaproponował mu alkohol, odmówiłby. W ostatnim czasie za dużo pił, przynajmniej jak na swoje standardy. Odruchowo chciał usiąść, gdy Robert polecił mu by to zrobił, ale coś go powstrzymało. Uśmiech nieznacznie się poszerzył. Lestrange zrobił kilka kroków w stronę biurka, lecz nie usiadł naprzeciwko. Miękkim ruchem wyciągnął obie dłonie, by oprzeć je o czysty blat. Lekko przekrzywił głowę, studiując twarz Mulcibera i nieznacznie się pochylając. Wydawało się, że spodziewał się tego, że pojawi się w jego kamienicy wcześniej, niż w ustalonym czasie. - Jak to jest, gdy nie informuje się drugiej strony o swoich planach?
Zapytał, chociaż bez cienia złośliwości. Ton głosu miał spokojny, wyjątkowo niepodszyty jadem. Czy przyszedł tu po wyjaśnienia? Być może. A może po prostu przyszedł zaznaczyć również swoją pozycję? Przysięga, którą złożyli sobie nawzajem, wymuszała pewne zachowania - informowania siebie nawzajem niekoniecznie, leczy był to czysty, dżentelmeński odruch.
Lestrange wlepił w Roberta spojrzenie, którego nie oderwał nawet w chwili, gdy ten przeszedł do komody. W tej chwili poruszały się wyłącznie gałki oczne, podczas gdy cała sylwetka Rodolphusa zdawała się być nienaturalnie rozluźniona. To nie było coś, co do niego pasowało, podobnie jak uśmiech, który nie schodził z jego twarzy. Gdy się spotykali, zawsze był wyprostowany, z nienaganną pozycją, poważną miną. Teraz coś jednak się zmieniło. Nie on sam, bo z wyglądu był identyczny: miał nawet to samo ubranie, co przed tygodniem. Czarne spodnie, biała koszula, eleganckie buty i luźniejsza marynarka, również w kolorze czerni. Chciałoby się rzec, że Rodolphus nie posiadał innych ubrań w szafie.
- Nie - przyznał, lekko wzruszając ramionami. Nawet gdyby Robert zaproponował mu alkohol, odmówiłby. W ostatnim czasie za dużo pił, przynajmniej jak na swoje standardy. Odruchowo chciał usiąść, gdy Robert polecił mu by to zrobił, ale coś go powstrzymało. Uśmiech nieznacznie się poszerzył. Lestrange zrobił kilka kroków w stronę biurka, lecz nie usiadł naprzeciwko. Miękkim ruchem wyciągnął obie dłonie, by oprzeć je o czysty blat. Lekko przekrzywił głowę, studiując twarz Mulcibera i nieznacznie się pochylając. Wydawało się, że spodziewał się tego, że pojawi się w jego kamienicy wcześniej, niż w ustalonym czasie. - Jak to jest, gdy nie informuje się drugiej strony o swoich planach?
Zapytał, chociaż bez cienia złośliwości. Ton głosu miał spokojny, wyjątkowo niepodszyty jadem. Czy przyszedł tu po wyjaśnienia? Być może. A może po prostu przyszedł zaznaczyć również swoją pozycję? Przysięga, którą złożyli sobie nawzajem, wymuszała pewne zachowania - informowania siebie nawzajem niekoniecznie, leczy był to czysty, dżentelmeński odruch.