23.02.2024, 17:47 ✶
Okres wakacyjny w pracy Brygady Uderzeniowej miał to do siebie, że lwia część wezwań dotyczyła przede wszystkim drobnych przewinień i braku zachowania norm bezpieczeństwa. Chociaż Erik nie chciał rzucać oskarżeń w stronę całej grupy społecznej, tak... Uczniowie Hogwartu, którzy obecnie byli na wakacjach, pojawiali się aż nazbyt często na miejscach wypadków i drobnych burd. Niektórzy wlewali z siebie za dużo piwa kremowego i wyżebranej ognistej whiskey, a inni z własnej, nieprzymuszonej woli próbowali zacząć jakąś rozróbę.
Okoliczności te można było jednak wykorzystać na swoją korzyść. Skoro żaden czarnoksiężnik nie groził spaleniem New Forest czy wysadzeniem w powietrze Ulicy Pokątnej, Erik po prostu przekierować te mniej ważne wezwania na młodszych pracowników. Jakoś musieli się w końcu zacząć uczyć i zobaczyć, jak wygląda praca w trzewiach Londynu i pomniejszych magicznych miejscowości. A lepiej, żeby wdrażali się na nastolatkach przerażonych perspektywą odebrania przez rodziców z aresztu, niż na terrorystach. Wystarczyło, że Heather Wood przeżyła próbę ognia na Beltane. A skoro młode pokolenie Brygadzistów zajmowało się sprawami na mieście, Erik mógł wyjść wcześniej z pracy! Plan był genialny i został wypełniony co do joty.
Nawet prysznic zdążyłem wziąć, pomyślał zdziwiony, idąc żwawym krokiem po żwirowej ścieżce. W jednej ręce trzymał dwie wędki, a w drugiej skrzynkę ze spławikami, haczykami, żyłkami i innymi akcesoriami potrzebnymi do wędkowania. Parę metrów za nim podążał Ponurak, który przystawał co chwilę, aby węszyć w przydrożnych krzakach. Miał nadzieję, że w tej ekipie faktycznie dopisze im szczęście i złowią coś przed nastaniem zmierzchu. Skoro Samuel tak dobrze spełniał się w roli nauczyciela stolarki, to Erik czuł się zobowiązany do tego, aby pokazać, na co go stać w łowieniu. Oby bóstwa były tego dnia po ich stronie.
— Heej! — Uśmiechnął się do Sama, unosząc dłoń ściskającą wędki na powitanie. — Widzę, że jesteśmy w pełnym składzie. Może nawet jest nas więcej. — Zagwizdał cicho, a Ponurak oderwał nos od drogi i podbiegł do niego, ledwo wyhamowując przed nogami swego pana. — Wybacz, że tak na ostatnią chwilę... W Ministerstwie ciężko stwierdzić, kiedy uda się wyrwać. — Otworzył usta, jakby chciał dodać coś jeszcze, jednak w ostatniej chwili zrezygnował. — Pomożesz?
Podał Samuelowi skrzynkę, licząc, że dzięki temu chociaż jedną rękę będzie miał wolną. Przetarł czoło wierzchem dłoni, gdy poczuł, że pot spływa mu po twarzy i karku. Było gorące lato, a słońce prażyło niemiłosiernie. Na niebie widać było widać wprawdzie tu i ówdzie pojedyncze chmurki, jednak nie zapewniały one zbyt dużej ulgi. Prawdziwego wytchnienia zaznają, gdy znajdą się nad jeziorem.
Tego dnia Erik narzucił na siebie koszulę z krótkim rękawem w czerwone i białe paski. Wprawdzie była przewiewna i lekka, ale i tak nie chroniła zbytnio przed upałami, które nawiedziły tego dnia Dolinę Godryka. Oprócz tego Erik miał też na sobie krótkie beżowe szorty i białe buty sportowe. To znaczy... Białe, to one były kiedyś. Obecnie przeszły w kolor szary od kurzu i brudu. Przynajmniej były wygodne.
— Jak zlecenia? — spytał lekko, zerkając kątem oka na swego towarzysza. — Napływają czy zastopowały?
Po paru minutach szybkiego marszu minęli znak wyznaczający granicę miasteczka. Byli teraz na tyle daleko od ludzkich gospodarstw, że natura przejęła kontrolę nad otoczeniem; drzewa szeleściły cicho pod wpływem drobnych powiewów wiatru, a spośród krzaków i koron dobiegały do nich ptasie trele. Erik nie byłby w stanie rozpoznać nawet jednego ptaka, chyba że jakimś cudem były to wróble. Niedługo potem, Longbottom wyprowadził ich z głównej sali i skierował w stronę głuszy. Nie był to główny szlak, jednak wydeptana ścieżka świadczyła o tym, że była znana niektórym miejscowym.
Okoliczności te można było jednak wykorzystać na swoją korzyść. Skoro żaden czarnoksiężnik nie groził spaleniem New Forest czy wysadzeniem w powietrze Ulicy Pokątnej, Erik po prostu przekierować te mniej ważne wezwania na młodszych pracowników. Jakoś musieli się w końcu zacząć uczyć i zobaczyć, jak wygląda praca w trzewiach Londynu i pomniejszych magicznych miejscowości. A lepiej, żeby wdrażali się na nastolatkach przerażonych perspektywą odebrania przez rodziców z aresztu, niż na terrorystach. Wystarczyło, że Heather Wood przeżyła próbę ognia na Beltane. A skoro młode pokolenie Brygadzistów zajmowało się sprawami na mieście, Erik mógł wyjść wcześniej z pracy! Plan był genialny i został wypełniony co do joty.
Nawet prysznic zdążyłem wziąć, pomyślał zdziwiony, idąc żwawym krokiem po żwirowej ścieżce. W jednej ręce trzymał dwie wędki, a w drugiej skrzynkę ze spławikami, haczykami, żyłkami i innymi akcesoriami potrzebnymi do wędkowania. Parę metrów za nim podążał Ponurak, który przystawał co chwilę, aby węszyć w przydrożnych krzakach. Miał nadzieję, że w tej ekipie faktycznie dopisze im szczęście i złowią coś przed nastaniem zmierzchu. Skoro Samuel tak dobrze spełniał się w roli nauczyciela stolarki, to Erik czuł się zobowiązany do tego, aby pokazać, na co go stać w łowieniu. Oby bóstwa były tego dnia po ich stronie.
— Heej! — Uśmiechnął się do Sama, unosząc dłoń ściskającą wędki na powitanie. — Widzę, że jesteśmy w pełnym składzie. Może nawet jest nas więcej. — Zagwizdał cicho, a Ponurak oderwał nos od drogi i podbiegł do niego, ledwo wyhamowując przed nogami swego pana. — Wybacz, że tak na ostatnią chwilę... W Ministerstwie ciężko stwierdzić, kiedy uda się wyrwać. — Otworzył usta, jakby chciał dodać coś jeszcze, jednak w ostatniej chwili zrezygnował. — Pomożesz?
Podał Samuelowi skrzynkę, licząc, że dzięki temu chociaż jedną rękę będzie miał wolną. Przetarł czoło wierzchem dłoni, gdy poczuł, że pot spływa mu po twarzy i karku. Było gorące lato, a słońce prażyło niemiłosiernie. Na niebie widać było widać wprawdzie tu i ówdzie pojedyncze chmurki, jednak nie zapewniały one zbyt dużej ulgi. Prawdziwego wytchnienia zaznają, gdy znajdą się nad jeziorem.
Tego dnia Erik narzucił na siebie koszulę z krótkim rękawem w czerwone i białe paski. Wprawdzie była przewiewna i lekka, ale i tak nie chroniła zbytnio przed upałami, które nawiedziły tego dnia Dolinę Godryka. Oprócz tego Erik miał też na sobie krótkie beżowe szorty i białe buty sportowe. To znaczy... Białe, to one były kiedyś. Obecnie przeszły w kolor szary od kurzu i brudu. Przynajmniej były wygodne.
— Jak zlecenia? — spytał lekko, zerkając kątem oka na swego towarzysza. — Napływają czy zastopowały?
Po paru minutach szybkiego marszu minęli znak wyznaczający granicę miasteczka. Byli teraz na tyle daleko od ludzkich gospodarstw, że natura przejęła kontrolę nad otoczeniem; drzewa szeleściły cicho pod wpływem drobnych powiewów wiatru, a spośród krzaków i koron dobiegały do nich ptasie trele. Erik nie byłby w stanie rozpoznać nawet jednego ptaka, chyba że jakimś cudem były to wróble. Niedługo potem, Longbottom wyprowadził ich z głównej sali i skierował w stronę głuszy. Nie był to główny szlak, jednak wydeptana ścieżka świadczyła o tym, że była znana niektórym miejscowym.
the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞