21.02.2024, 17:45 ✶
- Dziękuję - odpowiedziała kobiecie, uśmiechając się. Był to jednak uśmiech sztuczny - zapewne gdyby poświęciła nieco więcej czasu na maskowanie swoich emocji, to nawet Aydaya nie zauważyłaby w nim nic podejrzanego. Ale Quirke była jak otwarta księga i widać było po niej, jak bardzo zestresowała się tym spotkaniem. Unikała spojrzeń Laurenta: rozbijały się one o jej niewzruszoną, napiętą jak struna sylwetkę jak te fale o klify. Nie dostrzegała tego, o co prosił. Wystarczająco już od niej dostał. Oddała mu tak wiele z siebie, zapominając o tym, by brać. Bo przecież na to zasługiwała - na to, by być kochaną, a nie kochanką. Olivia potrząsnęła głową, chcąc odgonić gniew. Nie zareagowała na wyciągniętą rękę, odwróciła tylko głowę, zaciskając mocno szczęki. Zwinęła dłonie w pięści, jakby szykowała się do tego, by po prostu uderzyć Laurenta za to, na co ją naraził.
Ale nie zrobiła tego.
Zamiast tego po prostu wyszła, jak burza, przyspieszając kroku. Zostawiła Prewettów w ich posiadłości, a gdy już wiedziała, że nikt poza nią samą nie ujrzy jej twarzy, pozwoliła łzom swobodnie popłynąć po policzkach. Nigdy nie czuła się tak zdradzona, jak w tej chwili. To była rana, która chyba się nigdy nie zabliźni - a przynajmniej tak uważała w tym momencie, bo przecież czas pokaże jej, że bardzo się myliła.
Ale nie zrobiła tego.
Zamiast tego po prostu wyszła, jak burza, przyspieszając kroku. Zostawiła Prewettów w ich posiadłości, a gdy już wiedziała, że nikt poza nią samą nie ujrzy jej twarzy, pozwoliła łzom swobodnie popłynąć po policzkach. Nigdy nie czuła się tak zdradzona, jak w tej chwili. To była rana, która chyba się nigdy nie zabliźni - a przynajmniej tak uważała w tym momencie, bo przecież czas pokaże jej, że bardzo się myliła.
Postać opuszcza sesję