16.02.2024, 19:40 ✶
– Bogowie, filozofia. Mav, pamiętaj, jestem o wiele na nią za głupia – stwierdziła Brenna, teatralnym gestem chwytając się za głowę, jakby ta zaczęła boleć albo wręcz miała wybuchnąć na same te wszystkie rozważania. Bywała bystra, lubiła książki, analizowanie wychodziło jej naprawdę dobrze, ale przy tym pod pewnymi względami pozostawała bardzo prostą osobą. – Na całe szczęście nie wydarzyła się naprawdę. Chociaż? Tristan miał być też jednym z rycerzy Artura, a magiem Artura był Merlin… my zaś wiemy, że Merlin istniał i zostawił po sobie te wszystkie dziwne zagadki rozsiane po Anglii – oświadczyła, jak zwykle skacząc po tematach. Jej myśli śmigały niekiedy błyskawicznie, a usta próbowały za nimi nadążyć, wygadując niekiedy bzdury niestworzone.
Na kolejne słowa kuzynki opuściła dłonie, ale pokręciła głową, wprawiając w ruch ciemne kosmyki. Po jej ustach błąkał się lekki uśmiech.
– Chyba pozostanę po prostu przy tym, że was wszystkich kocham i nie będę się nad tym za wiele zastanawiać, bo do niczego mi to niepotrzebne – oświadczyła, a potem spojrzała po raz ostatni na Pocałunek. Pomyślała, że może jednak doceniała go za mało: że te magiczne rzeźby miały tę przewagę, że ich twórcy poza dłutem używali też różdżek i że potrafili za pomocą magii nasycić je emocjami. Mugolom było trudniej.
Mugolom zresztą ogólnie było trudniej ze wszystkim.
– Nie zmieniaj się? Świetnie, kiedy Erik będzie mi coś marudził, ale wujek Morpheus oświadczy, że karty czegoś się domagają… powiem, że ty mi zabroniłaś – rzuciła Brenna, a potem ujęła kuzynkę pod ramię i pociągnęła ją dalej, w głąb muzeum. Miały jeszcze kilka sal do obejrzenia, a później czekał je spacer po Polach Elizejskich oraz o wiele zbyt krótki rajd po sklepach i zakup sukienek oraz prezentów, zapewne w dużej mierze cukierniczych…
Na kolejne słowa kuzynki opuściła dłonie, ale pokręciła głową, wprawiając w ruch ciemne kosmyki. Po jej ustach błąkał się lekki uśmiech.
– Chyba pozostanę po prostu przy tym, że was wszystkich kocham i nie będę się nad tym za wiele zastanawiać, bo do niczego mi to niepotrzebne – oświadczyła, a potem spojrzała po raz ostatni na Pocałunek. Pomyślała, że może jednak doceniała go za mało: że te magiczne rzeźby miały tę przewagę, że ich twórcy poza dłutem używali też różdżek i że potrafili za pomocą magii nasycić je emocjami. Mugolom było trudniej.
Mugolom zresztą ogólnie było trudniej ze wszystkim.
– Nie zmieniaj się? Świetnie, kiedy Erik będzie mi coś marudził, ale wujek Morpheus oświadczy, że karty czegoś się domagają… powiem, że ty mi zabroniłaś – rzuciła Brenna, a potem ujęła kuzynkę pod ramię i pociągnęła ją dalej, w głąb muzeum. Miały jeszcze kilka sal do obejrzenia, a później czekał je spacer po Polach Elizejskich oraz o wiele zbyt krótki rajd po sklepach i zakup sukienek oraz prezentów, zapewne w dużej mierze cukierniczych…
Koniec sesji
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.