Chester zachowywał się jak człowiek, który się we wszystkim pogubił. Podejmował głupie, irracjonalne decyzje. Działał na oślep, impulsywnie, nie decydując się na wcześniejsze zebranie odpowiednich informacji. Może faktycznie coś było na rzeczy, coś padło mu porządnie na mózg? Nawet jeśli, to Robert nie tracił czasu na podejmowanie się prób diagnozy. Nie zależało mu na zrozumieniu Rookwooda. Nie czuł takiej potrzeby.
Skinął głową, kiedy Stanley zapytał. Potwierdził, że mówili o tej samej osobie. Tylko jeden Kruk znajdywał się w szeregach organizacji i był nim właśnie wiekowy auror.
- Jak już mówiłem, zaczął stawiać samego siebie ponad pozostałymi. - powtórzył to, co już padło. O czym sam miał wątpliwą przyjemność przekonać się na własnej skórze. Podczas ostatniego spotkanie z Rookwoodem usłyszał, że jako osoba mu podlegająca, miał obowiązek poinformować go o swojej podróży. Problem był w tej sytuacji niestety taki, że Robert odpowiadał jedynie przed Czarnym Panem. Wyłącznie przed samym Mistrzem.
To w jaki sposób widział to Chester, odrobinę go w tamtym momencie zirytowało.
Nie reagował. Pozwolił, żeby Stanley wszystko z siebie wyrzucił. Odnotował przy tym w pamięci jego reakcje. Widać było, że Corvus podpadł Borginowi, a także innym, młodszym śmierciożercom. Jak wiele błędów musiał popełnić? Na ile sposobów zniechęcić do siebie innych? I przede wszystkim - jakim cudem zdołał doprowadzić do tego w tak krótkim czasie? O ile bowiem Robertowi wcześniej nic nie umknęło, to jeszcze w kwietniu sprawy nie wyglądały tak słabo. Tak źle? Widać wraz z Beltane, chaos dotknął nie tylko samo Ministerstwo Magii.
- Chciałbym, żeby to było takie proste. - odpowiedział, zastanawiając się przy tym na ile mogli sobie w przypadku tego człowieka pozwolić. Na ile pozwolić mógł sobie on sam. Zwłaszcza w obecnej sytuacji. Nie był już osobą decyzyjną. Nie powinien wychodzić przed szereg. Ryzykować własnym życiem. - Oczywiście możecie działać, możecie próbować zaprowadzić porządek, ale z pewnych względów nie mogę brać w tym... przedsięwzięciu udziału. Moja sytuacja jest dość skomplikowana. Wymaga zachowania większej ostrożności. - czy powinien powiedzieć coś więcej? Dokładniej wszystko wyjaśnić? Miał do pewnego stopnia związane ręce. Ograniczone możliwości. Nie był w stanie tego tak po prostu przeskoczyć. Ominąć przeszkody, która pojawiła się na drodze.
Informacje, które pojawiły się w następnej kolejności, sprawiły że również potrzebował zapalić. Kolejny papieros by nie zaszkodził. Dał Stanleyowi znać, iż chętnie poczęstowałby się następnym. Nie przerywał mu jednak. Nie wchodził w słowo. A więc nie był jedynym, wobec którego Rookwood postanowił wyciągnąć konsekwencje? To było naprawdę interesujące.
- Pozwól, że dla jasności w tym przypadku dopytam. Czy podczas Beltane Corvus zaryzykował, iż ktoś z nas trafi w ręce Ministerstwa? - brzmiał poważnie i taki miał też wyraz twarzy. Bo i sprawa była całkiem poważna. Podejście Chestera kompletnie niezrozumiałe. Lekkomyślne. Mogące pociągnąć za sobą liczne konsekwencje. Co jeśli pojmany przez pracowników Ministerstwa Śmierciożerca zacząłby sypać informacjami niczym z rękawa? Na ten moment Harper Moody nie dysponowała wieloma informacjami, ale zyskując takie źródło... - Zgadzam się po części z tym, w jaki sposób na to spoglądasz. Chester popełnił olbrzymi błąd, który mógł wszystkich wiele kosztować. Gdyby nie Pardus, konsekwencje mogłyby okazać się... - pokręcił głową, rezygnując z określenia rozmiaru tych konsekwencji. Dla każdego rozumnego człowieka, trzeźwo myślącego, było to jasne niczym słońce. Tak bardzo, że patrząc prosto na nie, odczuwało się potrzebę co najmniej przymknięcia oczu. - Jak zakończyła się sprawa Sauriela? - wreszcie dopytał również o tę kwestie. Istotną o tyle, że wampir był Śmierciożercą, z którym jeszcze do niedawna Robert aktywnie współpracował. Mulciber miał o nim raczej pozytywne zdanie, choć zarazem widział w nim dzieciaka, nad którym wciąż należało pracować. Nie był, jakby to ująć? Nie był wciąż produktem końcowym. Jak wielu innych, młodych ludzi (i nieludzi również) dysponował jednak pewnym potencjałem.