14.02.2024, 11:08 ✶
Uśmiechnął się lekko na reakcję Morpheusa, ale zaraz jednak odwrócił głowę, by przypadkiem Brenna tego nie zauważyła. Podkurwianie jej w tej chwili nie było jego intencją i mogłoby przynieść więcej szkody, niż pożytku. Być może dla innych Lestrange grał, silił się na bycie odludkiem, jednak fakt był niezaprzeczalny: jego ostatnie działania sprawiły, że odsunął od siebie niemal wszystkich bliskich. Czy sama pamięć o dobrych chwilach przywołałaby łzy w oczach tych, którzy teraz nim gardzili? Stwierdzał więc fakt, niezaprzeczalny i po prostu bezemocjonalny, tak jakby informował ich o tym, co zjadł na śniadanie. Jajka w koszulce na grzankach, tak swoją drogą, z solidną porcją świeżych warzyw.
- Twoje słowa to miód na moje serce, Morpheusie - odpowiedział, jednak z tonu jego głosu nie dało się wywnioskować, czy mówił szczerze, czy żartował. Jeżeli chodziło o żarty, to ostatnio wziął na wstrzymanie - nie umiał żartować a nieumiejętne żarty potrafiły zmieniać relacje. Słowa Brenny jednak wprawiły go w osłupienie, co zdarzało się rzadko. Rodolphus uniósł brwi i wlepił zaskoczone spojrzenie w Longbottom, dając jej tym samym czas na to, by prześlizgnąć się dalej, obok niego i jej wuja. Przez kilka uderzeń serca wpatrywał się w jej plecy, nie do końca będąc pewnym, jak to ma zinterpretować. On by tak nie postąpił w stosunku do osób, które były mu obojętne, lecz szybko przypomniał sobie, że Brenna nie myślała tymi kategoriami. Była służbistką, to pewnie był dziwny przejaw jakiejś misji, którą nosiła w sercu. Westchnął, przecierając twarz dłonią, zanim ruszył tuż za nią, przed Morpheusem. Być może powinien zamykać pochód dla bezpieczeństwa, ale wolał mieć ją blisko na wszelki wypadek. Podobnie jak ona szedł wolno i ostrożnie, zachowując należyty dystans, gdyby na ten przykład kobieta musiała wykonać unik. Również dobrze zrobił, ta przesadna ostrożność opłaciła się, gdy w stronę, gdzie przed chwilą stała Brenna, poleciał najpierw jeden, a potem drugi czar.
- Dywan - rzucił tylko, by zwrócić uwagę Longbottom na to, by uważała na rzeczony przedmiot, a potem sam machnął różdżką, chcąc rozproszyć zaklęcie, które, jak zakładał, na nim ciążyło. Dwukrotnie, jeżeli by nie udało się za pierwszym razem, bo na więcej czasu nie miał. Przemknęło mu jeszcze przez myśl, że jeśli wyjdą z tego cało, to Brenna nie da obu Niewymownym żyć. Zapewne pojawi się jedna z mniej lubianych przez niego fraz: a nie mówiłam? No mówiłaś, i co z tego? Tak podejrzewał, że tą kłótnią kogoś ostrzegą o swojej obecności. Zwykle się nie mylił, chociaż tu wolałby, by jednak tak było. - Uważaj, z góry ma na nas lepszy widok.
rzut
- Twoje słowa to miód na moje serce, Morpheusie - odpowiedział, jednak z tonu jego głosu nie dało się wywnioskować, czy mówił szczerze, czy żartował. Jeżeli chodziło o żarty, to ostatnio wziął na wstrzymanie - nie umiał żartować a nieumiejętne żarty potrafiły zmieniać relacje. Słowa Brenny jednak wprawiły go w osłupienie, co zdarzało się rzadko. Rodolphus uniósł brwi i wlepił zaskoczone spojrzenie w Longbottom, dając jej tym samym czas na to, by prześlizgnąć się dalej, obok niego i jej wuja. Przez kilka uderzeń serca wpatrywał się w jej plecy, nie do końca będąc pewnym, jak to ma zinterpretować. On by tak nie postąpił w stosunku do osób, które były mu obojętne, lecz szybko przypomniał sobie, że Brenna nie myślała tymi kategoriami. Była służbistką, to pewnie był dziwny przejaw jakiejś misji, którą nosiła w sercu. Westchnął, przecierając twarz dłonią, zanim ruszył tuż za nią, przed Morpheusem. Być może powinien zamykać pochód dla bezpieczeństwa, ale wolał mieć ją blisko na wszelki wypadek. Podobnie jak ona szedł wolno i ostrożnie, zachowując należyty dystans, gdyby na ten przykład kobieta musiała wykonać unik. Również dobrze zrobił, ta przesadna ostrożność opłaciła się, gdy w stronę, gdzie przed chwilą stała Brenna, poleciał najpierw jeden, a potem drugi czar.
- Dywan - rzucił tylko, by zwrócić uwagę Longbottom na to, by uważała na rzeczony przedmiot, a potem sam machnął różdżką, chcąc rozproszyć zaklęcie, które, jak zakładał, na nim ciążyło. Dwukrotnie, jeżeli by nie udało się za pierwszym razem, bo na więcej czasu nie miał. Przemknęło mu jeszcze przez myśl, że jeśli wyjdą z tego cało, to Brenna nie da obu Niewymownym żyć. Zapewne pojawi się jedna z mniej lubianych przez niego fraz: a nie mówiłam? No mówiłaś, i co z tego? Tak podejrzewał, że tą kłótnią kogoś ostrzegą o swojej obecności. Zwykle się nie mylił, chociaż tu wolałby, by jednak tak było. - Uważaj, z góry ma na nas lepszy widok.
rzut