12.02.2024, 02:00 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 12.02.2024, 02:18 przez Cameron Lupin.)
I to właśnie spory problem, pomyślał z przekąsem. To była jednak z tych cech charakteru Heather, za którą można było ją pokochać do bólu lub znienawidzić do cna. Żyła w ciągłym biegu, nie bacząc na to, co się działo wokół niej. Chociaż karierę szukającej pozostawiła za sobą, tak dalej targały nią w wiatry, tylko nieco inne. W szkole Cameron poniekąd jej tego zazdrościł. Ilekroć wchodziła do pomieszczenia pełnego ludzi, ich aura jej nie przytłaczała; to ona wywierała wpływ na otoczenie, poniekąd wymuszając reakcję na jej osobę ze strony innych. Była pewna siebie, ale jak to mówią, do arogancji jest wtedy pół kroku...
Widok Lockharta sprawił, że prawie się zatrzymał. Powinien był przewidzieć, że ten się tutaj pojawi. Bądź co bądź, ten bal był organizowany na cześć jego twórczości. Może naprawdę ma dobre pióro, zaczął się zastanawiać Cameron. Osobiście nie miał przyjemności sięgnąć po wypowiedzi znajomego z Hogwartu, jednak skoro zjawił się tutaj jako autor i podbił serca kasiastych gospodarzy... To musiał trafić w jakąś niszę, która uznawała jego tomiszcza za godne uwagi? W przeciwieństwie do swojej partnerki Lupin spuścił głowę w dół, unikając kontaktu wzrokowego z Darcym.
— W-właściwie to m-mam pewne o-obie... — zaczął, jednak zanim zdołał zaprzeczyć, Heather wciągnęła go na parkiet.
Gdy tylko wyszli przed szereg, zaczęło mu piszczeć w głowie. To był okropny pomysł, bo wylądowali na widoku dosłownie wszystkich gości. Gdyby nie Ruda, która poprowadziła ich na właściwą pozycję na parkiecie i przejęła pierwsze skrzypce, zapewne zastygłby jak słup soli. Zamiast tego poddał się jej woli, jej ruchem, starając się nie zapomnieć o tym, aby oddychać.
Widok Lockharta sprawił, że prawie się zatrzymał. Powinien był przewidzieć, że ten się tutaj pojawi. Bądź co bądź, ten bal był organizowany na cześć jego twórczości. Może naprawdę ma dobre pióro, zaczął się zastanawiać Cameron. Osobiście nie miał przyjemności sięgnąć po wypowiedzi znajomego z Hogwartu, jednak skoro zjawił się tutaj jako autor i podbił serca kasiastych gospodarzy... To musiał trafić w jakąś niszę, która uznawała jego tomiszcza za godne uwagi? W przeciwieństwie do swojej partnerki Lupin spuścił głowę w dół, unikając kontaktu wzrokowego z Darcym.
— W-właściwie to m-mam pewne o-obie... — zaczął, jednak zanim zdołał zaprzeczyć, Heather wciągnęła go na parkiet.
Gdy tylko wyszli przed szereg, zaczęło mu piszczeć w głowie. To był okropny pomysł, bo wylądowali na widoku dosłownie wszystkich gości. Gdyby nie Ruda, która poprowadziła ich na właściwą pozycję na parkiecie i przejęła pierwsze skrzypce, zapewne zastygłby jak słup soli. Zamiast tego poddał się jej woli, jej ruchem, starając się nie zapomnieć o tym, aby oddychać.
(Aktywność Fizyczna) Czy Cameron zacznie potykać się o własne nogi podczas tańca? (Porażka = TAK, Sukces = NIE)
Rzut O 1d100 - 67
Sukces!
Sukces!
Ledwo kojarzył melodię, czy układ kroków, jaki obowiązywał w tej części przedstawienia. Po raz kolejny zdał sobie sprawę, o ile przyjemniejszy był bal Longbottomów. Tam przynajmniej było nieco luźniej. To ten surdut tak go cisnął, czy po prostu robił się coraz bardziej zestresowany? Rzucał nerwowe spojrzenia na prawo i lewo, starając się wybadać kolejność kroków. Na Heather praktycznie nie patrzył, wbijając spojrzenie w podłogę, aby jej nie podeptać. Ku jego własnemu zdumieniu udało im się dotrwać do końca zwrotki, a utwór wygrywany przez muzyków znacząco zwolnił, pozwalając, aby roztańczeni goście również mogli sobie pozwolić na chwilę oddechu. Cameron przesunął dłoń na plecy dziewczyny, masując je delikatnie.
— J-jesteś niemożliwa. Zdajesz sobie z tego s-s-sprawę? Mogliśmy tu umrzeć po p-pierwszych k-kilku obrotach. — Westchnął cicho, starając się ukoić skołatane nerwy. Dalej miał wrażenie, że wszyscy na nich patrzą, jednak duma wynikającego z tego, że niczego nie zepsuł podczas tańca, była zbyt duża. — M-myślałem, że cię podepczę i...
Na dobrą sprawę już jej wybaczył to, że zachowała się to lekkomyślnie. A nawet nie zdążył jej tego konkretnie wypomnieć! Ech, zdecydowanie miała z nim za dobrze. Jak narzekał, to zaraz przepraszał, jak coś mu się nie podobało, to też i tak podążał w ślad za nią... Kto by to wszystko dla niej robił jak nie on? Uśmiechnął się pod nosem, gotów się wyluzować i wziąć udział w kolejnym tańcu, gdy jego wzrok padł za tłumek zebrany za parkietem. Kilka kobiet zerkało w ich stronę, szepcząc coś między sobą i przeglądając jakiś plik dokumentów... Dobry Merlinie, czy te wariatki miały listę zaproszonych gości?
— Heather? Mogę cię o coś prosić? — Ponownie skierował wzrok na jej twarz. Uniósł kącik ust w krzywym uśmiechu. — Co by się nie działo... Z tej nocy... Zachowaj tylko te wspomnienia, które dają ci radość. Rozumiesz? J-ja... J-ja... J-ja...
Zaciął się, a kiedy już zebrał się na odwagę na to, aby kontynuować i puścić farbę na temat tego, jakim cudem właściwie udało im się wejść na tę imprezę... Muzyka na powrót rozbrzmiało, tym razem zapraszając na parkiet jeszcze większą ilość gości. Oczy Camerona rozbłysły, a on sam nabrał powietrza w usta, nadymając się, jak ta ryba, którą widzieli w akwarium w tej jednej knajpce. Raz, dwa, trzy... Głęboki oddech, a Cameron zaczął prowadzić Heather w tańcu. Do następnej przerwy, tłum tancerzy ukrywał ich przed wzrokiem współorganizatorek przyjęcia.
— J-jesteś niemożliwa. Zdajesz sobie z tego s-s-sprawę? Mogliśmy tu umrzeć po p-pierwszych k-kilku obrotach. — Westchnął cicho, starając się ukoić skołatane nerwy. Dalej miał wrażenie, że wszyscy na nich patrzą, jednak duma wynikającego z tego, że niczego nie zepsuł podczas tańca, była zbyt duża. — M-myślałem, że cię podepczę i...
Na dobrą sprawę już jej wybaczył to, że zachowała się to lekkomyślnie. A nawet nie zdążył jej tego konkretnie wypomnieć! Ech, zdecydowanie miała z nim za dobrze. Jak narzekał, to zaraz przepraszał, jak coś mu się nie podobało, to też i tak podążał w ślad za nią... Kto by to wszystko dla niej robił jak nie on? Uśmiechnął się pod nosem, gotów się wyluzować i wziąć udział w kolejnym tańcu, gdy jego wzrok padł za tłumek zebrany za parkietem. Kilka kobiet zerkało w ich stronę, szepcząc coś między sobą i przeglądając jakiś plik dokumentów... Dobry Merlinie, czy te wariatki miały listę zaproszonych gości?
— Heather? Mogę cię o coś prosić? — Ponownie skierował wzrok na jej twarz. Uniósł kącik ust w krzywym uśmiechu. — Co by się nie działo... Z tej nocy... Zachowaj tylko te wspomnienia, które dają ci radość. Rozumiesz? J-ja... J-ja... J-ja...
Zaciął się, a kiedy już zebrał się na odwagę na to, aby kontynuować i puścić farbę na temat tego, jakim cudem właściwie udało im się wejść na tę imprezę... Muzyka na powrót rozbrzmiało, tym razem zapraszając na parkiet jeszcze większą ilość gości. Oczy Camerona rozbłysły, a on sam nabrał powietrza w usta, nadymając się, jak ta ryba, którą widzieli w akwarium w tej jednej knajpce. Raz, dwa, trzy... Głęboki oddech, a Cameron zaczął prowadzić Heather w tańcu. Do następnej przerwy, tłum tancerzy ukrywał ich przed wzrokiem współorganizatorek przyjęcia.