11.02.2024, 15:33 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 11.02.2024, 15:34 przez Brenna Longbottom.)
– Zazdrościsz dobrej zabawy – skwitowała krótko jego przytyki odnośnie swoich wypadów, chociaż tak naprawdę nie było żadną zabawą, kiedy wampirzyca próbowała podgryźć ci gardło w ciemnym grobowcu, ani kiedy stałeś na schodach i spoglądałeś na stado nieumarłych, wspinających się ku tobie po stopniach. Nie kontynuowała dyskusji z trzech powodów: raz, zirytowała się trochę, ale nie miała powodów jakoś się wściekać i ta irytacja szybko stopniała, dwa, byli na ścieżkach i nasłuchiwała jakichś podejrzanych odgłosów, trzy, zmroziła ją trochę uwaga o wampirach, i próbowała sobie przypomnieć, czy kiedyś o nich wspomniała, czy może odnosił się tylko do sugestii o Flosie. To było zwykłe wyzłośliwianie się, czy jakimś cudem wiedział, co wyprawiała z Patrickiem w maju nad jeziorem Marunweem, gdzie postąpili wbrew przynajmniej trzem przepisom?
Przyjęła od niego różdżkę i dokumenty, obrzucając go nieco podejrzliwym spojrzeniem. Musiała jednak przyznać, że teraz, gdy miała dość czasu, by się mu przyjrzeć, to nie wyglądał wcale, jakby właśnie wybierał się na ścieżki i może faktycznie był to jakiś bardzo, bardzo, bardzo dziwny przypadek. Nie dziwiła się nawet, że nie pytał – chociaż miała odpowiedź i to stu procentowo prawdziwą, szukały informatora, a że nie dla BUMu, to już inna sprawa – bo właściwie nigdy nie pytał, po tej pierwszej rozmowie. Może usłyszał wtedy takie rewelacje, że zwątpił i uznał, że lepiej nie wiedzieć. Niemniej to było dobre, i że nie musiała niczego tłumaczyć, i że on tak bardzo chciał, by nikt nie wiedział, że tu był, bo one przecież nie chciały, aby ktoś dowiedział się o ich wycieczce.
Może dlatego postanowiła się nie upierać i nie dopytywać, jak tutaj trafił, skoro ewidentnie nie chciał odpowiadać.
– Jasne. Nikt się nie dowie, powiem Heath, żeby trzymała buzię na kłódkę… ale stanowczo protestuję przeciwko zwalaniu na mnie sprawy tego świstoklika, jestem pewna, że wywaliłoby cię tam też z dowolną inną osobą – powiedziała, wsuwając różdżkę do kieszeni wraz z portfelem. I spojrzała na jego twarz nieco uważniej, a chociaż nos chyba nie był złamany, to widok krwi znów wzbudził wyrzuty sumienia. – Przepraszam za ten nos. Niech reszta dnia będzie dla ciebie trochę milsza niż ostatnie dwadzieścia minut – rzuciła wbrew wszystkim wcześniejszym postanowieniom, zanim cofnęła się, i teleportowała do Doliny Godryka.
Przyjęła od niego różdżkę i dokumenty, obrzucając go nieco podejrzliwym spojrzeniem. Musiała jednak przyznać, że teraz, gdy miała dość czasu, by się mu przyjrzeć, to nie wyglądał wcale, jakby właśnie wybierał się na ścieżki i może faktycznie był to jakiś bardzo, bardzo, bardzo dziwny przypadek. Nie dziwiła się nawet, że nie pytał – chociaż miała odpowiedź i to stu procentowo prawdziwą, szukały informatora, a że nie dla BUMu, to już inna sprawa – bo właściwie nigdy nie pytał, po tej pierwszej rozmowie. Może usłyszał wtedy takie rewelacje, że zwątpił i uznał, że lepiej nie wiedzieć. Niemniej to było dobre, i że nie musiała niczego tłumaczyć, i że on tak bardzo chciał, by nikt nie wiedział, że tu był, bo one przecież nie chciały, aby ktoś dowiedział się o ich wycieczce.
Może dlatego postanowiła się nie upierać i nie dopytywać, jak tutaj trafił, skoro ewidentnie nie chciał odpowiadać.
– Jasne. Nikt się nie dowie, powiem Heath, żeby trzymała buzię na kłódkę… ale stanowczo protestuję przeciwko zwalaniu na mnie sprawy tego świstoklika, jestem pewna, że wywaliłoby cię tam też z dowolną inną osobą – powiedziała, wsuwając różdżkę do kieszeni wraz z portfelem. I spojrzała na jego twarz nieco uważniej, a chociaż nos chyba nie był złamany, to widok krwi znów wzbudził wyrzuty sumienia. – Przepraszam za ten nos. Niech reszta dnia będzie dla ciebie trochę milsza niż ostatnie dwadzieścia minut – rzuciła wbrew wszystkim wcześniejszym postanowieniom, zanim cofnęła się, i teleportowała do Doliny Godryka.
Koniec sesji
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.