Mieli podobne zdanie na temat aktualnego stanu Ministerstwa. Kiedy Stanley dołączał tam w 1964 roku była to całkowicie inna instytucja, niż teraz. Wiele się zmieniło i ciężko było powiedzieć, że na lepsze, wszak według niego na dużo gorsze. Równie dobrze można było to zaorać i postawić całkowicie od zera, wszak tylko do tego się nadawał ten organ bezpieczeństwa.
Papieros koił nerwy. Pozwalał się uspokoić. Pozwalał też się lekko znieczulić na słowa, które miały dotrzeć do jego uszu za chwilę.
Widząc ten sam znak na ramieniu ojca, uśmiechnął się. Szczerze się uśmiechnął, a kamień spadł mu z serca. Nie musiał udawać. Nie musiał wymyślać na szybko jakiejś śpiewki, aby to wszystko ukryć - Brak mi słów... - stwierdził na to co usłyszał. W życiu by się nie spodziewał, że ktoś kogo nie było całe jego dotychczasowe życie, był szychą w dwóch organizacjach. W końcu Apis był mu dobrze znanym pseudonimem. Nie tylko jemu - wszystkim Śmierciożercom.
Podczas tego spotkania poznał cały uproszczony życiorys Mulcibera, a już na pewno jakiś ułamek tego, co mógłby mu powiedzieć. Było to jednak na tyle szokujące i na tyle dużo informacji, że nie wiedział jak się zachować. Borgin chyba potrzebował się przespać z tymi informacjami. Przemyśleć to w zaciszu własnego domu. Poukładać jakoś do odpowiednich folderów w swojej pamięci... A przede wszystkim, pogodzić się z faktem, że ma ojca bo to nadal pozostawało rzeczą w jakimś stopniu abstrakcyjną.
- Od czasów szkolnych? To szmat czasu - rzekł - Dużo osób z Waszych roczników podążyło za "nim"? - zapytał, trochę wymownie stawiając akcent nad ostatnim słowem, jakby chciał podkreślić to, że chodzi mu o Lorda Voldemorta, a niekonicznie wymawiać jego imię. Pociągnął raz jeszcze papierosa i czym prędzej go zgasił. Przez chwilę jeszcze wpatrywał się w Roberta, Apisa, ojca.
Wstał, przerzucając sobie płaszcz przez ramię - Będę się zbierał. Muszę to sobie... Wszystko... Jakoś - pokręcił głową - Poukładać - westchnął - Dziękuje za spotkanie... o-ojcze? - dodał ze zdziwieniem w głosie, wszak to słowo było dla niego nowością. A już na pewno jeżeli rozchodziło się o to, aby wymawiać je na głos. Do drugiej osoby. Do kogoś kto był z Tobą powiązany.
Jeżeli Robert nie chciał go więcej zatrzymywać, Stanley po prostu pokiwał głową z uznaniem i ruszył przed siebie w kierunku wyjścia. W głębi duszy liczył tylko, że nie było to pierwsze i ostatnie spotkanie.
"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina
"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972