Na pewno nie przejęłaby się specjalnie tym, co pomyśli sobie Bulstrode. Generalnie nie obchodziło ją to, co inni sądzą o jej relacji z Brenną. Nie miała problemu z tym, żeby demonstrować całemu światu, jak wiele znaczy dla niej jej mentorka. Może z boku wydawać się to mogło dziwne, ale akurat ona się tym zupełnie nie przejmowała.
- Nie narzekam na te atrakcje, nie mogłam lepiej trafić. - Uważała, że miała ogromne szczęście wtedy, kiedy trafiła do BUMu, z początku bała się, że Longbottom jest nieco sztywna, bardzo szybko jednak okazało się, że jest zupełnie przeciwnie, ciągle zapewniała jej jakieś atrakcje - nie zawsze celowo. Przeżyły razem już sporo mimo tego, że w zasadzie pracowały razem ledwo pół roku. No i Brenna zauwafała jej na tyle, że wciągnęła ją do Zakonu, co też jeszcze bardziej je zbliżyło. Spędzały ze sobą również sporo czasu po pracy, niektórzy pewnie uważali, że to nie jest do końca zdrowe, bo powinno się odcinać od pracy po niej, jednak Wood traktowała to, jako coś niesamowitego.
- Nie martwię się Brenn, tak tylko, głośno myślę. - Szepnęła jeszcze do Longbottom. Nie mogła wymagać od niej tego, że będzie wybierała sobie ewentualnego partnera według jej upodobań, chociaż zdecydowanie taki Atreus nie byłby jej pierwszym wyborem na chłopaka dla jej mentorki, na pewno znalazłaby sobie kogoś lepszego, przynajmniej w jej oczach, w końcu Bulstrode'a znała tylko z kilku sytuacji, gdzie nie do końca przypadł jej do gustu. Była niestety pamiętliwa i pierwsze wrażenie miało dla niej zanczenie.
- Kiedyś ci opowiem, jakiego bym chciała. - Nie był to odpowiedni moment, ale będą mogły o tym porozmawiać, gdy znajdą się w bezpiecznym miejscu.
Longbottom okazała się być całkiem wygodnym rumakiem, nie uderzała nią o ściany, ani nie spowodowała krzywdy w żaden inny sposób, szła też całkiem szybko więc nie zajęło im dużo czasu wyjście z tych nieszczęsnych Podziemnych Ścieżek. Odetchnęła głęboko świeżym powietrzem, chociaż nadal trochę capiło, bo był to Nokturn, jednak w porównaniu do tego wcześniej można było poczuć różnicę. - Zniczu, potrzebuję cię. - Mruknęła pod nosem. Chciała, jak najszybciej udać się do Camerona. Nie umiała się teleportować, więc była to dla niej najlepsza opcja, nie uległa też urazowi, który uniemożliwiłby jej latanie, więc nie było znowu najgorzej.
Miotła pojawiła się przed Rudą po krótkiej chwili, dosiadła jej, po czym jeszcze odezwała się do reszty. - Dziękuję za wyśmienitą zabawę. - Odpechnęła się zdrową nogą od ziemi i pomknęła w powietrze, do Camerona, nieco się obawiała jego reakcji, bo wiedziała, jaką ma opinię na temat jej ciągłego pakowania się w kłopoty.