09.02.2024, 01:02 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 09.02.2024, 17:15 przez Brenna Longbottom.)
Brenna sama chciałaby wiedzieć, co Atreus tutaj robi - kiedy o tym, gdzie będą, kiedy będą i co będą robić, powiedziała dla bezpieczeństwa wyłącznie Mav i Patrickowi, gdyby coś się stało. To wzbudzało pewien niepokój, ale nie miała teraz czasu o tym myśleć. Ani nawet o tym, co Heather miała na myśli. Przy sprawie Barlow po prostu go do niej przydzielono, ale może chodziło o ten cholerny świstoklik, bo ktoś w biurze na pewno zauważył, że nie dotarli tam, gdzie mieli albo widziała, jak idą razem do archiwum?
I wcale nie była pewna, czy można powiedzieć, że pojawił się w dobrej chwili, żeby się im przydać. Gdyby się tu NIE pojawił, walnęłaby napastnika, nie Atreusa. (I na tę myśl, że zasadniczo to właśnie mu przywaliła, zrobiło się jej głupio, ale musiała skupić się na wydostaniu z podziemnych ścieżek...) Chociaż trzeba było przyznać, że znokautował gościa iście po mistrzowsku.
- Nie wiem, Heath, może padł ofiarą wyjątkowo okrutnej klątwy - odparła i mogło to brzmieć jak durna uwaga zastępująca "nie wiem", ale tak naprawdę może Bulstrode został przeklęty. Trafił na nią na Beltane, potem były te cholerne wianki, wypił amortencję, jej brat postanowił go do niej wysyłać tylko dlatego, że rzucił w okno kamieniem, trafili do jednej wizji na tym przeklętym statku, wywaliło ich razem świstoklikiem na pustkowie, a teraz...
Chyba powinien skonsultować się ze swoją siostrą, podobno klątwołamaczką.
Ewentualnie to była karma, odpłacająca mu za wszystkie złamane przez niego serca i nosy.
- Tak, cholera, oczywiście, że o to chodzi, zawsze aportuję gości, w których się zakochuję na podziemne ścieżki, żeby ich pobić, to moja specjalna, rodowa umiejętność i dziwny kaprys. Jeszcze robię to podczas bójki, bo to jest dokładnie to, o czym się wtedy myśli - odparła, z niemałą irytacją na jego absolutnie wymijającą odpowiedź, która nijak nie wyjaśniała, skąd się tutaj wziął, jak się dowiedział, gdzie będą, i jakim cudem aportował się prosto przed jej pięścią. (Może nawet przeprosiłaby Atreusa za to, że zdziwiła go w nos, gdyby właśnie nie zdołał wyprowadzić jej z równowagi, a to przecież wcale nie było takie łatwe. Jemu jednak wychodziło naprawdę po mistrzowsku. Zwłaszcza na Nokturnie.) – Nie ma co. Lepiej zabierz różdżkę i zostaw go, jesteśmy dobre kilkanaście minut marszu od wyjścia, a koledzy na pewno po niego wrócą.
Czy chciałaby aresztować tego typa? Oczywiście, że tak. Ale nie mieli jak go przetransportować, gdy Wood była ranna, a tamci mogli wrócić z kolegami, na podziemnych ścieżkach roiło się od męt, a poza tym musiałyby wyjaśnić, co tutaj robiły. Za bardzo by ich to opóźniło. I chociaż Brenna miała na podorędziu kilka bajeczek, nie chciała, by ktoś dotarł do Salta, interesując się, dlaczego wybrały właśnie ten obszar i z kim tutaj rozmawiały.
Odwróciła się do Heather plecami i przyklękła.
- Wskakuj, młoda - zarządziła, bo wszędzie Heather na plecy było znacznie szybsze niż próby podpierania Wood i wygodniejsze niż niesie jej na rękach. Heather była od niej dużo niższa, a Brenna na tyle sprawna, że mogła donieść ją do schodów. Sam Nokturn... tam już Wood przywoła swoją miotłę. – Wypierdalamy stąd - zgodziła się na prośbę dziewczyny bez protestów, bo wydostanie się stąd bezpiecznie faktycznie było najważniejsze. Dlatego skierowała się szybkim krokiem w stronę, z której tu nadeszły...
I wcale nie była pewna, czy można powiedzieć, że pojawił się w dobrej chwili, żeby się im przydać. Gdyby się tu NIE pojawił, walnęłaby napastnika, nie Atreusa. (I na tę myśl, że zasadniczo to właśnie mu przywaliła, zrobiło się jej głupio, ale musiała skupić się na wydostaniu z podziemnych ścieżek...) Chociaż trzeba było przyznać, że znokautował gościa iście po mistrzowsku.
- Nie wiem, Heath, może padł ofiarą wyjątkowo okrutnej klątwy - odparła i mogło to brzmieć jak durna uwaga zastępująca "nie wiem", ale tak naprawdę może Bulstrode został przeklęty. Trafił na nią na Beltane, potem były te cholerne wianki, wypił amortencję, jej brat postanowił go do niej wysyłać tylko dlatego, że rzucił w okno kamieniem, trafili do jednej wizji na tym przeklętym statku, wywaliło ich razem świstoklikiem na pustkowie, a teraz...
Chyba powinien skonsultować się ze swoją siostrą, podobno klątwołamaczką.
Ewentualnie to była karma, odpłacająca mu za wszystkie złamane przez niego serca i nosy.
- Tak, cholera, oczywiście, że o to chodzi, zawsze aportuję gości, w których się zakochuję na podziemne ścieżki, żeby ich pobić, to moja specjalna, rodowa umiejętność i dziwny kaprys. Jeszcze robię to podczas bójki, bo to jest dokładnie to, o czym się wtedy myśli - odparła, z niemałą irytacją na jego absolutnie wymijającą odpowiedź, która nijak nie wyjaśniała, skąd się tutaj wziął, jak się dowiedział, gdzie będą, i jakim cudem aportował się prosto przed jej pięścią. (Może nawet przeprosiłaby Atreusa za to, że zdziwiła go w nos, gdyby właśnie nie zdołał wyprowadzić jej z równowagi, a to przecież wcale nie było takie łatwe. Jemu jednak wychodziło naprawdę po mistrzowsku. Zwłaszcza na Nokturnie.) – Nie ma co. Lepiej zabierz różdżkę i zostaw go, jesteśmy dobre kilkanaście minut marszu od wyjścia, a koledzy na pewno po niego wrócą.
Czy chciałaby aresztować tego typa? Oczywiście, że tak. Ale nie mieli jak go przetransportować, gdy Wood była ranna, a tamci mogli wrócić z kolegami, na podziemnych ścieżkach roiło się od męt, a poza tym musiałyby wyjaśnić, co tutaj robiły. Za bardzo by ich to opóźniło. I chociaż Brenna miała na podorędziu kilka bajeczek, nie chciała, by ktoś dotarł do Salta, interesując się, dlaczego wybrały właśnie ten obszar i z kim tutaj rozmawiały.
Odwróciła się do Heather plecami i przyklękła.
- Wskakuj, młoda - zarządziła, bo wszędzie Heather na plecy było znacznie szybsze niż próby podpierania Wood i wygodniejsze niż niesie jej na rękach. Heather była od niej dużo niższa, a Brenna na tyle sprawna, że mogła donieść ją do schodów. Sam Nokturn... tam już Wood przywoła swoją miotłę. – Wypierdalamy stąd - zgodziła się na prośbę dziewczyny bez protestów, bo wydostanie się stąd bezpiecznie faktycznie było najważniejsze. Dlatego skierowała się szybkim krokiem w stronę, z której tu nadeszły...
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.