Heather została więc bohaterem, ocaliła Atreusa przed pięścią Brenny. Na pewno powinien jej za to podziękować! Tak to już było z Wood, że sama sobie robiła największą krzywdę, niefart straszny, no ale wszystko przez próżność, nadal musiała nad tym pracować. Czasem prostsze, mniej efektowne rozwiązania były bardziej skuteczne. Jeszcze się tego nauczy, w końcu młode z niej było dziewczę i miała całe życie przed sobą, aby przyswoić takie podstawowe prawdy.
Nie udało jej się zaatakować jednego z typów, coś czuła, że jej walka się już skończyła. Stopa ją bolała, miała problem, żeby ruszać się szybko, na szczęście jej towarzysze nie mieli takiego problemu, to dodatkowe, przypadkowe wsparcie im się przydało, oczywiście nie powie tego w głos, bo było to przyznanie się do niepowodzenia.
- Coś mi jebło w stopie. - Odpowiedziała Brennie na zadane przez nią pytanie. Nie do końca wiedziała, co się stało, bo zupełnie się na tym nie znała. Nie sądziła jednak, że to coś poważnego, bo nie bolało aż tak bardzo jak podczas Beltane, tyle, że nie mogła stanąć na tej stopie.
- To Bulstrode? Czemu on się ciągle koło ciebie kręci. - Powiedziała może trochę za głośno do swojej partnerki, bo nie był to pierwszy raz, kiedy znajdował się gdzieś obok nich. Niby był aurorem, ale nie wiedział przecież o ich tajnej, zakonowej misji. Skąd się tutaj wziął? I to akurat w momencie, w którym im się przydał. Dziwny zbieg okoliczności.
- Możemy stąd wyjść? Koledzy chyba zwiali, a strasznie tu jedzie, jeszcze chwila i się porzygam. - Wolała opuścić Podziemne Ścieżki jak najszybciej, wolałaby, żeby tamci nie wrócili ze wsparciem.