08.02.2024, 00:00 ✶
Jakże rozkosznie było wyciągnąć się na miękkiej trawie nakrapianej puszystym złotem i purpurą mleczy i koniczyn! Jakże błogo wpatrywać się w błękitną kopułę nieba zawieszoną wysoko nad jego głową i szukać znajomych kształtów w puszystych obłokach! Jakże wielkim ukojeniem dla zszarganych zmysłów był szum kniei! Brakowało mu tego w Londynie - mieście wielkich perspektyw dla tych wszystkich poważnych mężczyzn w garniturach i z aktówkami pod pachą, lecz duszącym dla wrażliwej duszy artysty (a za takiego niewątpliwie się uważał, choć płomyk jego kariery zgasł już kilka lat temu), szukającego swej inspiracji w jedności z naturą. Szukał jej oczywiście na obrzeżach miasta, jednak spotkanie z zaklętą w posąg dziewczyną ukrytą w Epping Forest przyniosło dla jego psychiki jedynie więcej szkody, niż pożytku.
Dwa dni temu spakował więc walizki i przyjechał do Doliny Godryka - jego (nieco ekstrawagancki nawet jak na mugolski model) samochód stał zaparkowany na podwórzu uroczego hostelu, zaś sam Laurence zabrał ze sobą jedynie pióro oraz notes, w którym zapisywał inspiracje dla swojej kolejnej sztuki; pokreślone, niedbałe, pełne tylko jemu zrozumiałych rysunków przedstawiających figury geometryczne oraz strzałki. Cały zbiór chaotycznych myśli, za którymi nie nadążały ruchy rozegranego nadgarstka. Miłosne wyznanie, nad którym pracował od jakiegoś czasu; nie chciał bowiem, by było zbyt oczywiste, wprawiające Garricka w zakłopotanie. Nie mogło być też zbyt subtelne, aby do niego trafiło. Musiał znaleźć złoty środek - dlatego wyjechał z miasta.
Niegdyś lubił długie spacery; teraz jego wyniszczone używkami ciało buntowało się na samą myśl o aktywności fizycznej. Szkoda - bardzo chciał zobaczyć owianą złą sławą Polanę Ognisk, na której podczas Beltane pojawił się Czarny Pan. Może znajdzie inspirację właśnie tam? Właścicielka hostelu skutecznie wybiła mu tej pomysł z głowy, tłumacząc Selwynowi, że miejsce to i tak jest zabezpieczone przez Ministerstwo Magii i że nie ma czego szukać. Wędrował więc pomiędzy linią drzew, a wrzosowiskami, aż wreszcie, gdy czuł zmęczenie narastające w łydkach i piersiach, usiadł na trawie w cieniu rzucanym przez Knieję.
Nie spodziewał się, że nie będzie sam. Zamrugał kilkakrotnie, upewniając się, że niedźwiedź wcale mu się nie przywidział. Był piękny w swej dzikości, ale i niebezpieczny, jak zdał sobie sprawę po chwili. Co powinien zrobić w tej sytuacji? Oczywiście, że się wycofać, póki zwierz go nie zauważył. Ale co jeśli ucieczka nie pójdzie po jego myśli? Chyba lepiej zostawić list pożegnalny. Tak na wszelki wypadek.
Do Garricka Ollivandera, napisał koślawo na wolnej stronie.
Zamknął notes i ostrożnie, powolutku wstał z ziemi, próbując wycofać się w stronę lasu. Nie miał pojęcia, co zrobi potem (może wespnie się na jakieś drzewo? Może wyrwie kartki z notesu i zacznie udawać, że rozdaje ulotki, a niedźwiedź będzie udawał, że go nie widzi?), ale była to jedyna szansa na ratunek. I wszystko szło zgodnie z planem, gdyby nie ta jedna, żałosna gałązka, która pękła pod jego ciężarem.
Zamarł w bezruchu, z pełnym przerażenia spojrzeniem ukrytym w gościu na wrzosowisku.
Dwa dni temu spakował więc walizki i przyjechał do Doliny Godryka - jego (nieco ekstrawagancki nawet jak na mugolski model) samochód stał zaparkowany na podwórzu uroczego hostelu, zaś sam Laurence zabrał ze sobą jedynie pióro oraz notes, w którym zapisywał inspiracje dla swojej kolejnej sztuki; pokreślone, niedbałe, pełne tylko jemu zrozumiałych rysunków przedstawiających figury geometryczne oraz strzałki. Cały zbiór chaotycznych myśli, za którymi nie nadążały ruchy rozegranego nadgarstka. Miłosne wyznanie, nad którym pracował od jakiegoś czasu; nie chciał bowiem, by było zbyt oczywiste, wprawiające Garricka w zakłopotanie. Nie mogło być też zbyt subtelne, aby do niego trafiło. Musiał znaleźć złoty środek - dlatego wyjechał z miasta.
Niegdyś lubił długie spacery; teraz jego wyniszczone używkami ciało buntowało się na samą myśl o aktywności fizycznej. Szkoda - bardzo chciał zobaczyć owianą złą sławą Polanę Ognisk, na której podczas Beltane pojawił się Czarny Pan. Może znajdzie inspirację właśnie tam? Właścicielka hostelu skutecznie wybiła mu tej pomysł z głowy, tłumacząc Selwynowi, że miejsce to i tak jest zabezpieczone przez Ministerstwo Magii i że nie ma czego szukać. Wędrował więc pomiędzy linią drzew, a wrzosowiskami, aż wreszcie, gdy czuł zmęczenie narastające w łydkach i piersiach, usiadł na trawie w cieniu rzucanym przez Knieję.
Nie spodziewał się, że nie będzie sam. Zamrugał kilkakrotnie, upewniając się, że niedźwiedź wcale mu się nie przywidział. Był piękny w swej dzikości, ale i niebezpieczny, jak zdał sobie sprawę po chwili. Co powinien zrobić w tej sytuacji? Oczywiście, że się wycofać, póki zwierz go nie zauważył. Ale co jeśli ucieczka nie pójdzie po jego myśli? Chyba lepiej zostawić list pożegnalny. Tak na wszelki wypadek.
Do Garricka Ollivandera, napisał koślawo na wolnej stronie.
Najdroższy Przyjacielu,
Jeśli czytasz ten list, stałem się posiłkiem dla wielkiego niedźwiedzia. Wiedz, że jesteś miłością mojego życia i przepraszam, że nigdy nie dałem Ci tego odczuć. Nie chciałem psuć Twojego małżeństwa. Dziękuję za wszystko, co dla mnie zrobiłeś.
Twój na zawsze,
Laurie
Jeśli czytasz ten list, stałem się posiłkiem dla wielkiego niedźwiedzia. Wiedz, że jesteś miłością mojego życia i przepraszam, że nigdy nie dałem Ci tego odczuć. Nie chciałem psuć Twojego małżeństwa. Dziękuję za wszystko, co dla mnie zrobiłeś.
Twój na zawsze,
Laurie
Zamknął notes i ostrożnie, powolutku wstał z ziemi, próbując wycofać się w stronę lasu. Nie miał pojęcia, co zrobi potem (może wespnie się na jakieś drzewo? Może wyrwie kartki z notesu i zacznie udawać, że rozdaje ulotki, a niedźwiedź będzie udawał, że go nie widzi?), ale była to jedyna szansa na ratunek. I wszystko szło zgodnie z planem, gdyby nie ta jedna, żałosna gałązka, która pękła pod jego ciężarem.
Zamarł w bezruchu, z pełnym przerażenia spojrzeniem ukrytym w gościu na wrzosowisku.
the others say
that i’m just good enough to cut the cats’ throats
but i never killed a cat
that i’m just good enough to cut the cats’ throats
but i never killed a cat