07.02.2024, 22:39 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 07.02.2024, 23:05 przez Sebastian Macmillan.)
— Tylko nie dosiadaj się do mnie na stołówce — zastrzegł, uśmiechając się niechętnie pod nosem. — Wypracowałem sobie pewną reputację i wolałbym, żeby kolejne promyki słońca z całego Ministerstwa Magii nie odwiedzały mnie w mojej piwnicy. Zwłaszcza te z Departamentu Międzynarodowej Współpracy Czarodziejów. Jeszcze będą mi zaczną układać terminy egzorcyzmów z granicą w ramach poprawienia stosunków międzynarodowych.
Lata spędzone na zaznajamianiu się z tajnikami historii czarodziejskiego świata, a potem meandrów kwestii związanych z duchami sprawiły, że Sebastian przywykł do samotności. Sympozja i konferencje naukowe były świetne, jednak nie brał w nich udziału dla towarzystwa innych ludzi. To, co mieli w głowach i co odkryli, interesowało go bardziej od tego, jakie mieli zainteresowania, czy jak spędzali swój wolny czas. Gdy na dobre zagnieździł się w Ministerstwie Magii, dalsze izolowanie się było jeszcze prostsze. Kiedy większość twojej zmiany polega na porządkowaniu archiwów i wyjazdów służbowych do zabitych dechami dziur, gdzie wykryto jakąś zagubiona duszę, łatwo jest wyeliminować czynnik ludzki.
Podążył za kobietą na strych. Cieszył go brak sprzeciwów z jej strony. Może miała nieco racji? Powoli poznawali swoje zachowania, jak i oczekiwania. Brennie było na rękę, aby był efektywny w swojej pracy, więc chyba miał prawo oczekiwać od niej tego samego, czyż nie?
— A co? Chcesz tak tu nade mną stać i czekać na to, aż Matka Natura zaszczyci nas swoją obecnością? Nie każe ci podrzucać w powietrze wszystkiego, co ci wpadnie w ręce. Po prostu... Ostrożnie zaglądaj do środka.
To akurat nie powinno być trudne.
— Nie. Wolę zimowe czapki z pomponami. Albo nauszniki. — Wbił w nią poważne, acz nieco zaniepokojone spojrzenie, które po chwili przeskoczyło z jej twarzy na fedorę. — Wiesz, że to rzeczy kogoś, kto już nie żyje? Mógł w tym kiedyś chodzić.
Wrócił do swoich obowiązków, jednak zerkał ku Brennie, licząc na jej reakcję. Czy praca w Departamencie Przestrzegania Prawa Czarodziejów aż tak ją znieczuliła? A może po prostu nie zna ryzyka, pomyślał z przekąsem. Jego zdaniem to przedmioty osobiste były najbardziej niebezpieczny, poza tym było coś makabrycznego w przeglądaniu własności obcych ludzi, którzy odeszli już z tego ciała. Z drugiej strony, Longbottom pewnie po prostu inaczej badała otoczenie. W jej zawodzie pewnie prędzej szukało się pułapek, dowodów i poszlak niż przeklętych przedmiotów.
— Nie mam bladego pojęcia... Ośmiu w porywach do dziesięciu? — Zmarszczył czoło, nie wiedząc, czy wykonane na szybko rachunki były poprawne i mogły mieć odbicie w rzeczywistym świecie. — Zależy, ile konkretnie jest tych duchów. I czy nie próbował upychać po kilka do jednego naczynia. A uwierz mi, nie chcielibyśmy tu powtórki z waszej kryształowej czaszki. — Pokręcił gwałtownie głową, jakby w ten sposób mógł wymazać ten scenariusz z każdej możliwej wersji przyszłości. — To byłoby bardzo, ale to bardzo złe. Oczywiście wypadałoby też wziąć pod uwagę, czy uda się przeprowadzić je grupowo, czy będą wymagały odegnania przy użyciu siły.
Nie każdy duch pragnął spokoju i bezpieczeństwa oferowanego przez zaświaty. Niektóre wolały pozostać tutaj, pośród żywych, przeskakując z jednego ciała w drugie, jakby świat był ich personalnym placem zabaw, a ludzie kolekcją zjeżdżalni, karuzeli i huśtawek. To nie był pierwszy raz, gdy współpracował z Brenną. Na własne oczy widziała, że niektóre duchy dosyć chętnie przekraczały przejście na drugą stronę, podczas gdy inne walczyły na wszystkie sposoby, byleby tylko ponownie zasmakować życia.
Tak czy siak, szefostwo będzie musiało się o tym dowiedzieć, pomyślał, bo nie widział sensu w zatajaniu tego. To tak jakby Longbottom na własną rękę zabezpieczyło gniazdo bandytów i nie powiedziała Bonesowi i Moody, twierdząc, że sama się ich pozbędzie, gdy przyjdzie odpowiedni czas. Kłamanie na ten temat byłoby po prostu głupie. A skoro Everlasting zebrał tu tyle potencjalnych naczyń... Departament Kontroli nad Magicznymi Stworzeniami zdecydowanie będzie musiał zacieśnić relacje z Brygadą Uderzeniową i Biurem Aurorów. Ktoś musiał ubezpieczyć egzorcystów, czyż nie?
— Możesz śmiało zignorować pudła, gdzie są książki, ubrania, zastawa i inne przedmioty codziennego użytku. Zazwyczaj umieszczamy duchy w naczyniach, które da się fizycznie zamknąć. Otwierane naszyjniki, niektóre pierścionki, skrzynie, szkatułki, w ostateczności pudełka po zapałkach — oznajmił, sięgając do kolejnego pudła, powtarzając poprzednią procedurę.
Lata spędzone na zaznajamianiu się z tajnikami historii czarodziejskiego świata, a potem meandrów kwestii związanych z duchami sprawiły, że Sebastian przywykł do samotności. Sympozja i konferencje naukowe były świetne, jednak nie brał w nich udziału dla towarzystwa innych ludzi. To, co mieli w głowach i co odkryli, interesowało go bardziej od tego, jakie mieli zainteresowania, czy jak spędzali swój wolny czas. Gdy na dobre zagnieździł się w Ministerstwie Magii, dalsze izolowanie się było jeszcze prostsze. Kiedy większość twojej zmiany polega na porządkowaniu archiwów i wyjazdów służbowych do zabitych dechami dziur, gdzie wykryto jakąś zagubiona duszę, łatwo jest wyeliminować czynnik ludzki.
Podążył za kobietą na strych. Cieszył go brak sprzeciwów z jej strony. Może miała nieco racji? Powoli poznawali swoje zachowania, jak i oczekiwania. Brennie było na rękę, aby był efektywny w swojej pracy, więc chyba miał prawo oczekiwać od niej tego samego, czyż nie?
— A co? Chcesz tak tu nade mną stać i czekać na to, aż Matka Natura zaszczyci nas swoją obecnością? Nie każe ci podrzucać w powietrze wszystkiego, co ci wpadnie w ręce. Po prostu... Ostrożnie zaglądaj do środka.
To akurat nie powinno być trudne.
— Nie. Wolę zimowe czapki z pomponami. Albo nauszniki. — Wbił w nią poważne, acz nieco zaniepokojone spojrzenie, które po chwili przeskoczyło z jej twarzy na fedorę. — Wiesz, że to rzeczy kogoś, kto już nie żyje? Mógł w tym kiedyś chodzić.
Wrócił do swoich obowiązków, jednak zerkał ku Brennie, licząc na jej reakcję. Czy praca w Departamencie Przestrzegania Prawa Czarodziejów aż tak ją znieczuliła? A może po prostu nie zna ryzyka, pomyślał z przekąsem. Jego zdaniem to przedmioty osobiste były najbardziej niebezpieczny, poza tym było coś makabrycznego w przeglądaniu własności obcych ludzi, którzy odeszli już z tego ciała. Z drugiej strony, Longbottom pewnie po prostu inaczej badała otoczenie. W jej zawodzie pewnie prędzej szukało się pułapek, dowodów i poszlak niż przeklętych przedmiotów.
— Nie mam bladego pojęcia... Ośmiu w porywach do dziesięciu? — Zmarszczył czoło, nie wiedząc, czy wykonane na szybko rachunki były poprawne i mogły mieć odbicie w rzeczywistym świecie. — Zależy, ile konkretnie jest tych duchów. I czy nie próbował upychać po kilka do jednego naczynia. A uwierz mi, nie chcielibyśmy tu powtórki z waszej kryształowej czaszki. — Pokręcił gwałtownie głową, jakby w ten sposób mógł wymazać ten scenariusz z każdej możliwej wersji przyszłości. — To byłoby bardzo, ale to bardzo złe. Oczywiście wypadałoby też wziąć pod uwagę, czy uda się przeprowadzić je grupowo, czy będą wymagały odegnania przy użyciu siły.
Nie każdy duch pragnął spokoju i bezpieczeństwa oferowanego przez zaświaty. Niektóre wolały pozostać tutaj, pośród żywych, przeskakując z jednego ciała w drugie, jakby świat był ich personalnym placem zabaw, a ludzie kolekcją zjeżdżalni, karuzeli i huśtawek. To nie był pierwszy raz, gdy współpracował z Brenną. Na własne oczy widziała, że niektóre duchy dosyć chętnie przekraczały przejście na drugą stronę, podczas gdy inne walczyły na wszystkie sposoby, byleby tylko ponownie zasmakować życia.
Tak czy siak, szefostwo będzie musiało się o tym dowiedzieć, pomyślał, bo nie widział sensu w zatajaniu tego. To tak jakby Longbottom na własną rękę zabezpieczyło gniazdo bandytów i nie powiedziała Bonesowi i Moody, twierdząc, że sama się ich pozbędzie, gdy przyjdzie odpowiedni czas. Kłamanie na ten temat byłoby po prostu głupie. A skoro Everlasting zebrał tu tyle potencjalnych naczyń... Departament Kontroli nad Magicznymi Stworzeniami zdecydowanie będzie musiał zacieśnić relacje z Brygadą Uderzeniową i Biurem Aurorów. Ktoś musiał ubezpieczyć egzorcystów, czyż nie?
— Możesz śmiało zignorować pudła, gdzie są książki, ubrania, zastawa i inne przedmioty codziennego użytku. Zazwyczaj umieszczamy duchy w naczyniach, które da się fizycznie zamknąć. Otwierane naszyjniki, niektóre pierścionki, skrzynie, szkatułki, w ostateczności pudełka po zapałkach — oznajmił, sięgając do kolejnego pudła, powtarzając poprzednią procedurę.