Miał na myśli coś innego. W grę nie wchodziła zorganizowana akcja. A przynajmniej nie wskazywały na to żadne poszlaki. Nie zamierzał jednak tłumaczyć się z tego Irlandczykowi. Nie było takiej potrzeby. Devin nie musiał znać wszystkich szczegółów. Nie potrzebował tych szczegółów w zasadzie jakichkolwiek. Miał mu tylko i wyłącznie oddać przysługę. Spłacić dawny dług.
I to też zrobił, kiedy na wyrwanej kartce zapisał właściwy adres.
Wysłuchawszy ostatnich słów Irlandczyka, sięgnął po przesuniętą po blacie kartkę. Na spokojnie odczytał znajdującą się na niej informacje. Nie było to daleko. Wiedział jak trafić pod wskazany adres. Teraz musiał już tylko opracować plan. Nie mógł tam tak po prostu przyjść. Albo może wręcz przeciwnie?
- Spokojnie, mam jeszcze 8 żyć. - zareagował na słowa Devina, składając kartkę na pół i wpychając do kieszeni spodni. Eleganckich spodni, tak bardzo niepasujących do tego miejsca. Jak cały Robert, który nie wyglądał jak jeden z tutejszych szczurów. Był niczym ten nieszczęsny słoń w składzie porcelany.
Albo może to tylko takie wrażenie? Mylne?
- No cóż, mam nadzieje, że więcej żaden z nas nie wejdzie w drogę temu drugiemu. Albo przynajmniej nie zdarzy się to w najbliższej przyszłości. - padło z jego strony, kiedy podniósł się z krzesła. Wyprostował się. Rozprostował swoje kości. Nic więcej nie trzymało go w tym pomieszczeniu. A przynajmniej niczego takiego nie był świadomy, nie zauważył. Pożegnał się więc z Irlandczykiem, ruszył w stronę drzwi. Czas uciekał. Musiał działać.
Musiał do niej dotrzeć, zanim konsekwencje okażą się zbyt duże.
Nie mógł sobie pozwolić na nawet kilka chwil zwłoki.
I pomyśleć, że był człowiekiem, który na ogół nie zwykł się śpieszył. Wolał działać wolniej, ale za to zmierzać do celu. Zbliżać się do niego sukcesywnie, krok po kroku. Unikając błędów, które wynikały z braku należytej ostrożności. Braku kontroli.