06.02.2024, 11:24 ✶
Brenna rzuciła szybkie spojrzenie na Heather, gdy zadała swoje pytanie i powiedziała, że muszą udać się na wyspę. Mogłaby przysiąc, że coś ciężkiego opadło na dno jej żołądka. Bo tak, musieli udać się na wyspę, ale Brenna nie wierzyła ani przez chwilę, że można pozbyć się tam klątwy - i nie chciała dawać Wood złudnych nadziei.
Nie wspominając o tym, że właśnie przed tym ich przestrzegano.
Przed uleganiem pragnieniom.
- Andrew Tate był na ostatniej wyprawie Białej Księżniczki, Heath - powiedziała cicho, dzieląc się informacją, którą zdobyła, kiedy szukała informacji o Salcie, by przekazać je później Vincentowi i prosić go o znalezienie tropów na Nokturnie. - Nigdy z niej nie wrócił.
Podobnie jak cztery inne osoby.
Andrew nie pozbył się klątwy: postradał życie.
- Strzeż się swoich pragnień - powiedział Salt, zwracając się bezpośrednio do Heather. - On im uległ. Nie idźcie na wyspę.
- Musimy tam płynąć - stwierdziła Brenna, niby echo, powtarzając te słowa za Heather. - Panie Salt, będziemy wdzięczne za informacje, co tam znaleźliście. Jeśli chciałby pan, aby go stąd zabrać...
- Nie, nie, nienienienienie - zaprotestował, cofając się gwałtownie, aż wpadł na ścianę, pokrytą napisami. Uniósł dłonie, przyciskając je do uszu. - Morze śpiewa. Słyszę tamtą pieśń. Uciekłem przed nią, tak daleko, jak się dało. Tutaj w mroku, tutaj, gdzie magia jest inna... czasem przestaję ją słyszeć - powiedział, spoglądając to na Brennę to na Heather, a jego twarz przybrała udręczony wyraz. Zastanawiał się... chyba - bo czy ten człowiek był jeszcze w stanie nad czymkolwiek się zastanawiać? W końcu odezwał się znowu, może z nadzieją, że kobiety dadzą mu spokój. Może po prostu liczył, że odwiedzie ich od pomysłu udania się na wyspę?
– Ta wyspa jest przeklęta. Pełna ciemności – powiedział cicho, opuszczając ręce. – Pełna potworów i pułapek, ale one nie mają znaczenia. Największe potworności, największe pułapki… kryją się tutaj.
Uniósł dłoń i postukał się w skroń.
– A ona je wyciąga, wyciąga je wszystkie. Jeśli zejdziecie do jaskini w sercu wysypy… znajdziecie tylko strachy i pragnienia, które nie mogą się spełnić. Żadnych skarbów.
Brenna drgnęła. Wiedzieli, że broń jest gdzieś, gdzie drzemie bezimienna groza, gdzie trzeba strzec się swoich pragnień…
A więc w jaskini w centrum wyspy.
– Co państwo tam znaleźli, panie Salt?
– Śmierć. Tylko śmierć. I ciemność, która wszystko pożera – wyszeptał Tymoteus, osuwając się powoli na ziemię. – Zostawcie mnie. Proszę. Nie pamiętam nic więcej. Tylko pieśń, rozbrzmiewającą w głowie. Tylko ciemność. Tylko to, że pochłonęły ich własne głowy. Nie chcę pamiętać, rozumiecie?
Odetchnęła. Przez głowę, nie po raz pierwszy, przeszło jej pytanie, w co ona, do cholery, ich wszystkich pakuje. Wszystko, cały świat, zdawało się mówić „nie pakujcie się w to”. A jednak wiedziała, że, oczywiście, się w to wpakują. Znów przeniosła spojrzenie na Heather, jakby niemo pytając, czy ona chce coś jeszcze powiedzieć. Nie była jeszcze pewna, czy i co dokładnie dają im słowa Tymoteusa Salta, ale wzmianka o centrum wyspy i jaskini była bez wątpienia cenna.
Nie wspominając o tym, że właśnie przed tym ich przestrzegano.
Przed uleganiem pragnieniom.
- Andrew Tate był na ostatniej wyprawie Białej Księżniczki, Heath - powiedziała cicho, dzieląc się informacją, którą zdobyła, kiedy szukała informacji o Salcie, by przekazać je później Vincentowi i prosić go o znalezienie tropów na Nokturnie. - Nigdy z niej nie wrócił.
Podobnie jak cztery inne osoby.
Andrew nie pozbył się klątwy: postradał życie.
- Strzeż się swoich pragnień - powiedział Salt, zwracając się bezpośrednio do Heather. - On im uległ. Nie idźcie na wyspę.
- Musimy tam płynąć - stwierdziła Brenna, niby echo, powtarzając te słowa za Heather. - Panie Salt, będziemy wdzięczne za informacje, co tam znaleźliście. Jeśli chciałby pan, aby go stąd zabrać...
- Nie, nie, nienienienienie - zaprotestował, cofając się gwałtownie, aż wpadł na ścianę, pokrytą napisami. Uniósł dłonie, przyciskając je do uszu. - Morze śpiewa. Słyszę tamtą pieśń. Uciekłem przed nią, tak daleko, jak się dało. Tutaj w mroku, tutaj, gdzie magia jest inna... czasem przestaję ją słyszeć - powiedział, spoglądając to na Brennę to na Heather, a jego twarz przybrała udręczony wyraz. Zastanawiał się... chyba - bo czy ten człowiek był jeszcze w stanie nad czymkolwiek się zastanawiać? W końcu odezwał się znowu, może z nadzieją, że kobiety dadzą mu spokój. Może po prostu liczył, że odwiedzie ich od pomysłu udania się na wyspę?
– Ta wyspa jest przeklęta. Pełna ciemności – powiedział cicho, opuszczając ręce. – Pełna potworów i pułapek, ale one nie mają znaczenia. Największe potworności, największe pułapki… kryją się tutaj.
Uniósł dłoń i postukał się w skroń.
– A ona je wyciąga, wyciąga je wszystkie. Jeśli zejdziecie do jaskini w sercu wysypy… znajdziecie tylko strachy i pragnienia, które nie mogą się spełnić. Żadnych skarbów.
Brenna drgnęła. Wiedzieli, że broń jest gdzieś, gdzie drzemie bezimienna groza, gdzie trzeba strzec się swoich pragnień…
A więc w jaskini w centrum wyspy.
– Co państwo tam znaleźli, panie Salt?
– Śmierć. Tylko śmierć. I ciemność, która wszystko pożera – wyszeptał Tymoteus, osuwając się powoli na ziemię. – Zostawcie mnie. Proszę. Nie pamiętam nic więcej. Tylko pieśń, rozbrzmiewającą w głowie. Tylko ciemność. Tylko to, że pochłonęły ich własne głowy. Nie chcę pamiętać, rozumiecie?
Odetchnęła. Przez głowę, nie po raz pierwszy, przeszło jej pytanie, w co ona, do cholery, ich wszystkich pakuje. Wszystko, cały świat, zdawało się mówić „nie pakujcie się w to”. A jednak wiedziała, że, oczywiście, się w to wpakują. Znów przeniosła spojrzenie na Heather, jakby niemo pytając, czy ona chce coś jeszcze powiedzieć. Nie była jeszcze pewna, czy i co dokładnie dają im słowa Tymoteusa Salta, ale wzmianka o centrum wyspy i jaskini była bez wątpienia cenna.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.