Heather w przeciwieństwie do Brenny, jak zobaczyła go mażącego po tych ścianach nie zakładała, że będzie w stanie je zaatakować. Wyglądał jej na nieźle odklejonego. Nigdy nie rozumiała tych dziwnie uduchowionych osób, wróżbitów, czy innych jasnowidzów.
Rzuciła okiem na napisy na ścianach, upewniło ją to w tym, że znalazły odpowiedniego mężczyznę, miały jednak szczęście, ciekawe jak długo potrwa ich dobra passa.
Nie były pierwszymi osobami, które chciały rozmawiać z nim na temat wyspy, wiele osób do niej ciągnęło, ciekawe z jakich pobudek. Sama Wood pewnie nigdy w życiu nie poszłaby szukać skarbu ot tak, miała inne rzeczy na głowie i nigdy jakoś nie ciągnęło ją do tego typu rozrywek.
Nie chciał jednak mówić za dużo, Heather póki co nie wtrącała się specjalnie w rozmowę, właściwie to Brenna też nie mówiła zbyt wiele, ten facet coś paplał do siebie, te słowa brzmiały dziwnie, jakby miały jakieś ukryte znaczenie.
Wtedy lampka się przewróciła i potoczyła po ziemi. Wood drgnęła, bo zupełnie się tego nie spodziewała. Wtedy usłyszała kolejne słowa padające z ust mężczyzny. - Na wyspie można pozbyć się klątwy? - Odezwała się do niego, chociaż brzmiało to nie do końca tak, jakby można było tam znaleźć remedium na jej przypadłość, a wręcz przeciwnie. Tyle, że w tej chwili poczuła dziwny przypływ nadziei, że może uda się jej pozbyć tego, co pojawiło się w jej ciele zupełnie znienacka. Być może powoli uczyła się żyć z tym przekleństwem, jednak nadal nie zawsze nad tym panowała, wolałaby się pozbyć klątwy i mieć święty spokój. - Musimy udać się na tę wyspę. - Szepnęła cicho, tym razem rzuciła to raczej w eter niż do konkretnej osoby.