05.02.2024, 20:53 ✶
– O nie, to ty masz sypiać w katafalku, pamiętasz? – roześmiała się Brenna, chociaż zaraz zakryła sobie usta dłonią, bo do licha, to było miejsce zbrodni. Nie wypadało tutaj chichotać. – Obawiam się, że prawdziwe wampiry wcale nie przepadają za atłasem. I za frakami. Spotkałam ostatnio dwa, uwierzysz? Jeden to absolutny gówniarz, rudy i piegowaty, a drugi chodził w skórzanej kurtce. Nie wyobrażam sobie żadnego z nich w atłasowej trumnie.
Pokręciła lekko głową, bo żadnego z tych chłopców nie podejrzewałaby o tak wysublimowane gusta. A potem podeszła do schodów i zerknęła najpierw w górę, później w dół.
– Hm… w horrorach najpierw giną blondynki, więc ja idę do piwnicy, bo tam zwykle czekają te paskudniejsze rzeczy. Nie mogę się już doczekać – rzuciła lekko, uniosła różdżkę i ruszyła w dół: prosto do pomieszczeń, ciągnących się pod budynkiem. Dość szybko rozległo się skrzypienie drzwi, świadczące o tym, że dostała się na dół. Rozejrzała się: widziała mnóstwo półek i kilka pozamykanych szafek. Atmosfera tego miejsca była dosyć upiorna, zwłaszcza że Brenna wciąż słyszała szum deszczu, gdzieś w oddali znów przetoczył się grzmot, a ciemności rozpraszało tylko magiczne światło. W pierwszej chwili, gdy wzrok kobiety padł na jeden z pojemników, zrobiła się podejrzliwa, co do jego zawartości i podeszła od niego ulegając wyobraźni, niemal pewna, że znajdzie tam coś… czego być tu nie powinno… ale okazało się, że to tylko dżem. – Na razie widzę tylko dużo słoików z konfiturami! – zawołała jeszcze, bo jednak wychodziło na to, że nikt nie mógł je usłyszeć.
Mavelle tymczasem mogła wejść na piętro.
Znajdowały się tu cztery pokoje. Zaniedbane – Elizabeth prawdopodobnie od dawna niezbyt często tu sprzątała, a może nawet nie wchodziła na górę. Kto wie? Zanim sprzedała dom mogła bywać w nim stosunkowo rzadko. Policja prawdopodobnie się po nich kręciła, ale istniała szansa, że coś przegapili, zwłaszcza jeśli było zamaskowane zaklęciami. Meble były stare, pokryte kurzem, i zostało tu sporo pamiątek po poprzedniej właścicielce: istniała więc szansa, że naprawdę mężczyzna umarł przez jakiś czarodziejski przedmiot…
Podłoga zaskrzypiała pod stopą Bones. Zdawało się jej, że chwilę później usłyszała jakiś trzask, ale nie była pewna: rozległ się kolejny grzmot i dźwięk tak głośny, że piorun musiał uderzyć gdzieś blisko. Może dlatego dziwne, narastające bzyczenie usłyszała dopiero, kiedy zbliżyła się do bardzo starych zasłon, przysłaniających jedno z okiem – ich chyba policjanci nie ruszyli.
W jej nos uderzył dziwny zapach.
Nie była to zwykła woń starego domu: nie umiała jej rozpoznać, ale czuła, że… coś tu jest. Jakieś odchody? I coś jeszcze…?
Pokręciła lekko głową, bo żadnego z tych chłopców nie podejrzewałaby o tak wysublimowane gusta. A potem podeszła do schodów i zerknęła najpierw w górę, później w dół.
– Hm… w horrorach najpierw giną blondynki, więc ja idę do piwnicy, bo tam zwykle czekają te paskudniejsze rzeczy. Nie mogę się już doczekać – rzuciła lekko, uniosła różdżkę i ruszyła w dół: prosto do pomieszczeń, ciągnących się pod budynkiem. Dość szybko rozległo się skrzypienie drzwi, świadczące o tym, że dostała się na dół. Rozejrzała się: widziała mnóstwo półek i kilka pozamykanych szafek. Atmosfera tego miejsca była dosyć upiorna, zwłaszcza że Brenna wciąż słyszała szum deszczu, gdzieś w oddali znów przetoczył się grzmot, a ciemności rozpraszało tylko magiczne światło. W pierwszej chwili, gdy wzrok kobiety padł na jeden z pojemników, zrobiła się podejrzliwa, co do jego zawartości i podeszła od niego ulegając wyobraźni, niemal pewna, że znajdzie tam coś… czego być tu nie powinno… ale okazało się, że to tylko dżem. – Na razie widzę tylko dużo słoików z konfiturami! – zawołała jeszcze, bo jednak wychodziło na to, że nikt nie mógł je usłyszeć.
Mavelle tymczasem mogła wejść na piętro.
Znajdowały się tu cztery pokoje. Zaniedbane – Elizabeth prawdopodobnie od dawna niezbyt często tu sprzątała, a może nawet nie wchodziła na górę. Kto wie? Zanim sprzedała dom mogła bywać w nim stosunkowo rzadko. Policja prawdopodobnie się po nich kręciła, ale istniała szansa, że coś przegapili, zwłaszcza jeśli było zamaskowane zaklęciami. Meble były stare, pokryte kurzem, i zostało tu sporo pamiątek po poprzedniej właścicielce: istniała więc szansa, że naprawdę mężczyzna umarł przez jakiś czarodziejski przedmiot…
Podłoga zaskrzypiała pod stopą Bones. Zdawało się jej, że chwilę później usłyszała jakiś trzask, ale nie była pewna: rozległ się kolejny grzmot i dźwięk tak głośny, że piorun musiał uderzyć gdzieś blisko. Może dlatego dziwne, narastające bzyczenie usłyszała dopiero, kiedy zbliżyła się do bardzo starych zasłon, przysłaniających jedno z okiem – ich chyba policjanci nie ruszyli.
W jej nos uderzył dziwny zapach.
Nie była to zwykła woń starego domu: nie umiała jej rozpoznać, ale czuła, że… coś tu jest. Jakieś odchody? I coś jeszcze…?
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.