Rodolphus nie widział pozytywów, wciągania Richarda do Ministerstwa Magii. Słysząc to, młodszy Mulciber aż uniósł brew w zdumieniu jego interpretacji zadania, które miało w sobie bardzo duże ryzyko. Czyżby martwił się o niego? Nie sądził. Bardziej chodziło o Roberta. Nie zajmując swojego miejsca, a stojąc nadal przy biurku, wysłuchał uwag Lestrange’a. Miał w swoich słowach sporo racji. Ale też Robert był na pewno tego ryzyka świadom. Inaczej, nie pytałby brata o udział w tym wszystkim. Ryzykował swoją kartą.
Richard oparł się tyłkiem o brzeg biurka, krzyżując ręce na klatce piersiowej i spoglądał na Rodolphusa, który przedstawił swoje spostrzeżenia i obawy. Pozwolił też odezwać się Robertowi, który nie miał obaw o to, że Moody może im się przyglądać. Może tak być. Tylko ile ona jako Szefowa Biura Aurorów ma wspólnego z pracownikami Departamentu Tajemnic?
Richard postanowił zabrać głos po Robercie, przytakując mu gestem głowy, jakby potwierdzał jego słowa o zwyczajnym życiu w społeczeństwie, nie wychylając się przed szereg wydarzeń w mieście i kraju. Żyjąc jak na zwyczajnego obywatela przystało.
- Twoje uwagi Rodolphusie są jak najbardziej słuszne. Zdaję sobie sprawę z tego, że podejmując chęć pracy w Ministerstwie Magii, zwrócę na siebie uwagę, rozpocznę serię plotek i wielkich haseł sensacji powrotu Mulcibera do Ministerstwa Magii. Pamiętajmy jednak, że jak szybko się pojawią, tak szybko stracą na głębszym zainteresowaniu. Od odejścia naszej rodziny minęło chyba…Tutaj musiał policzyć w głowie i jeżeli się nie pomylił, to dla pewności spojrzał na brata.
- Dziewięć lat?
Jeżeli dobrze mówił, czy tam brat go poprawił, wrócił spojrzeniem na Lestrange’a.
- To, jeżeli są tam osoby, które pamiętają Roberta, stawiałbym bardziej na tych, co pracują w Departamencie Tajemnic. Ale mało kto będzie go kojarzył w Departamencie Przestrzegania Prawa. A jeżeli chodzi o Moody. Poradzę sobie z nią.
”Nawet jak jest kobietą.” - dokończył w myślach. Już nie chciał wymownie im zwracać uwagę na to, jak ze swoimi kobietami nie potrafili sobie poradzić. A też okazały się być sprytne. Richard był świadom tego, że z Harper musiałby być bardziej ostrożny w rozmowie i w działaniu. Dodatkowym jego atutem była oklumencja. Rodolphus najpewniej jeszcze nie wiedział, że Richard zawodowo jest aurorem. Choć z uprawnieniami innego kraju. Kolejna, to że był w sumie oddalony od swojej rodziny, jakby odciął się? Bo nie pracował w Departamencie Tajemnic. Z zewnątrz dla innych może tak wyglądać. Bowiem ilu członków swojej rodziny jest z nimi skłóconych? Czy nawet wydziedziczonych?
W dalszej rozmowie pozostawał słuchaczem i obserwatorem. Nawet jeżeli Ci dwoje dopełnili przysięgi wieczystej, to Robert jednak dodatkowo upewniał się co do ”oddania sprawie?” swojego towarzysza od badań.
Robert w następnej kolejności podsumował ich zadania. Wiedzieli, co mieli robić. Być może miałby pytania, ale to już wolałby omówić z bratem na osobności. Musiał jedną rzecz zaznaczyć.
- Myślę, że gdyby mi się udało.Tutaj już sprawę kierował do Rodolphusa.
- Musielibyśmy udawać, że się nie znamy, skoro pracujesz w Ministerstwie.
Liczył, że młody Lestrange zdaje sobie z tego sprawę. Jeszcze by sobie ktoś coś pomyślał i dociekał, skąd jak i dlaczego, skoro Richard bywał za granicą przez kilka lat. Tak byłoby bezpieczniej. Mówił zapobiegawczo. Nie zakładał cudów od razu. Pierw musiałby wybadać teren w Ministerstwie i sprawdzić reakcję ludzi na jego pojawienie się tam. Wtedy będzie wiedział jakie dalsze kroki podjąć.