03.02.2024, 23:31 ✶
Za spokojnie by było, gdyby wszystko było jak należy - co do tego Fiery miała rację. Wiele się u nas działo od zawsze i zapewne na zawsze. Mogłem z tym walczyć albo po prostu się temu poddać, mimo wszystko jednak kontrola pozostawała kontrolą, więc się stresowałem, chodziłem jak przysłowiowy kot z pęcherzem i myślałem o tym, ile będę się musiał namęczyć, ile ugadywać tę kontrolerkę, o ile coś się wysypie. Oby z pozytywnym skutkiem, inaczej skończymy marnie. Czyli po staremu.
Skinąłem głową naszej The Beast. Zaraz pokiwałem kilka razy głową, ale to bardziej dla własnego zdrowia psychicznego. Co nas nie zabije, to nas wzmocni, tak.
- Możliwe, że wspominałaś... - przyznałem jej rację, choć sam nie byłem pewien. Cóż, bądź co bądź mogły podobne informacje umknąć mi pomiędzy niewinnymi zabawami w cyrku z Bren. Przecież wtedy szable i chichoty były ważniejsze od wszystkiego innego, więc podrapałem się po głowie zakłopotany, że może jednak wyszedłem na ignoranta, ale zaraz machnąłem ręką, bo przyswoiłem te jej głowa o Błędnym Rycerzu.
- Nie znoszę tego cwaniaka Owena. Kiedyś mieszkał z nami, był jednym z nas, a teraz wielki ważniak, pierwszorzędny kierowca Rycerza, rajdowiec od siedmiu boleści. Wszystko byleby wyszło na jego. W dupie ma resztę świata - przyznałem niepocieszony, bo jednak to trochę mnie bolało. Nawet bardzo. Dużo dla mnie znaczyło przynależenie do bellowej rodziny, więc kiedy pojawiał się na horyzoncie członek rodziny, właściwie eksczłonek tej rodziny, co tylko nam sprawiał problemy, być może nawet umyślnie i usilnie, to mnie serce bolało mocno. Nie rozumiałem, jak można być przeciwko nam! A jednak się znalazł taki delikwent, co to mu się coś nie spodobało i od razu wielkie fochy, pretensje i ogólnie nienawiść do wszystkiego, co się rusza.
- Chciałbym pokoju na świecie, ale niestety się nie da - zauważyłem z żalem, po czym złożyłem dłonie, wskazując na Brennę. - A ty i kariera w BUM... Myślę, że pasuje to do ciebie. Ciągle w ruchu, co? - zapytałem ją już z lekkim uśmiechem. - Pamiętaj, że jednak wakat w cyrku by się znalazł, gdybyś chciała zmienić swój na coś świeższego - dodałem jeszcze, żeby nieco rozluźnić atmosferę. No tak. W BUMie cyrki, tu cyrk. Może i cyrk był dla mnie całym światem, ale ewidentnie cały świat tak naprawdę był jednym wielkim cyrkiem.
Skinąłem głową naszej The Beast. Zaraz pokiwałem kilka razy głową, ale to bardziej dla własnego zdrowia psychicznego. Co nas nie zabije, to nas wzmocni, tak.
- Możliwe, że wspominałaś... - przyznałem jej rację, choć sam nie byłem pewien. Cóż, bądź co bądź mogły podobne informacje umknąć mi pomiędzy niewinnymi zabawami w cyrku z Bren. Przecież wtedy szable i chichoty były ważniejsze od wszystkiego innego, więc podrapałem się po głowie zakłopotany, że może jednak wyszedłem na ignoranta, ale zaraz machnąłem ręką, bo przyswoiłem te jej głowa o Błędnym Rycerzu.
- Nie znoszę tego cwaniaka Owena. Kiedyś mieszkał z nami, był jednym z nas, a teraz wielki ważniak, pierwszorzędny kierowca Rycerza, rajdowiec od siedmiu boleści. Wszystko byleby wyszło na jego. W dupie ma resztę świata - przyznałem niepocieszony, bo jednak to trochę mnie bolało. Nawet bardzo. Dużo dla mnie znaczyło przynależenie do bellowej rodziny, więc kiedy pojawiał się na horyzoncie członek rodziny, właściwie eksczłonek tej rodziny, co tylko nam sprawiał problemy, być może nawet umyślnie i usilnie, to mnie serce bolało mocno. Nie rozumiałem, jak można być przeciwko nam! A jednak się znalazł taki delikwent, co to mu się coś nie spodobało i od razu wielkie fochy, pretensje i ogólnie nienawiść do wszystkiego, co się rusza.
- Chciałbym pokoju na świecie, ale niestety się nie da - zauważyłem z żalem, po czym złożyłem dłonie, wskazując na Brennę. - A ty i kariera w BUM... Myślę, że pasuje to do ciebie. Ciągle w ruchu, co? - zapytałem ją już z lekkim uśmiechem. - Pamiętaj, że jednak wakat w cyrku by się znalazł, gdybyś chciała zmienić swój na coś świeższego - dodałem jeszcze, żeby nieco rozluźnić atmosferę. No tak. W BUMie cyrki, tu cyrk. Może i cyrk był dla mnie całym światem, ale ewidentnie cały świat tak naprawdę był jednym wielkim cyrkiem.