Oczywiście, nie zamierzała mu umniejszać, ten błotoryj wyglądał na prawdziwego króla wszystkich błotoryjów. Był ogromny, na pewno miał jakąś wysoką pozycję w społeczności tych obrzydliwych stworzeń. Niestety za bardzo pewnie się poczuł w tym miejscu i nadużywał gościnności okolicznych mieszkańców. Nie było innego wyjścia, jak tylko się go pozbyć. Bardzo brutalnie pozbyć, ale inaczej by się to nie udało, nie należały one do pacyfistycznych stworów. Trzeba było skorzystać z siły, nie, żeby pannie Yaxley to jakoś specjalnie przeszkadzało.
Poczuła wibracje pod swoją dłonią. Najwyraźniej jej złość i wkurzenie zamieniło się w coś dobrego, bo przelało się to w naprawdę wspaniale rzucone zaklęcie. Czerwony strumień poleciał w stronę błotoryja i rozwalił mu łeb. Dokładnie tak, jak chciała. Odetchnęła głęboko, co nie było do końca przemyślane, bo oberwała wnętrznościami stwora po twarzy, była cała upaćkana tym, co miał w swojej głowie. - Ja pierdole. - Mruknęła, jak zawsze elokwentnie do siebie, po czym przetarła usta ręką.
Nie zamierzała dłużej tutaj zostać, bo jeszcze pojawią się jego koledzy. Była zmęczona, poobijana i brudna, ale to wyzwanie zakończyło się sukcesem. Ruszyła w kierunku wyjścia. Wydostanie się z tego podziemnego tunelu zajęło jej dłuższą chwilę, w końcu jednak na jego końcu dostrzegła światło i wyszła na zewnątrz.
- Kurwa mać. - Tymi słowami przywitała swojego towarzysza. Włosy miała posklejane, zdecydowanie nie prezentowała się w tej chwili świeżo. Wsadziła sobie w usta papierosa i odpaliła go mugolską zapalniczką Zippo, zaciągnęła się dymem, jej serce powoli wracało do normalnego rytmu, bo jeszcze chwilę wcześniej był przyspieszony. Każde starcie z potworami przynosiło zdenerwowanie, bo nigdy nie była w stanie przewidzieć, co dokładnie się wydarzy. - Był wielki, żałuj, że go nie widziałeś. - Powiedziała spokojnym głosem do Erika. - Nie będzie już sprawiał problemu, zostawiamy go pod ziemią, czy mamy coś zrobić z truchłem? - Nie miała pojęcia, jak wyglądają procedury ministerstwa.