25.11.2022, 02:26 ✶
Znając ją, na pewno skończyłaby tutaj tak czy inaczej, głownie jako ochrona. Wiedziała, że wszyscy bardzo dobrze będą się bawić jeżeli da się im na to szanse, a obstawiała, że największym prawdopodobieństwem będzie to, że stanie gdzieś w tle jak będzie wyglądać podejrzanie i jak kołek. Czy można było mówić, że była sztywna jak kij i to wcale nie z powodu dobrze wykrochmalonego munduru? W przeciwieństwie do niej, Alastor wyglądał teraz niczym szczyt zrelaksowania, podczas gdy czujne spojrzenie Ashling raz po raz skanowało okolicę. W przeciwieństwie do jej towarzysza, mniej przejmowała się tym, co pomyślą ludzie o jej towarzystwie, a bardziej tym, że może wydarzyć się coś, co sprawi, że ich interwencja będzie jednak konieczna.
Raz po raz wracała spojrzeniem do Alastora. W przeciwieństwie do niej, wyglądał zdecydowanie tak, jakby przydało mu się złapanie chwili wolnego. I gdy teraz tak spoglądała, na nowo nachodziły ją wyrzuty sumienia. Gdyby tak ochotniczo nie zgłosiła się do patrolowania okolicy podczas święta, Moody może też by nie zasłużył na to, aby jednak trzymać się w tym miejscu razem z nią. Powtarzała sobie, że gdyby nie chciał, to by odmówił, ale obydwoje wiedzieli, że przenosząc się do pracy, skończyłoby się to tylko zaoszczędzeniem na czynszu.
Zastanawiała się, czy jednak nie powinna właśnie zaproponować mu możliwość wybrania się na zabawę, a ona będzie za niego kryć się przed wszystkim, ale ten nagle zwrócił jej uwagę w stronę straganu, wyprostowała się więc nagle, łapiąc jeszcze mocniej za różdżkę i ściskając ją pomiędzy palcami. Alarm okazał się jednak fałszywy, spojrzała jednak na swojego towarzysza z większym niż bardziej wyrzutem, oddychając głęboko i spoglądając na jabłko, kręcąc głową przecząco.
- Nie, dzięki, zjedz sam, powiedz, czy zjadłeś mi kuzyna. – Zdmuchnęła wystające kosmyki twarzy sprzed oczu, mając nadzieję, że nie będą przeszkadzać, bo przecież mogła przysiąc, że ledwie się uczesała a już musiała radzić sobie z takim problemem.
- Jeżeli chcesz się przejść, to ja nie mam tego za złe, postoję i popilnuję. – Podsunęła mu jakiś wybór, mając nadzieję, że z czegoś skorzysta.
Raz po raz wracała spojrzeniem do Alastora. W przeciwieństwie do niej, wyglądał zdecydowanie tak, jakby przydało mu się złapanie chwili wolnego. I gdy teraz tak spoglądała, na nowo nachodziły ją wyrzuty sumienia. Gdyby tak ochotniczo nie zgłosiła się do patrolowania okolicy podczas święta, Moody może też by nie zasłużył na to, aby jednak trzymać się w tym miejscu razem z nią. Powtarzała sobie, że gdyby nie chciał, to by odmówił, ale obydwoje wiedzieli, że przenosząc się do pracy, skończyłoby się to tylko zaoszczędzeniem na czynszu.
Zastanawiała się, czy jednak nie powinna właśnie zaproponować mu możliwość wybrania się na zabawę, a ona będzie za niego kryć się przed wszystkim, ale ten nagle zwrócił jej uwagę w stronę straganu, wyprostowała się więc nagle, łapiąc jeszcze mocniej za różdżkę i ściskając ją pomiędzy palcami. Alarm okazał się jednak fałszywy, spojrzała jednak na swojego towarzysza z większym niż bardziej wyrzutem, oddychając głęboko i spoglądając na jabłko, kręcąc głową przecząco.
- Nie, dzięki, zjedz sam, powiedz, czy zjadłeś mi kuzyna. – Zdmuchnęła wystające kosmyki twarzy sprzed oczu, mając nadzieję, że nie będą przeszkadzać, bo przecież mogła przysiąc, że ledwie się uczesała a już musiała radzić sobie z takim problemem.
- Jeżeli chcesz się przejść, to ja nie mam tego za złe, postoję i popilnuję. – Podsunęła mu jakiś wybór, mając nadzieję, że z czegoś skorzysta.