01.02.2024, 10:31 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 01.02.2024, 10:32 przez Brenna Longbottom.)
Rzuty - czyli zawsze mam szczęście poza sesjami z MG
– Właściwie to zwykle go nie wołałam, tylko próbowałam przepłoszyć. Wtedy używałam zdań w rodzaju „Krwawy Baron dostał ode mnie wczoraj wielką, popsutą rybę, jeśli nie zostawisz pierwszorocznych, to poproszę go o pomoc” albo „ Zostaw ten żyrandol, do diaska”. To pierwsze działało, to drugie niezbyt… – przyznała Brenna z rozbawieniem. Był to swego rodzaju paradoks, ale w Hogwarcie pełniła funkcję prefekta i zdarzało się jej bronić przed zakusami Irytka innych uczniów. Jej nominacja z jednej strony zdawała się absurdalna, bo Brenna miała w sobie pewną… pogardę wobec reguł i skłonności do pakowania się w kłopoty. Z drugiej jednak dziewczyna miała też w zwyczaju troszczyć się o innych uczniów i zbierała dobre oceny.
– Mówisz, że mnie nie lubi? To przykre. Miałam nadzieję, że zostaniemy najlepszymi przyjaciółmi, adoptuję go i ruszymy wspólnie siać chaos i zagładę. Przydałby mi się taki własny, oswojony poltergeist… – westchnęła, a potem odruchowo poruszyła się, choć pocisk pod postacią książki nie został wycelowany w nią.
Kiwnęła z pewnym uznaniem, gdy kurz zaczął wirować. Zwykłe duchy były niematerialne, ale poltergeisty różniły się od nich: Irytek, który mógł strącać przedmioty, ciągnąć ludzi za nosy, sam jednak też bywał podatny na zaklęcia, stanowił doskonały przykład. Poltergeisty nie były w końcu duchami – a raczej… swego rodzaju manifestacją chaosu? Ten tutaj zaś był manifestacją wyjątkowo złośliwą, skoro zamierzał wypuścić na świat masę duchów.
Zaklęcie Sebastiana przetoczyło się przez salon, a potem rozległo się kichnięcie i w powietrzu zmaterializował się… kształt. Brenna nie czekała: postanowiła sprawdzić, czy skoro nauczyciel mógł wystrzelić gumę do żucia w nos Irytka, to ona mogła schwytać poltergeista. Łańcuchy wyczarowane jej zaklęciem pomknęły ku istocie, a czar był na tyle potężny, że zdołał ją skrępować.
A potem…
Brenna nie była pewna, co właściwie się stało.
Próbowała po prostu rozproszyć magię poltergeista, sprawić, że ten stanie się trochę mniej groźny. Na ducha by to oczywiście nie podziałało – nie mogła takiego odesłać do limbo, bo nie była egzorcystką. Ale ten byt przecież był stworzony z magii, nie zamierzała wysyłać go do żadnych zaświatów, prawda? O ile jednak czasem zaklęcia Brenny po prostu nie chciały działać i kończyła na przykład z uszkodzoną ręką…
…tak zdarzało się, że trochę przesadzała z mocą i odnosiła niespodziewany sukces.
W ich uszach zawibrował krzyk, który zdawał się odbijać od ścian, wprawił w drżenie szyby w oknach, sprawił, że coś pękło w kuchni. A potem pękł i sam poltergeist: a raczej rozpadł się na ich oczach, zawirował razem z kurzem, kiedy tworząca go magia została rozproszona.
Brenna zamrugała i bardzo, bardzo powoli opuściła różdżkę.
Ten byt musiał być dużo słabszy od Irytka, prawda…? Inaczej ktoś już dawno by się go pozbył.
– Ehem, tak… co ja właściwie zrobiłam? On dalej tu jest? – spytała powoli, bo przecież to Sebastian był egzorcystą! Ona nie miała doświadczenia z takimi istotami!
– Właściwie to zwykle go nie wołałam, tylko próbowałam przepłoszyć. Wtedy używałam zdań w rodzaju „Krwawy Baron dostał ode mnie wczoraj wielką, popsutą rybę, jeśli nie zostawisz pierwszorocznych, to poproszę go o pomoc” albo „ Zostaw ten żyrandol, do diaska”. To pierwsze działało, to drugie niezbyt… – przyznała Brenna z rozbawieniem. Był to swego rodzaju paradoks, ale w Hogwarcie pełniła funkcję prefekta i zdarzało się jej bronić przed zakusami Irytka innych uczniów. Jej nominacja z jednej strony zdawała się absurdalna, bo Brenna miała w sobie pewną… pogardę wobec reguł i skłonności do pakowania się w kłopoty. Z drugiej jednak dziewczyna miała też w zwyczaju troszczyć się o innych uczniów i zbierała dobre oceny.
– Mówisz, że mnie nie lubi? To przykre. Miałam nadzieję, że zostaniemy najlepszymi przyjaciółmi, adoptuję go i ruszymy wspólnie siać chaos i zagładę. Przydałby mi się taki własny, oswojony poltergeist… – westchnęła, a potem odruchowo poruszyła się, choć pocisk pod postacią książki nie został wycelowany w nią.
Kiwnęła z pewnym uznaniem, gdy kurz zaczął wirować. Zwykłe duchy były niematerialne, ale poltergeisty różniły się od nich: Irytek, który mógł strącać przedmioty, ciągnąć ludzi za nosy, sam jednak też bywał podatny na zaklęcia, stanowił doskonały przykład. Poltergeisty nie były w końcu duchami – a raczej… swego rodzaju manifestacją chaosu? Ten tutaj zaś był manifestacją wyjątkowo złośliwą, skoro zamierzał wypuścić na świat masę duchów.
Zaklęcie Sebastiana przetoczyło się przez salon, a potem rozległo się kichnięcie i w powietrzu zmaterializował się… kształt. Brenna nie czekała: postanowiła sprawdzić, czy skoro nauczyciel mógł wystrzelić gumę do żucia w nos Irytka, to ona mogła schwytać poltergeista. Łańcuchy wyczarowane jej zaklęciem pomknęły ku istocie, a czar był na tyle potężny, że zdołał ją skrępować.
A potem…
Brenna nie była pewna, co właściwie się stało.
Próbowała po prostu rozproszyć magię poltergeista, sprawić, że ten stanie się trochę mniej groźny. Na ducha by to oczywiście nie podziałało – nie mogła takiego odesłać do limbo, bo nie była egzorcystką. Ale ten byt przecież był stworzony z magii, nie zamierzała wysyłać go do żadnych zaświatów, prawda? O ile jednak czasem zaklęcia Brenny po prostu nie chciały działać i kończyła na przykład z uszkodzoną ręką…
…tak zdarzało się, że trochę przesadzała z mocą i odnosiła niespodziewany sukces.
W ich uszach zawibrował krzyk, który zdawał się odbijać od ścian, wprawił w drżenie szyby w oknach, sprawił, że coś pękło w kuchni. A potem pękł i sam poltergeist: a raczej rozpadł się na ich oczach, zawirował razem z kurzem, kiedy tworząca go magia została rozproszona.
Brenna zamrugała i bardzo, bardzo powoli opuściła różdżkę.
Ten byt musiał być dużo słabszy od Irytka, prawda…? Inaczej ktoś już dawno by się go pozbył.
– Ehem, tak… co ja właściwie zrobiłam? On dalej tu jest? – spytała powoli, bo przecież to Sebastian był egzorcystą! Ona nie miała doświadczenia z takimi istotami!
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.