01.02.2024, 03:49 ✶
Może jako kapłan kowenu pokładał w owieczkach Whitecroftów zbyt duże nadzieje? W końcu nawet w Ministerstwie Magii panowały jakieś standardy. Na najniższych szczeblach zawodowych na pewno kręciło się wiele miernot, które ledwo ukończyły Szkołę Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie, ale miał przed sobą Brennę Longbottom. Potężne, znane nazwisko, zwłaszcza w Departamencie Przestrzegania Prawa Czarodziejów. Jej koneksje mogły być rozległe, ale musiała mieć atrybuty, które sprawiały, że była dobrą Brygadzistką. Sebastian naprawdę chciał wierzyć, że Brygadziści i Aurorzy byli w dużej mierze bystrzy i mądrzy.
— Mogę poczekać po drugiej stronie ulicy, jeśli chcesz zająć się tym sama. — Samo to, że zaczynał się rozgadywać w towarzystwie Longbottom, musiało znaczyć, że jako tako przywykł do jej obecności w swoim otoczeniu. — Pożyczę ci modlitewnik. Tylko mi go nie podrzyj.
Poklepał opiekuńczo materiał torby. Nie miał już zbyt wiele do powiedzenia o Everlastingu. Więcej się pewnie dowiedzą, gdy już uda im się dotrzeć na strych i...
— Taś-taś? — Zwolnił nieco kroku, powtarzając powoli słowa wypowiedziane przez Brennę. — Kici-kici? — Westchnął ciężko, po czym zgarbił, jakby samo wypowiadanie tych słów odbierało mu siły. Wbił w jej plecy pełne niedowierzania spojrzenie. Za jakie grzechy pokarało go współpracą z taką Brygadzistką? Chyba musiał poważnie nabroić w poprzednim życiu. — Tak to sobie możesz wołać do nieumarłego kota i kaczki sąsiadów. Poltergeisty woła się po imieniu. Jak Irytka w Hogwarcie. Pamiętasz go? Jak na niego wołałaś? Bo chyba nie chrum-chrum albo ćwir-ćwir?
To by zakrawało na komedię, a złośliwa zjawa na pewno nie popuściłaby tego płazem. Nawet Sebastian stał się parę razy ofiarą nieśmiesznych żartów z jego strony, jednak miał przynajmniej na tyle wyczucia, żeby mówić do niego po imieniu. Może Longbottom trzeba było skierować na jakieś dodatkowe testy i sprawdzić, czy aby na pewno wszystko było z nią w porządku?
Sama gadatliwość czyniła z niej natręta, ale przez takie pseudozabawne żarciki sprawiała wrażenie zgoła zdziecinniałej. Jak to możliwe, że jedna i ta sama kobieta latała po bagnach za kryształowymi czaszkami i jednocześnie chciała przywołać do siebie poltergeista słowami"kici-kici"? Na Śmierciożerców pewnie woła formułkami zaklęć niewybaczalnych i liczy, że faktycznie przyjdą, pomyślał mimowolnie Macmillan.
— Może cię nie lubi? — zasugerował takim tonem, jakby była to najbardziej prawdopodobna odpowiedź. — Wlazłaś na jego terytorium, przyprowadziłaś kolegów, zaczęłaś się rządzić i jeszcze go obrażasz... To niezbyt dobry początek znajomości. Zwłaszcza z istotą nieżyjącą.
Chwilę później z salonu wyleciał sporych rozmiarów wolumin i pomknął prosto w kierunku Brenny. Tym razem to chyba Sebastian go sprowokował. Może duchowi nie spodobało się określenie ''nieżyjący''? Mężczyzna pochylił się instynktownie, licząc, że jego koleżance uda się uniknąć atak poltergeista.
— Mnie też nie lubi — wystękał, prostując sylwetkę.
Skrzywił się, gdy coś mu strzyknęło w kolanach. Zdecydowanie nie był przyzwyczajony do ruchu. W znacznej większości przypadków egzorcyzmy nie wymagają dużej sprawności fizycznej. Poprawka, nie wymagały. W ostatnim czasie w świecie czarodziejów zachodziło tyle zmian, że mógł to równie dobrze dorzucić do listu. Do czego to doszło, żeby zawodowy egzorcysta musiał rozważać chodzenie na siłownię?
Sebastian sięgnął po różdżkę i machnął nią krótko. Może jego plan nie był najsprytniejszy, ale liczył, że przyniesie efekty. Za pomocą magii Kształcenia (rzucane wg statystyk z karty postaci pierwszoplanowej, żeby było fair) chciał wywołać falę powietrza, która uniosłaby kurz z otoczenia, aby następnie przetoczył się przez przestrzeń domu znajdującą się w ich polu widzenia. Żywił głęboką nadzieję, że drobinki brudu będą mogły przywrzeć do niewidzialnego ducha i ujawnić im jego położenie. A jak jemu nie wyjdzie, to Longbottom na pewno miała lepszy pomysł.
— Mogę poczekać po drugiej stronie ulicy, jeśli chcesz zająć się tym sama. — Samo to, że zaczynał się rozgadywać w towarzystwie Longbottom, musiało znaczyć, że jako tako przywykł do jej obecności w swoim otoczeniu. — Pożyczę ci modlitewnik. Tylko mi go nie podrzyj.
Poklepał opiekuńczo materiał torby. Nie miał już zbyt wiele do powiedzenia o Everlastingu. Więcej się pewnie dowiedzą, gdy już uda im się dotrzeć na strych i...
— Taś-taś? — Zwolnił nieco kroku, powtarzając powoli słowa wypowiedziane przez Brennę. — Kici-kici? — Westchnął ciężko, po czym zgarbił, jakby samo wypowiadanie tych słów odbierało mu siły. Wbił w jej plecy pełne niedowierzania spojrzenie. Za jakie grzechy pokarało go współpracą z taką Brygadzistką? Chyba musiał poważnie nabroić w poprzednim życiu. — Tak to sobie możesz wołać do nieumarłego kota i kaczki sąsiadów. Poltergeisty woła się po imieniu. Jak Irytka w Hogwarcie. Pamiętasz go? Jak na niego wołałaś? Bo chyba nie chrum-chrum albo ćwir-ćwir?
To by zakrawało na komedię, a złośliwa zjawa na pewno nie popuściłaby tego płazem. Nawet Sebastian stał się parę razy ofiarą nieśmiesznych żartów z jego strony, jednak miał przynajmniej na tyle wyczucia, żeby mówić do niego po imieniu. Może Longbottom trzeba było skierować na jakieś dodatkowe testy i sprawdzić, czy aby na pewno wszystko było z nią w porządku?
Sama gadatliwość czyniła z niej natręta, ale przez takie pseudozabawne żarciki sprawiała wrażenie zgoła zdziecinniałej. Jak to możliwe, że jedna i ta sama kobieta latała po bagnach za kryształowymi czaszkami i jednocześnie chciała przywołać do siebie poltergeista słowami"kici-kici"? Na Śmierciożerców pewnie woła formułkami zaklęć niewybaczalnych i liczy, że faktycznie przyjdą, pomyślał mimowolnie Macmillan.
— Może cię nie lubi? — zasugerował takim tonem, jakby była to najbardziej prawdopodobna odpowiedź. — Wlazłaś na jego terytorium, przyprowadziłaś kolegów, zaczęłaś się rządzić i jeszcze go obrażasz... To niezbyt dobry początek znajomości. Zwłaszcza z istotą nieżyjącą.
Chwilę później z salonu wyleciał sporych rozmiarów wolumin i pomknął prosto w kierunku Brenny. Tym razem to chyba Sebastian go sprowokował. Może duchowi nie spodobało się określenie ''nieżyjący''? Mężczyzna pochylił się instynktownie, licząc, że jego koleżance uda się uniknąć atak poltergeista.
— Mnie też nie lubi — wystękał, prostując sylwetkę.
Skrzywił się, gdy coś mu strzyknęło w kolanach. Zdecydowanie nie był przyzwyczajony do ruchu. W znacznej większości przypadków egzorcyzmy nie wymagają dużej sprawności fizycznej. Poprawka, nie wymagały. W ostatnim czasie w świecie czarodziejów zachodziło tyle zmian, że mógł to równie dobrze dorzucić do listu. Do czego to doszło, żeby zawodowy egzorcysta musiał rozważać chodzenie na siłownię?
Sebastian sięgnął po różdżkę i machnął nią krótko. Może jego plan nie był najsprytniejszy, ale liczył, że przyniesie efekty. Za pomocą magii Kształcenia (rzucane wg statystyk z karty postaci pierwszoplanowej, żeby było fair) chciał wywołać falę powietrza, która uniosłaby kurz z otoczenia, aby następnie przetoczył się przez przestrzeń domu znajdującą się w ich polu widzenia. Żywił głęboką nadzieję, że drobinki brudu będą mogły przywrzeć do niewidzialnego ducha i ujawnić im jego położenie. A jak jemu nie wyjdzie, to Longbottom na pewno miała lepszy pomysł.