28.01.2024, 14:43 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 04.08.2024, 12:05 przez The Overseer.)
- Pani Bones, może jednak znajdzie pani jedną małą godzinę na odetchnięcie...? Zapewniam, że w naszym cyrku chociażby na chwilę zapomni pani o tych ciężkich, paskudnych czasach, a w Londynie jesteśmy otwarci już od przyszłego weekendu, od piątku do niedzieli, w każdy weekend lipca i sierpnia - zaproponowałem, nie zamierzając jej do niczego przymuszać. Na dobrą sprawę, mogła również przekazać je komuś, tyle tylko że trzeba było mieć oko na gości i dać cynka cyrkowcom by jej nie myśleli okradać, bo to dopiero byłby ambaras.
- Taka odskocznia to super sprawa, ale też nie zamierzam nalegać. Zawsze może je pani przekazać bliskim. Nie są imienne - odparłem, wręczając jej sześć biletów w zgrabnym pliczku. Bardziej dzieciaki preferowały takie występy, ale bywało różnie. Niekiedy wchodziła fascynacja umięśnionymi mężczyznami u panien, zaś w u mężczyzn - zgrabnymi tancerkami. Nie oceniałem. Ważne, że przychodzili i zostawiali nam pieniądze w cyrkowej kasie.
Co jednak do naszej sprawy wypadkowej, Milo zanadto nie pomagał z tym świadkowaniem... Amnezja, dobre sobie. Z drugiej strony, jeśli miałby chlapnąć coś więcej, jak na przykład to, że Jim to raczej uczył się jeździć pod moim okiem albo że faktycznie mogliśmy przekroczyć prędkość...? Choć biorąc poprawkę na kompas moralny Jima, to śmiałem wątpić, że Jimmi pokusi się o dociskanie pedała gazu. Prędzej dopatrywałbym się podobnego zachowania po innych członkach cyrku, tych mniej cierpliwych, w gorącej wodzie kąpanych.
- Dobrze, zaraz zawołamy kierowcę, tylko... Z tym Milo... Milo, co z tobą? - zapytałem zatroskany, podchodząc do niego. Rana na głowie nie wyglądała zbyt groźne, ale jednak w jakiś sposób powstała na jego czole, więc obstawiałem, że musiał nieźle pierdyknąć w szybę czy też w samochód przy hamowaniu. - Niech może pani wezwie tego uzdrowiciela... On nie wygląda dobrze. Zbladł - zauważyłem. Nie mieliśmy na składzie uzdrowiciela, bo jeśli taki istniał w naszej ekipie, zapewne pojechał inną drogą albo zagubił się w akcji. Cóż, potrzebowaliśmy kogoś z zewnątrz, bo ja w leczeniu ran nie czułem się za dobrze, a nie chciałem, brońże Matko i Boże Jimmowy, zaszkodzić mu jeszcze bardziej.
- Zaraz przyniosę dokumenty, ale... Chciałbym to załatwić bez zbędnych komplikacji. Mamy osoby, które są w stanie naprawić Błędnego... Owen, ty nas znasz, mnie znasz. Możemy się w końcu dogadać, zamiast ciągle kopać pod sobą dołki?! Wiesz, że ja mogę iść w zaparte, na upartego, ale mogę być w porządku gościem... To jak? Przyznasz się do winy? - zapytałem go, biorąc Milo z tej maski samochodu, a przy okazji też ciężar jego ciała na siebie, gdyby chciał jednak się osunąć na ziemię. Wyglądał niezbyt ciekawie. - Jesteś z nami, Milo? - zapytałem, przypatrując się tej jego ranie. Kusiła by coś zadziałać, ale oczekiwałem jeszcze odpowiedzi ze strony Bones oraz Vespera. Jeśli ten drugi nie przystanie na warunki przyjacielskiego rozwiązania sprawy, to wzywamy serio uzdrowiciela i niech ogląda Milo, mnie i Jima. Również miałem obtłuczoną rękę. Jim był w kiepskim stanie, szoku zapewne, więc mogliśmy się sądzić i odwoływać.
- Taka odskocznia to super sprawa, ale też nie zamierzam nalegać. Zawsze może je pani przekazać bliskim. Nie są imienne - odparłem, wręczając jej sześć biletów w zgrabnym pliczku. Bardziej dzieciaki preferowały takie występy, ale bywało różnie. Niekiedy wchodziła fascynacja umięśnionymi mężczyznami u panien, zaś w u mężczyzn - zgrabnymi tancerkami. Nie oceniałem. Ważne, że przychodzili i zostawiali nam pieniądze w cyrkowej kasie.
Co jednak do naszej sprawy wypadkowej, Milo zanadto nie pomagał z tym świadkowaniem... Amnezja, dobre sobie. Z drugiej strony, jeśli miałby chlapnąć coś więcej, jak na przykład to, że Jim to raczej uczył się jeździć pod moim okiem albo że faktycznie mogliśmy przekroczyć prędkość...? Choć biorąc poprawkę na kompas moralny Jima, to śmiałem wątpić, że Jimmi pokusi się o dociskanie pedała gazu. Prędzej dopatrywałbym się podobnego zachowania po innych członkach cyrku, tych mniej cierpliwych, w gorącej wodzie kąpanych.
- Dobrze, zaraz zawołamy kierowcę, tylko... Z tym Milo... Milo, co z tobą? - zapytałem zatroskany, podchodząc do niego. Rana na głowie nie wyglądała zbyt groźne, ale jednak w jakiś sposób powstała na jego czole, więc obstawiałem, że musiał nieźle pierdyknąć w szybę czy też w samochód przy hamowaniu. - Niech może pani wezwie tego uzdrowiciela... On nie wygląda dobrze. Zbladł - zauważyłem. Nie mieliśmy na składzie uzdrowiciela, bo jeśli taki istniał w naszej ekipie, zapewne pojechał inną drogą albo zagubił się w akcji. Cóż, potrzebowaliśmy kogoś z zewnątrz, bo ja w leczeniu ran nie czułem się za dobrze, a nie chciałem, brońże Matko i Boże Jimmowy, zaszkodzić mu jeszcze bardziej.
- Zaraz przyniosę dokumenty, ale... Chciałbym to załatwić bez zbędnych komplikacji. Mamy osoby, które są w stanie naprawić Błędnego... Owen, ty nas znasz, mnie znasz. Możemy się w końcu dogadać, zamiast ciągle kopać pod sobą dołki?! Wiesz, że ja mogę iść w zaparte, na upartego, ale mogę być w porządku gościem... To jak? Przyznasz się do winy? - zapytałem go, biorąc Milo z tej maski samochodu, a przy okazji też ciężar jego ciała na siebie, gdyby chciał jednak się osunąć na ziemię. Wyglądał niezbyt ciekawie. - Jesteś z nami, Milo? - zapytałem, przypatrując się tej jego ranie. Kusiła by coś zadziałać, ale oczekiwałem jeszcze odpowiedzi ze strony Bones oraz Vespera. Jeśli ten drugi nie przystanie na warunki przyjacielskiego rozwiązania sprawy, to wzywamy serio uzdrowiciela i niech ogląda Milo, mnie i Jima. Również miałem obtłuczoną rękę. Jim był w kiepskim stanie, szoku zapewne, więc mogliśmy się sądzić i odwoływać.
Koniec sesji