• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Little Hangleton v
« Wstecz 1 2 3 4 Dalej »
Lato 1972, 27 czerwca - Wylęgarnia kurzu, zła i boginów

Lato 1972, 27 czerwca - Wylęgarnia kurzu, zła i boginów
termagant
A knife?
Are you flirting with me?
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoka, bo mierząca sobie 177 centymetrów, o atletycznej, smukłej sylwetce. Ciemna karnacja, orzechowe oczy i ciemnobrązowe włosy i miedzianym połyskiem, w stanie naturalnym skręcające się w burzę loków. Na co dzień często się garbi, chcąc odjąć sobie parę centymetrów.

The Tempest
#4
23.01.2024, 00:44  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 28.11.2024, 05:07 przez The Tempest.)  
Gdzieś kiedyś w jakiejś mądrej, ewidentnie zawiniętej komuś bezprawnie książce, wyczytała jakieś zdanie o tym, że jak się będzie patrzeć w otchłań, to otchłań również będzie patrzeć i chyba właśnie teraz tak się czuła. Jakby ten wóz nie miał w ogóle dna i cały ten bajzel też na nią tak jakoś dziwnie, niepokojąco spoglądał.

Segregowała przemieszczane przez Athenę rzeczy na osobne kupki, ale prawdę powiedziawszy to sama nie była pewna po co to robiły i czy w ogóle miało to jakiś sens. Kiedy spoglądała, szczególnie na rosnącą stertę skarpet, to zaczynała rozważać rzucenie jakoś prostego zaklęcia, które puściłoby je wszystkie z dymem. Jakaś jednak jej część bała się, że powstały w ten sposób dym, byłby jakoś toksyczny i potrułyby z połowę cyrku i siebie same przy okazji, bo znajdowały się zdecydowanie za blisko na takie posunięcia.

Powiedzenie jednak, że Layla posiadała jakieś większe pokłady cierpliwości do tego wszystkiego, to powiedzieć chyba za dużo, bo klęła przy tym jak szewc, a pojedyncze przedmioty latały na swoje tymczasowe miejsca z małą delikatnością. A w ogóle, jakby nie patrzeć, to cholera - potem będzie im łatwiej to wszystko posprzątać. A kiedy mieli zaraz ruszać w drogę to liczyła się każda chwila.

━ Jest to jakaś myśl ━ przyznała jej rację, spoglądając na nią przez moment. ━ Ale wiesz, chyba trochę byłoby mi żal samego Alexandra ━ na moment tylko zawahała się, bo kiedy tylko znowu spojrzała na te poniewierające się na trawie skity, zmarszczyła brwi na nowo. ━ Nie, jednak nie. Wybrał se takiego, to niech teraz ma ━ zgrzytnęła zębami, znikając niedojedzonego kebaba.

━ Następnym razem wyśle się tutaj Jima. Jest facetem, to może nie zrobi to na nim wrażenia, a jak zrobi, to może aż takie, że aż stanie w płomieniach i będzie po problemie ━ prawie się rozmarzyła w tym momencie, kiedy tak sobie pomyślała jak Świerszczyk, jak to zwykła na Lightbringera mówić, puszcza z dymem całe to zagłębie brudu, smrodu i skarpet. ━ Cieszę się, ze się zgadzamy ━ wymruczała w odpowiedzi, wyraźnie zadowolona, że nie tylko ją ciągnęło do takich, a nie innych rozwiązań zaistniałego problemu. Skończyła przerzucać skarpetki do jednego ze znalezionych kartonów, zamknęła go zaklęciem i stanęła w wejściu do wozu.
━ Jak to mówi Jim, święta panienko dopomóż ━ przeżegnała się koślawie. ━ Dobra, otwieraj, może jedyne co na nas wyskoczy, to jego zbyt obcisły skórzany kostium sprzed 2 lat, który mu się rozdarł na jajcach podczas jednego z występów.

Podniosła dłonie do góry i zmierzyła spojrzeniem szafę, zbliżającą się do niej Linnet, a na końcu znowu drewniane, odrapane drzwi i powiększającą się między nimi szparę. Jak mogły się spodziewać, pierwsze co znalazło się na podłodze to brudne skarpety. Wysypały się żałośnie, a po chwili wahania zrobił to też jakiś nieokreślony, skórzany zwitek ubrania, którego ona sama ani myślała rozwijać i odkrywać wszelkie tajemnice które mógł skrywać.

W pierwszej chwili uśmiechnęła się też z przekąsem, na moment spoglądając na siostrę z niemym 'a nie mówiłam?' ale wtedy z szafy wypadło coś jeszcze. Nie. Nie wypadło. Wyszło. Dłoń ułożyła się na podłodze miękko, ale było w niej coś niezwykle żałosnego. Powykręcane palce, przestawiony nadgarstek, które świadczyły o tym że żaden człowiek potraktowany w ten sposób przez grawitację, nie powinien przeć do przodu, a jednak ciało skryte w szafie wypełzało z niej dalej, bo przecież nie wychodziło. Potrzaskana od upadku dziewczyna ledwo odrywała się od ziemi, ale zafiksowana na niej Bell nie mogła oderwać od niej spojrzenia odrobinę zbyt długo.

Dobrze znała teraz splątane w nieładzie włosy, ciemną skórę i niemal czarne oczy, które wznosiły się ku jej twarzy, wbijając w nią z jakimś żalem, bólem... ale i tak zaciekłością. Layla znała dobrze kształtujący się przed nią obraz, bo przecież widziała go nie raz w swoich sennych koszmarach, a znajdująca się przed nią twarz nie raz odbijała się na jej widok w lustrze. To była ona. Ona sama, sponiewierana przez upadek z trapezu. Omsknęły się jej ręce, a może źle zostało splecione zaklęcie, ale cokolwiek to nie było, wylądowała na ziemi i już nigdy, ale to przenigdy nie będzie jej dane znowu wzbić się w powietrze. Już nigdy nie chwyci za trapez, już nigdy nie skoczy, już nigdy...

━ Linney... ━ szepnęła, ale nie mogła oderwać od siebie spojrzenia, nagle czując jak w żołądek związuje się w supeł i przez chwilę, bardzo krótką ale jakże dotkliwą, czuje tylko paraliżujący strach. Coś mignęło jej katem oka i miała wrażenie, że oprócz jej samej, z szafy wyszło coś jeszcze, ale nie była w stanie odwrócić spojrzenia. Zamiast tego więc, cofnęła się o krok, znowu szepcząc imię siostry. Teraz już pewniej i o wiele bardziej ostrzegawczo. Wrogo wręcz, ale ta złość nie była przecież skierowana do blondynki, a do siostry, która stała obok. To było ostrzeżenie, jasne i wyraźne. Bell machnęła ręką gwałtownie, splatając zaklęcie i sprawiając, że istota trzasnęła w tył, na powrót w odmęty szafy i reszta już jej nie obchodziła. Odwróciła się, łapiąc Linnet za rękę i ciągnąc ją za sobą, do wyjścia z wozu, praktycznie wyskakując z niego i omijając schodki, które były do niego dostawione. To czy jej siostra zrobiła to samo, czy może została pociągnięta w jakimś szalonym zrywie przed siebie, to już nie miało większego znaczenia, bo Layla nie miała wątpliwości, że skoro ją ścisnęło tak serce w strachu, to Athena musiała czuć coś podobnego. A jeśli nie... cóż... akrobatka bardzo, ale to bardzo nie chciała być z tym wszystkim sama, więc wolała to sobie wmawiać.

Zatrzasnęła drzwi do wozu i oparła się o nie całym ciałem, zastanawiając się przez chwilę, co właściwie powinny w tym momencie zrobić. To były boginy, oczywiście, bo kiedy znowu spojrzała na siostrę spostrzegła, że ta jest blada jak ściana i ona pewnie też była, ale może to i lepiej że nie była w stanie dostrzec swojej własnej twarzy, bo by się tylko bardziej zdenerwował. Coś załomotało w środku; może jej połamane ciało, a może coś, co wyskoczyło na towarzyszącą jej kobietę, ale to nie miało teraz dla niej zbyt wiele znaczenia. Ważne, że się ruszało, było obrzydliwe i w ogóle nie powinno się tu znaleźć. Przed nią. W wozie. W obozie. Już ona powie Flynnowi co o nim właściwie myśli, o jego brudnych skarpetach i cholernych boginach, których wcale a wcale nie potrafił najwyraźniej kontrolować. Może najlepszym rozwiązaniem byłoby oddelegowanie maszkar pod opiekę ich nadwornego zarządcy domu strachów, bo tam sprawiłyby się wręcz idealnie, zarabiając im grube pieniądze od każdego, kto by się na nie natknął, ale jego wóz wydawał się tak cholernie daleko. A ona sama nie chciała zostać z maszkarami, ani też zostawiać z nimi Linnet, nawet jeśli dzieliły je od nich ściany drewnianego wozu.

Zaryglowała drzwi zaklęciem i cofnęła się parę kroków, ciągnąc za rękę siostrę ze sobą. Boginy znowu coś poprzestawiały w środku i Layla aż prawie się przeżegnała, ostatnim zrywem prosząc kogokolwiek kto patrzył z góry, by im tutaj dopomógł i swoją wolą nie pozwolił szkaradom wypełznąć z wozu Flynna. I z tego co zaraz po nim zostanie, bo akrobatka nie zamierzała dłużej czekać i się specjalnie roztkliwiać. Machnęła dłońmi, splatając zaklęcie i podpalając nieco oporne drewno, ale to jej nie przeszkadzało. Większość rzeczy w obozie była zabezpieczona z wiadomych przyczyn, ale termin ważności niektórych był już na wyczerpaniu i to się idealnie składało - a Flynn... pewnie o te terminy nie do końca dbał. Wóz więc zapłonął, a kiedy to zrobił, poszło już z górki. Jakkolwiek jednak Layla nie chciała postać i popatrzeć, tak szybko znowu złapała Linnet za rękę i pociągnęła za sobą w kierunku wozu Alexandra. Trzeba było go ostrzec, gdyby zaraz po okolicy miały zacząć latać podpalone boginy.

Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Eutierria (179), The Linnet (425), The Tempest (1570)




Wiadomości w tym wątku
Lato 1972, 27 czerwca - Wylęgarnia kurzu, zła i boginów - przez Eutierria - 11.12.2023, 01:48
RE: Lato 1972, 27 czerwca - Wylęgarnia kurzu, zła i boginów - przez The Tempest - 14.12.2023, 02:53
RE: Lato 1972, 27 czerwca - Wylęgarnia kurzu, zła i boginów - przez The Linnet - 04.01.2024, 00:31
RE: Lato 1972, 27 czerwca - Wylęgarnia kurzu, zła i boginów - przez The Tempest - 23.01.2024, 00:44

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa