Szklanka była jak najbardziej w porządku. Była niejako uniwersalną popielniczką - taką na którą każdy mógł sobie pozwolić i każdy miał pod ręką. Wystarczyło, że byli w stanie zachować pewnego rodzaju kulturę i porządek w pomieszczeniu, a i uzależnienie było zaspokojone.
Wychodziło, że Robert o niczym nie wiedział. Czy to mogło dziwić? Trochę. Stanley myślał, że Chester podzielił się z nim jakimiś raportami, słowem czy tak naprawdę czymkolwiek ale jak widać... mylił się.
- No Chestera. Rookwooda. A kogo innego? - zdziwił się, wyjaśniając o którego Chestera mu dokładnie chodzi. Z perspektywy Borgina było to oczywiste o kogo może mu chodzić, wszak on sam nie znał nikogo innego, a to co się wydarzyła na polanie, chyba na zawsze pozostanie w jego pamięci.
Słysząc kolejne słowa ojca, pokiwał tylko na zgodę. W końcu wrócił i znowu musiało być według jego zasad. Robert zadawał pytania, a on odpowiadał - klasyka gatunku. Rozkoszował się papierosem w najlepsze, a nawet zagościł mały uśmiech kiedy padło pytanie o prezent dla Harper - Nie - odparł krótko - Gdyby ktoś mnie widział to byśmy dzisiaj nie rozmawiali tutaj bo pewnie już dawno bym siedział na dołku albo w Azkabanie - dodał, wyjaśniając jak on sam to widział w tym momencie. To było pewne, że nie dostałby żadnej taryfy ulgowej, a ta cała Moody to zrobiłaby mu jesień średniowiecza i Azkaban Express, a nie jakieś zabawy w kilkuletnie sądy - Ojcze to była precyzyjna robota - stwierdził bez żadnego zawahania. Stanley był o tym święcie przekonany, a że prawda była inna... no to cóż.
- Hmm... - przejechał kilkukrotnie po brodzie w zastanowieniu, dogaszając przy okazji papierosa w ich improwizowanej popielniczce - No ostatnio to cały czas jest Beltane mimo wszystko. Po drodze były jeszcze jakieś sprawy z zaginięciem ludzi jak na przykład Charlie Dafoe... Ale wszystko ogólnie sprowadza się do wydarzeń z 1 maja - zastygł na moment - Po za tym to wiadomo... komuś coś zginęło, ktoś kogoś zadźgał i tego typu, mało ważne sprawy - wzruszył ramionami bo to chyba nie bardzo interesowało Roberta. No chyba, że nagle wypad do Francji zamienił go w dobrodusznego samarytanina, który martwił się tym, że ktoś zgubił swoją ulubioną paprotkę, a to przecież nie było w jego stylu.
- Wiesz w ogóle cokolwiek o Beltane? Czy nic nie wiesz? - zapytał, sugerując niejako, że może trochę poopowiadać, wszak widział bardzo dużo. A co ważniejsze - nie miał żadnego problemu, aby opowiedzieć ojcu wszystko co tam się stało i co było potem. To była czysta przyjemność, a może wręcz obowiązek?
"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina
"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972