Zajmowali się badaniami, które mogły doprowadzić do przełomu. W znaczącym stopniu wpłynąć na magiczne społeczeństwo. Robert pamiętał o tym. Był tego świadomy. Zarazem jednak - tymczasowo? - odsunął to na boczny tor. Skupił się na innych kwestiach. Podczas gdy dla Rodolphusa, to właśnie badania znajdywały się na samej górze piramidy, Mulciber widział to inaczej. W jego przypadku sprawy się odrobinę skomplikowały. Komplikacje doprowadziły do zmian w kontekście dotychczasowych priorytetów.
Do pewnego przewartościowania.
Słuchając słów Lestrange'a, pozwolił sobie na to, aby przez moment ogarnęły go wątpliwości. Podszedł do tego w niewłaściwy sposób? Zamiast sprawdzać niewymownego, powinien był go mocniej do siebie przywiązać? Przeniósł spojrzenie na brata. Choć nie pojawiło się w nim wyraźnie widoczne pytanie, nie odbiły się konkretne emocje, poszukiwał odpowiedzi w jego obliczu. Wyrazie twarzy? Reakcjach? Gestach?
- Przeczytałeś list? - zadał bliźniakowi pytanie. Zainteresował się tym dopiero teraz. Nie minęło dużo czasu, ledwie chwila, ale pewien chaos nadal był widoczny. Nie działał metodycznie. Nie wykonywał kroków we właściwej kolejności.
Cokolwiek usłyszał czy zobaczył w ramach odpowiedzi, swoją uwagę ponownie zwrócił w stronę Rodolphusa. Zyskał dość czasu, żeby niektóre rzeczy przeanalizować. Przynajmniej pobieżnie. Musiało mu to na ten moment wystarczyć. Czy stanowiło to jakiś problem? W normalnych okolicznościach niekoniecznie, ale teraz... niektórzy mogliby mieć wątpliwości. Byłyby one jak najbardziej uzasadnione.
- Wspomnienia nie są czymś, co powinieneś tak po prostu udostępniać innym. - brzmiał jakby odrobinę łagodniej. Prawie jak ten surowy nauczyciel, zadowolony z postępów swojego ucznia. Jego dzialań. Zachowań. Owoców wspólnej, niejednokrotnie ciężkiej pracy. - Wiedz, że doceniam to, iż zdecydowałeś się zaoferować mi taką możliwość... możliwość zapoznania się ze swoimi wspomnieniami. - czy właśnie odmawiał? Oczywiście. Nie był to w jego przypadku pierwszy raz, kiedy postępował w ten sposób. W swoim życiu niejednokrotnie korzystał z legilimencji, ale sztuki tej starał się nie nadużywać. W jego mniemaniu, miała służyć konkretnym celom. - Nie zamierzam z tej oferty skorzystać.
Czy to znaczyło, iż Rodolphus mógł odetchnąć z ulgą? Poczuć się przynajmniej odrobinę pewniej w towarzystwie braci Mulciber? Bystry obserwator, a przecież takim niewymowny był, musiał zauważyć, że Robert nad czymś myślał. Jeszcze nie skończył. Zrezygnował właśnie z jednej opcji, ale rozważał skorzystanie z innej. Z czym miała się ona wiązać? Na czym polegać? Co takiego krążyło po głowie mężczyzny?
- Chce natomiast uzyskać inną, bardziej skuteczną gwarancje. Co wiesz na temat przysięgi wieczystej, Lestrange? - brakowało, żeby po zadaniu tego pytania się uśmiechnął. Pewny siebie, pewny podjętej decyzji. Tylko czy faktycznie taki był? Czy wiedział na co się właśnie porywał? Ile ryzykował?