Słuchała go uważnie czując jak w żołądku jej się wywraca. Czuła się zdenerwowana, bo miał naprawdę przyjemne życie tam, ale z drugiej strony ulgę, że nie chce ich zostawiać. Czuła się do niego przywiązana, bo był jej jedynym takim bliskim przyjacielem tutaj. Wszyscy jej znajomi zawsze znikali, bo nie byli z cyrku, a on wręcz wpakował się do nich z własnej woli, został i był taką prawdziwą stałą w jej życiu.
– Brzmi ładnie jeśli chodzi o bibliotekę i zajęcia, ale też okrutnie jeśli o ludzi. W cyrku wszyscy są dziwakami i dzięki temu pasujemy do siebie. Nie wyobrażam sobie, aby ktoś u nas tak się zachowywał. Na pewno miałeś też więcej możliwości do rozmawiania o książkach niż ze mną, ale postaram się nauczyć czytać i wtedy będziemy mogli odwiedzać jakieś biblioteki – odparła czując jak znowu ją w środku skręca z nerwów. Nie chciała, aby ci przyjaciele go jej odebrali, więc musiała coś ze sobą zrobić. – Ale cieszę się, że do nas dołączyłeś. Tutaj zawsze jest dla nas miejsce. Nie musimy też nikogo słuchać i wchodzić w ramy ludzi z miasta i ich oczekiwania – dodała nieskładnie, bo gest Felixa sprawiał, że chciało jej się spać. W końcu podniosła się, aby faktycznie nie usnąć na jego kolanach i przytuliła go do siebie. – Zbierajmy się – szepnęła i cicho chrząknęła.
Nie sądziła, że mogła czuć zazdrość o osoby, których nie znała. Nie radziła sobie z takimi emocjami, więc wolała uciec, zmienić temat i otoczenie. Zebrała większość rzeczy i z uśmiechem na twarzy potargała mu włosy.
– To nie wrażenie, to czysty fakt – dodała jeszcze po dłuższym zastanowieniu. Złapała jego dłoń i pierwszy raz od dawna szła powoli kierując się w stronę ich domu.