Elaine faktycznie była upartym człowiekiem, ale miała też swoje pragnienia. Może nie była to sława, ani pieniądze, ale lubiła śliczne sukienki. Lubiła uśmiech u ludzi, byłaby w stanie rozpłynąć się w luksusach, ale nigdy nie zrezygnowałaby z życia sierotki z cyrku, bo to tu znalazła dom, to tu miała ludzi, których kochała i nigdy nie zrobiłaby nic, aby ich zdradzić. Prędzej porzuciłaby takiego Edwarda niż swoją rodzinę. Pozwoliłaby mu obsypywać się sukienkami, kolacjami, prezentami, oddałaby mu w zamian cokolwiek by chciał w granicach jej możliwości, ale nigdy nie porzuciłaby i nie zdradziła swojego domu. To on był tym, co trzymało ją przy życiu, przy zdrowym rozsądku. Jakby nie miała Alexa, Bellów, Felixa to nie potrafiłaby utrzymać swojej radości, bo ciągle bałaby się, że kogoś skrzywdzi, że zabije niewinne dziecko pod postacią podłego lisa.
– Tak, występuję tańcząc. Nie jestem na pierwszym planie, ale nie potrzebuje tego. Ważne, że mogę dać upust energii i emocji. Uwielbiam tańczyć, zwijać się w drobne kulki i sprawiać, że ludzie czują strach i obawę przed tym co mogę zrobić. Niektórzy uważają, że nie mam kości – wyjaśniła machając przy tym ręką, w której trzymała widelczyk, jej noga delikatnie podrygiwała w rytm muzyki, a jej ciało wręcz wyglądało jakby ruszało się w rytm jej słów. Po prostu żyła – A ty? Zapewne chodzisz do teatru? Zawsze chciałam zobaczyć występy tamtych artystów. Zapewne jest tam inaczej niż u nas, pewnie mniej chaotycznie i bardziej… dos…dospojnie? – nie pamiętała jak to słowo brzmiało, ale chyba tak było odpowiednio dobrze? Musi się nauczyć czytać, bo wychodzi coraz częściej na głupka. Błędy w nieznajomości słów były akceptowalne, gdy była dzieckiem, a nie gdy jest już dorosła. Na jej twarzy pojawił się spory rumieniec z powodu zawstydzenia, ale pewność siebie z jej ruchów nie zniknęła.
– Tak. Lubię wchodzić do serc ludzi poprzez jedzenie – wyjaśniła – A ty jak to robisz? – pochyliła się ku niemu patrząc mu w oczy.