Stanley pewne decyzje musiał podjąć sam. Bez nacisków, które mogłyby zaszkodzić. Chester nie do końca zdawał się to rozumieć. Niekoniecznie radził sobie z odpowiednim zarządzaniem zasobami ludzkimi. Przynajmniej tak widział to Robert. O ile wiele kwestii omawiał z prawą ręką Czarnego Pana, wspólnie analizowali dostępne opcje, to ostatecznie Mulciber zawsze kierował się tym, co sam uważał za odpowiednie. Właściwe? Tak też było teraz, w tym przypadku. Wbrew temu, co padło podczas ostatniego spotkania z aurorem, nie przekonywał syna do wykonania określonych kroków. Podjęcia działań.
Jedynie zwracał uwagę na pewne, istotne kwestie.
- Mam nadzieję, że uda wam się dojść do porozumienia. - zareagował na słowa Borgina, jego zapewnienia, że sprawą się zajmie. Może powinien mu przy okazji zaproponować, żeby w razie wątpliwości przyszedł porozmawiać? Taka myśl przeszła mu przez głowę, ale odrzucił ją z miejsca. Za dużo. Za szybko. Na ten moment trzeba zachować pewien dystans. Wciskanie się na siłę do życia syna, mogło doprowadzić do komplikacji.
Dobrze byłoby ich uniknąć.
Dlaczego Nokturn. Kwestia, co do której zakładał, że wcześniej czy później Stanley się nią zainteresuje. Świadomie zaprosił go na spotkanie w tym miejscu. Mógł przecież na spokojnie wybrać jakiekolwiek inne. Pierwszy z brzegu lokal, w którym usiedliby przy stoliku znajdującym się bardziej z boku. Tylko czy w takim miejscu mieliby dość prywatności?
Nie śpieszył się z odpowiedzią, kolejny raz potrzebował to jakoś ubrać w słowa. Przystawił szklankę do ust, napił się alkoholu. Może powinien poczęstować się papierosem? Cygara tutaj nie miał, a większa ilość procentów... niekoniecznie była potrzebna.
- W 1963. - zaczął od udzielenia odpowiedzi na drugie pytanie. Tym sposobem mógł wszystko opisać od podstaw. Tak było prościej. - W tamtym czasie odeszliśmy w zasadzie wszyscy. Bliżsi i dalsi krewni. Zabraliśmy też wszystko, nad czym pracowaliśmy. Wiele materiałów, do których... mógłbyś poczęstować mnie papierosem? - przerwał, zwracając się do brygadzisty z drobną prośbą. Jeśli ten mu nie odmówił, poczęstował się, zapalił. Dał sobie kilka kolejnych chwil na to, żeby wszystko odpowiednio poukładać. - Nasze badania niekoniecznie odpowiadały polityce, którą w latach 60 przyjęło ministerstwo. Narzucili na pracowników Departamentu Tajemnic liczne ograniczenia. Część rozwiązań, dotąd szeroko stosowanych, uznano za nieetyczne. Mocno ingerowano w to, w jaki sposób prowadzone były kolejne badania, a to prowadziło do tego, że sporej części z nich nie byliśmy w stanie doprowadzić do końca... cóż, przynajmniej tak długo, jak zajmowaliśmy się danym tematem jawnie. Ostatecznie doszło do tego, że wielu pracowników odeszło z Ministerstwa Magii, wraz z nimi zniknęła też dokumentacja wiążąca się z tym, nad czym pracowali. Olbrzymia strata, ponoć przez długi czas dająca się we znaki nowemu szefostwu. - czy powinien powiedzieć więcej? Lepiej to wszystko opisać? Może powinien sobie to darować i przejść już do kolejnego etapu. Wyjaśnić w jaki sposób znaleźli się na Nokturnie. Dokładnie w tym miejscu, w którym znajdują się obecnie. - Po odejściu z Ministerstwa, trzeba było znaleźć miejsce, w którym będziemy mogli dalej działać. Kontynuować to, co chcieliśmy dokończyć. Ojciec zdecydował się przenieść na Nokturn. Oficjalnie jednak, sklep nie stanowi naszej własności. Informacji o tym nie znajdziesz w żadnych papierach. Nie mamy z tym miejscem żadnych związków. Przeszukanie lokalu nie powinno stanowić dla nas problemu. - oczywiście istniały pewne opcje, które mogły im zaszkodzić. Pozwolić na powiązanie Olibanum z ich nazwiskiem, ale... czy dało się pozbyć wszystkich czynników ryzyka? To zawsze istniało. Było mniejsze lub większe, ale nigdy zerowe. - Aczkolwiek nie sądzę, żeby ktoś faktycznie chciał to miejsce sprawdzać. Brygadziści i Aurorzy, z reguły jednak unikają zapuszczania się w te okolice. Ostatnimi czasy zajęci się ponadto bardziej... palącymi problemami. - czy musiał dodawać coś więcej? Dla nich obydwu powinno być zrozumiałe to, jakie palące problemy miał na myśli. Do czego starał się w ten sposób nawiązać.