14.01.2024, 12:04 ✶
– To było lata temu. Z tego, co wiem, owszem, badano to, uznano ostatecznie, że doszło do wypadku i ukarano kogoś, kto był zaangażowany… Jeśli mam być jednak szczery, uważam, że sprawę wyciszono, bo dziewczyna była mugolaczką – przyznał Cathal bez oporów. Nie wierzył, że był to wypadek. I nie wierzył, że ukarano Dziedzica Slytherina: gdyby któryś z jego krewnych trafił za kratki za zabójstwo w szkole, Shafiq na pewno usłyszałby o tym od matki.
Co robiłby sam, gdyby dowiedział się, że ktoś jest na jego tropie?
Odpowiedź nasuwała się sama.
Wrobiłby kogoś i się przyczaił.
Mógł ulegać paranoi. Może wąż w łazience i wielkie oczy o niczym nie świadczyły, podobnie jak głos chłopca, przemawiającego w obcym języku. A jednak… strzępki opowieści osób, które pamiętały te czasy, wygrzebana gdzieś archiwalna gazeta, śmiech w głowie, słowa Marty, to wszystko popychało Cathala ku myśli, że Komnata Tajemnic nie była żadną mrzonką. Że może gdy wykłócał się w głowie ze swoim przodkiem, powtarzając mu, że mógł założyć sobie konkurencyjną szkołę i nie domagać się, by ktoś naprawiał jego błędy tysiąc lat później, ten próbował go popchnąć na drogę do otwarcia pomieszczenia.
Świetny plan, Salazarze. Oczyszczenie szkoły, którą stworzyłeś i z pewnością doprowadzenie do jej zamknięcia…
*
– Może należał do naszej Fiony Cape – stwierdził Shafiq, spoglądając w górę.
Jeśli szło o niego, ani myślał się teleportować. Trafić by trafił, to nie była aż taka odległość, by było to niebezpieczne, za to podłoga mogłaby się pod nim załamać, gdyby wylądował w złym miejscu. Zapewne zaprotestowałby też gorąco wobec pomniejszania go i lotów na sokołach – leciał kiedyś na hipogryfie i wystarczyło mu doświadczeń tego typu. Nie wspominając o tym, że niezbyt chciał być obiektem zaklęć transmutacyjnych.
– Też ją widziałem. Może to po prostu jakiś posąg? Niewykluczone, że posługiwali się jakimś herbem, zwłaszcza jeśli byliby spowinowaci z jakimś rodem niemagicznym… Dlaczego nie miałaby to być żaba. Albo jest zaklęta, byli w końcu rodziną czarodziejów. Jeśli chcesz ją sprawdzić, uważaj, może jest jakiś powód, dla którego nie ruszono jej przez tyle lat.
Co robiłby sam, gdyby dowiedział się, że ktoś jest na jego tropie?
Odpowiedź nasuwała się sama.
Wrobiłby kogoś i się przyczaił.
Mógł ulegać paranoi. Może wąż w łazience i wielkie oczy o niczym nie świadczyły, podobnie jak głos chłopca, przemawiającego w obcym języku. A jednak… strzępki opowieści osób, które pamiętały te czasy, wygrzebana gdzieś archiwalna gazeta, śmiech w głowie, słowa Marty, to wszystko popychało Cathala ku myśli, że Komnata Tajemnic nie była żadną mrzonką. Że może gdy wykłócał się w głowie ze swoim przodkiem, powtarzając mu, że mógł założyć sobie konkurencyjną szkołę i nie domagać się, by ktoś naprawiał jego błędy tysiąc lat później, ten próbował go popchnąć na drogę do otwarcia pomieszczenia.
Świetny plan, Salazarze. Oczyszczenie szkoły, którą stworzyłeś i z pewnością doprowadzenie do jej zamknięcia…
*
– Może należał do naszej Fiony Cape – stwierdził Shafiq, spoglądając w górę.
Jeśli szło o niego, ani myślał się teleportować. Trafić by trafił, to nie była aż taka odległość, by było to niebezpieczne, za to podłoga mogłaby się pod nim załamać, gdyby wylądował w złym miejscu. Zapewne zaprotestowałby też gorąco wobec pomniejszania go i lotów na sokołach – leciał kiedyś na hipogryfie i wystarczyło mu doświadczeń tego typu. Nie wspominając o tym, że niezbyt chciał być obiektem zaklęć transmutacyjnych.
– Też ją widziałem. Może to po prostu jakiś posąg? Niewykluczone, że posługiwali się jakimś herbem, zwłaszcza jeśli byliby spowinowaci z jakimś rodem niemagicznym… Dlaczego nie miałaby to być żaba. Albo jest zaklęta, byli w końcu rodziną czarodziejów. Jeśli chcesz ją sprawdzić, uważaj, może jest jakiś powód, dla którego nie ruszono jej przez tyle lat.