– Tak, też mi się nie wydaje – miała najwyraźniej podobne wnioski i podejrzenia jak Cathal, ale to nie było nic odkrywczego w tym wypadku, raczej większość osób pomyślałaby tym torem. Nieprawidłowością było natomiast to, w jakim Fiona była stanie: nie przypominała ducha ni trochę.
– Myślałam, że to… wiesz. Jakaś metafora, której nie zrozumiałam – no bo… wielkie oczy w łazience? A potem… nic? Zawał na miejscu? Czy co właściwie się stało? – Nikt tego nie zbadał? Nikt nic więcej nie wie, nie mówi? Przecież dziewczyna zmarła w szkole, to chyba nie jest dla Hogwartu nic tak normalnego, że działoby się nagminnie? – nawet jeśli zdarzyło się to kilkadziesiąt lat temu – to nadal nie brzmiało i chyba nie było to normalne? – Musiała być bardzo małostkową osobą… Skoro po śmierci została i straszyła koleżankę – chyba, że to ta koleżanka przyczyniła się do jej śmierci? Ale niby jak? Skoro zobaczyła oczy? No chyba, że to naprawdę był kawał i dziewczyna zmarła ze strachu – ale brzmiało to co najmniej absurdalnie biorąc pod uwagę jej młody wiek.
Zaskrzeczała raz jeszcze na komplement z ust Cathala, a następnie rzeczywiście rozejrzała się po pomieszczeniu – również prawie pustym, ale nie całkowicie, nie. Uniosła łebek, przekręciła go w śmieszny sposób i sokole oczy wypatrzyły wieżę z dziurą w ścianie. Żaba. Dziwna żaba. Kobieta odmieniła się.
– Tu całkowicie wszystkiego nie rozkradli. To był chyba jakiś pokój zabaw, albo pokój dziecka, jest tu taka śmieszna zabawka – odezwała się, a jej głos poodbijał się od kamiennych murów, ale i tak była pewna, że Cathal stojący na dole ją usłyszał. Dziura w podłodze robiła swoje. – O co chodzi z tą żabą – powiedziała trochę do siebie, a trochę do Cathala. – Widziałeś? Tam w wieży, wysoko, nie ma tam kawałka muru, ale coś tam jest – i ależ ją korciło tam się dostać… To znaczy to nie byłby dla niej duży problem. A co do Cathala… Pewnie mógłby się tam teleportować, było chyba na tyle widno, że nie byłoby to całkowicie na ślepo. Ewentualnie… Mogła go pomniejszyć i wziąć na swój ptasi grzbiet. To dopiero musiałaby być przygoda życia – przelecieć się na sokole.