12.01.2024, 12:27 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 14.01.2024, 17:57 przez Brenna Longbottom.)
Nikt nie mógł tego przewidzieć.
Wiedzieli, że coś się stanie. Niektórzy jasnowidze nawet mieli prorocze sny na ten temat. A jednak żadne informacje, ani te od Dumbledore'a, ani te od Bulstrode, ani ze śledztwa u Shafiqów, ani wizje jasnowidzów, ani nawet najczarniejsze przewidywania Brenny nie przygotowywały ich na katastrofę, jaką stało się Beltane. Brenna nie mogła winić Morpheusa, że nie wyczytał śmierci Derwina z kart, nie zobaczył jej nadejścia w kryształowej kuli: sama w końcu wiedziała, że dar trzeciego oka był kapryśny i objawiał się na różne sposoby.
Jeżeli kogoś winiła, to po pierwsze Voldemorta, po drugie samą siebie.
- To będzie ciężka rywalizacja z Bulstrodami, ale jestem pewna, że świetnie sprawdziłbyś się na tym stanowisku - oświadczyła półżartem, półserio, i w gruncie rzeczy naprawdę tak uważała, niezależnie od Zakonu Feniksa. Morpheus żył, oddychał i śnił przyszłością, przepowiedniami i czasem. On urodził się, by zostać Niewymownym.
- Córka Chestera Rookwooda. Ciężko ją sobie wyobrazić w mrocznej szacie, ale zdawała się zawsze bardzo oddana ojcu, więc obawiam się, że jej poglądy są... - urwała i wzruszyła ramionami. Nie musiała przecież kończyć. Ciężko było nie domyślać się, w jakim duchu Chester wychowywał swoje dzieci, jeżeli rozmawiało się z nim przynajmniej kilka razy. Czy podejrzewała Vesperę o mroczny znak? Nie bardziej niż jakiegokolwiek innego członka konserwatywnych rodów. Ale czy łatwo było uważać, że mogłaby przynajmniej przekazywać informacje komuś z drugiej strony, obojętnie czy ze słowami "Chwała Czarnemu Panu" na ustach, czy z myślą "to mój kuzyn, czemu mam mu odmówić"? Owszem.
Brenna nie wspomniała, że powinien więc być ostrożny wobec Rookwoodówny i za knuta jej nie ufać. Morpheus na pewno sam to wiedział.
– Jesteś najbardziej zdrowym człowiekiem na umyśle, jakiego znam – powiedziała spokojnie, chociaż wiedziała, że w Departamencie Tajemnic działy się różne rzeczy. Sama ledwo miesiąc temu ganiała po korytarzach Ministerstwa Niewymownego, który w komnacie mózgu zrobił coś, co… cóż, zapewne usmażyło mu mózg. I coś przewracało się jej w żołądku, na te słowa, na kartę, którą położył między nimi, na świadomość, o co prosił.
Nie chciała się zastanawiać, czy dałaby radę.
Nie, nie chciała się zastanawiać, jak dałaby radę, bo przecież radę by dać musiała.
– Dam ci znać niedługo w sprawie… dalszych kroków.
Wiedzieli, że coś się stanie. Niektórzy jasnowidze nawet mieli prorocze sny na ten temat. A jednak żadne informacje, ani te od Dumbledore'a, ani te od Bulstrode, ani ze śledztwa u Shafiqów, ani wizje jasnowidzów, ani nawet najczarniejsze przewidywania Brenny nie przygotowywały ich na katastrofę, jaką stało się Beltane. Brenna nie mogła winić Morpheusa, że nie wyczytał śmierci Derwina z kart, nie zobaczył jej nadejścia w kryształowej kuli: sama w końcu wiedziała, że dar trzeciego oka był kapryśny i objawiał się na różne sposoby.
Jeżeli kogoś winiła, to po pierwsze Voldemorta, po drugie samą siebie.
- To będzie ciężka rywalizacja z Bulstrodami, ale jestem pewna, że świetnie sprawdziłbyś się na tym stanowisku - oświadczyła półżartem, półserio, i w gruncie rzeczy naprawdę tak uważała, niezależnie od Zakonu Feniksa. Morpheus żył, oddychał i śnił przyszłością, przepowiedniami i czasem. On urodził się, by zostać Niewymownym.
- Córka Chestera Rookwooda. Ciężko ją sobie wyobrazić w mrocznej szacie, ale zdawała się zawsze bardzo oddana ojcu, więc obawiam się, że jej poglądy są... - urwała i wzruszyła ramionami. Nie musiała przecież kończyć. Ciężko było nie domyślać się, w jakim duchu Chester wychowywał swoje dzieci, jeżeli rozmawiało się z nim przynajmniej kilka razy. Czy podejrzewała Vesperę o mroczny znak? Nie bardziej niż jakiegokolwiek innego członka konserwatywnych rodów. Ale czy łatwo było uważać, że mogłaby przynajmniej przekazywać informacje komuś z drugiej strony, obojętnie czy ze słowami "Chwała Czarnemu Panu" na ustach, czy z myślą "to mój kuzyn, czemu mam mu odmówić"? Owszem.
Brenna nie wspomniała, że powinien więc być ostrożny wobec Rookwoodówny i za knuta jej nie ufać. Morpheus na pewno sam to wiedział.
– Jesteś najbardziej zdrowym człowiekiem na umyśle, jakiego znam – powiedziała spokojnie, chociaż wiedziała, że w Departamencie Tajemnic działy się różne rzeczy. Sama ledwo miesiąc temu ganiała po korytarzach Ministerstwa Niewymownego, który w komnacie mózgu zrobił coś, co… cóż, zapewne usmażyło mu mózg. I coś przewracało się jej w żołądku, na te słowa, na kartę, którą położył między nimi, na świadomość, o co prosił.
Nie chciała się zastanawiać, czy dałaby radę.
Nie, nie chciała się zastanawiać, jak dałaby radę, bo przecież radę by dać musiała.
– Dam ci znać niedługo w sprawie… dalszych kroków.
Koniec sesji
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.