Kiedy Nordgersimowie dotarli na miejsce, w którym miał odbywać się ten rytuał, nie byli pierwszymi osobami, które oczekiwały na jego rozpoczęcie. Dostrzegał jaśniej płonące ognie, wsłuchiwał się w monotonny dźwięk rytualnych bębnów. Dagur czuł, że jest we właściwym miejscu. Tego rodzaju rytuały nie były mu obce, jako że wyznawał wiarę swoich przodków. Miał doskonały widok na ten ołtarz, stojąc obok swojego syna.
Zareagował na słowa wyłaniającej się z mroku kapłanki, podchodząc bliżej. Spojrzał kątem oka na swojego syna, który również powinien to zrobić. Przyjęcie jednego wieńca rozdawanego przez kapłanki wymagało od niego przyklęknięcia na ziemi oraz zdjęcia wianka, którego nosił od rozpoczęcia sabatu. Po tym jak nałożono mu go na głowę podniósł się i staną wyprostowany.
Nie zamierzał kwestionować mocy tego wieńca. Z bóstw i pradawnej magii nie należało drwić. Można było odrobinę zakwestionować to, czy zioło ochroni ich przed złymi mocami równie skutecznie co magia... ale to się okaże podczas tego rytuału. O ile faktycznie złe moce będą starały się zatriumfować. Po zabawie dobrze będzie oczyścić duszę i umysł, skoro tego rodzaju rytuał to nie zabawa.