22.11.2022, 16:47 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 25.12.2022, 10:41 przez Morgana le Fay.)
Zabieganie miało dopiero nadejść. Theseus po wydarzeniach na balu Longbottomów wolałby zaszyć się na długie chwile w swoim domowym warsztacie. Zwłaszcza, że miał parę rzeczy do wykończenia. Nie dane mu jednak było ani popracować, ani nawet pospać kilka minut dłużej.
Wiatr ciął go po twarzy, z której nie schodził uśmiech. Może dotarliby do polany nieco wcześniej, ale musieli jeszcze chwilę sobie podokuczać. I ta miotła…! Nie chciał jej przyjąć, ale Yaxley nie przepadała za jego manierą odmawiania na cokolwiek zostało zaproponowane. Właśnie dlatego nie mógł odmówić jej pójścia na sabat. Zresztą, kiedy parkowali już te miotły, to nie mógł odczepić od niej dłoni. Od miotły… nie Geraldine, oczywiście. Oczywiście.
- W drodze powrotnej możesz sama sprawdzić. – odparł, poprawiając włosy, które teraz żyły własnym życiem. – Jest świetna, dziękuję. I nie mów nie, kiedy ci się za nią odpłacę. – dodał, chowając ręce w kieszeniach wiosennej kurtki sztruksowej.
- Nie jest ci… - urwał zresztą, nie chciał o to pytać teraz. Dobrze, prawda. Chciał, ale starał się trzymać język za zębami. Miał zapytać, czy nie było jej przykro, jak się od siebie oddalili. Albo, że jej brat jest absolutnym dupkiem? Ale przecież znał odpowiedź na to pytanie. - …zimno? – dokończył, unosząc brwi w wyrazie szczerego zainteresowania.
Od brnięcia dalej uratowała go loteria.
Poprzepychali się przez ludzi, którzy udawali się w nieokreślonych dla niego kierunkach. Największym zainteresowaniem w okolicy cieszył się tajemniczy goblin, do którego zresztą zmierzali.
- Mało to eleganckie, ale… ja pierwszy.
Wiatr ciął go po twarzy, z której nie schodził uśmiech. Może dotarliby do polany nieco wcześniej, ale musieli jeszcze chwilę sobie podokuczać. I ta miotła…! Nie chciał jej przyjąć, ale Yaxley nie przepadała za jego manierą odmawiania na cokolwiek zostało zaproponowane. Właśnie dlatego nie mógł odmówić jej pójścia na sabat. Zresztą, kiedy parkowali już te miotły, to nie mógł odczepić od niej dłoni. Od miotły… nie Geraldine, oczywiście. Oczywiście.
- W drodze powrotnej możesz sama sprawdzić. – odparł, poprawiając włosy, które teraz żyły własnym życiem. – Jest świetna, dziękuję. I nie mów nie, kiedy ci się za nią odpłacę. – dodał, chowając ręce w kieszeniach wiosennej kurtki sztruksowej.
- Nie jest ci… - urwał zresztą, nie chciał o to pytać teraz. Dobrze, prawda. Chciał, ale starał się trzymać język za zębami. Miał zapytać, czy nie było jej przykro, jak się od siebie oddalili. Albo, że jej brat jest absolutnym dupkiem? Ale przecież znał odpowiedź na to pytanie. - …zimno? – dokończył, unosząc brwi w wyrazie szczerego zainteresowania.
Od brnięcia dalej uratowała go loteria.
Poprzepychali się przez ludzi, którzy udawali się w nieokreślonych dla niego kierunkach. Największym zainteresowaniem w okolicy cieszył się tajemniczy goblin, do którego zresztą zmierzali.
- Mało to eleganckie, ale… ja pierwszy.
Rzut 1d6 - 6
Loteria rozliczona