05.01.2024, 00:23 ✶
Czasy, w których przyszło im żyć, sprawiały, że decyzje często podejmowane były za nich. Społeczeństwo narzucało zasady, do których w przypadku chęci uzyskania aprobaty, trzeba było się dostosować. Owszem, nie byli już dziećmi i chociaż pewne rzeczy się zmieniły, począwszy od ich samych, a kończąc właśnie na zasadach gry, istniały też takie, które pozostały dokładnie takie same, jak w dniu, w którym ostatni raz mieli okazję do swobodnej rozmowy i spotkania we dwoje. Tkwiły zakurzone, zakryte bańkami nowych wspomnień i celów, ale nici wciąż były mocne, zaplątane przez zbiegi okoliczności lub przeznaczenie — jak kto wolał — w supeł niemożliwy do rozplątania. Trwały, niezmienny i stabilny. Człowiek nie często miał okazję zaznać uczucia, które towarzyszyło spotkaniu kogoś po latach i utwierdzało w fundamentalnym przekonaniu, że czas nie miał absolutnie znaczenia. Nie był tym samym Stanleyem, ona nie była tą samą Cynthią, przynajmniej nie w tak oczywisty i widoczny sposób. Być może iskierki tego, jakimi ludźmi byli przed laty, wciąż tliły się w ich wnętrzu, głęboko ukryte przed okrutnym wzrokiem otaczającego ich świata. Rzeczywistości, która polegała w dużej mierze na wykorzystywaniu słabości i polepszaniu własnej pozycji kosztem innych. Z drugiej strony, co ją to obchodziło? Przecież wcale nie angażowała się w pięcie ku szczytom popularności, ku tkwieniu wśród elit towarzyskich. Zgraja pustych i ładnych ludzi, smutnych, przepełnionych chciwością i rozpaczą, tkwiących w pogoni za tym, czego nie będą mieli. Wystarczyło nie dać im broni. W związku z tym, czy obawiała się tego, że jemu da broń, którą będzie mógł wykorzystać przeciwko niej? Nie. Grube sploty dawały poczucie bezpieczeństwa, potęgowane sprawdzoną przestrzenią, odciętą od tłocznego świata za drzwiami.
Słyszała drżenie w powietrzu, które wywołały jej własne słowa, chociaż wypowiadała je instynktownie dość cicho. Cisza nie była jednak nachalna, nie była męcząca i wypełniona niezręcznością, bo jak mogłaby być w ich przypadku? Jej jasne, nienaturalnie błękitne tęczówki poprzecinane żyłkami w nieco ciemniejszym kolorze lustrowały jego twarz z brutalną, onieśmielającą dokładnością, bezwstydnie szukając jakichkolwiek zmian. Trudno stwierdzić, czy robiła to z ciekawości, przyzwyczajenia lub może celem sprawdzenia, czy ciemnowłosy ugnie się pod jej spojrzeniem — chociaż ostatni scenariusz był raczej nieprawdopodobny. Gdzie była jego iskierka? To była pierwsza rzecz, która zaniepokoiła ją na tyle, że na kilka krótkich sekund ściągnęła brwi, poruszając nieznacznie głową na lewo. Nauczył ją wielu rzeczy, które przekształciła i wykorzystywała, doskonaląc swoje maski oraz gesty, aby efekt, którego oczekiwała, był jak najlepszy, Najkorzystniejszy. Kłamstwem byłoby stwierdzenie, że nie miał żadnego wpływu na to, kim i jaka była. Nie był też głupcem, aby nie mieć o tym brutalnego przeświadczenia, o tych warstwach niewinności, które niegdyś tkwiły w jego palcach, gdy świat był jeszcze łatwiejszy. Mniej ciemny.
- Za długo. - zgodziła się z dziwnym błyskiem w oczach, spoglądając nieustannie na jego twarz, poszukując spojrzenia spod wachlarza maźniętych czernią rzęs. - A szkoda.
Dodała ze wzruszeniem ramion, a jasne refleksy zatańczyły we wprawionych w ruch włosach.
Na jego słowa pokręciła głową, bo faktycznie, nie miało to żadnego znaczenia. Gdyby chciał, przecież by się dowiedział. Obydwoje wychodzili jednak z założenia, że rozmowy o przeszłości polegały na gdybaniu, obudzeniu sentymentu, podczas gdy teraźniejszość i przyszłość uciekały pomiędzy palcami. A można było lepiej je wykorzystać. Dopiero teraz przeniosła wzrok na swoje palce, wciąż szczupłe i pozornie kruche, które zaciskały się na jego nadgarstku. Miał ciepłą skórę, paliła w opuszki, jakby próbowała jej o czymś przypomnieć. Ot drobiazg, który po prostu zauważyła. Gdy fala dymu pomknęła w kierunku jej twarzy, przymknęła na chwilę oczy, pozwalając, aby spomiędzy ust uciekło jej ciche mruknięcie zamyślenia. Intensywny zapach, cierpkość nikotyny w szarej smudze sprawiły, że kąciki ust drgnęły jej ku górze. - Wciąż te same.
Zauważyła krótko. Bo jak mogłaby zapomnieć swojego pierwszego papierosa, niemiłosiernie duszącego, gorzkiego, paskudnego, powodującego, że oczy zaszły jej łzami. Pamiętała też, że tamtą Cynthię paskudnie to zawstydziło, jakby popełniła największą zbrodnię na świecie, nie mając wcześniej z tym nałogiem styczności.
- Rzuciłam. - przyznała, wracając do niego spojrzenie, pozbawiona jakiegokolwiek zawstydzenia lub rumieńca, które mógł pamiętać, wynikającego z niewielkiej odległości pomiędzy nimi. Na tyle małej, że dym papierosów mieszał się z używanymi przez niego perfumami lub wodą kolońską, nie mogła zdecydować. Zgrywały się z nikotynowym dymem, który chyba już zawsze będzie się jej kojarzył z Borginem, zwłaszcza ten konkretny. Instynktownie rozglądała się po pomieszczeniu, jeśli gdzieś go czuła. Zapach zakorzeniony w niej tak mocno, że czasem odnosiła wrażenie, że mogła go dotknąć. - Przychodzą jednak momenty, gdy jest to jedyna rzecz, która pozwala mi się na czymś skupić. Zwłaszcza gdy nie mogę czegoś rozwiązać. - dodała po chwili milczenia, w której to przesunęła dłonią w górę, ustawiając sobie jego dłoń na tyle, aby swobodnie pociągnąć papierosa. Nigdy nie rozumiała uniesienia, które nikotyna dawała palącym, gdy rozprzestrzeniała się niczym trucizna po płucach, ale byłaby paskudną hipokrytką, gdyby to w jakikolwiek skomentowała, bo co teraz robiła. Wypuściła dym dopiero po chwili, chociaż nie bezpośrednio w stronę jego twarzy, aby potem westchnąć i znów zmrużyć podejrzliwie oczy. Wolną dłoń uniosła, znów bez skrępowania i nieśmiałości, kierując ją ku górze, gdzie mimowolnie przesunęła jeden z ciemnych kosmyków na bok. Automatycznie, niekontrolowanie, jakby gest ten był w niej głęboko zakorzeniony, dobrze znany. - W co tym razem się wplatałeś? - zapytała cicho, znając go na tyle, że podświadomość jej szeptała, że łatwiej byłoby zapytać, w co on się nie wplątał. Nie zgubiłby tego atlasu, gdyby jego głowy nie zaprzątały inne myśli. A co, jak nie kłopoty i problemy mogło być na tyle przytłaczające, aby książka znalazła się w Ministerstwie? Na nadmiar złego, blondynka znów odszukała jego spojrzenie, jakby chciała dać mu do zrozumienia, że wcale nie ucieknie od odpowiedzi. Kiedyś owszem, był w tym naprawdę dobry, odwracając kota ogonem lub robiąc coś, co zbijało ją z tropu, skupiając jej uwagę na czymś innym. Teraz byli jednak dorośli.
Słyszała drżenie w powietrzu, które wywołały jej własne słowa, chociaż wypowiadała je instynktownie dość cicho. Cisza nie była jednak nachalna, nie była męcząca i wypełniona niezręcznością, bo jak mogłaby być w ich przypadku? Jej jasne, nienaturalnie błękitne tęczówki poprzecinane żyłkami w nieco ciemniejszym kolorze lustrowały jego twarz z brutalną, onieśmielającą dokładnością, bezwstydnie szukając jakichkolwiek zmian. Trudno stwierdzić, czy robiła to z ciekawości, przyzwyczajenia lub może celem sprawdzenia, czy ciemnowłosy ugnie się pod jej spojrzeniem — chociaż ostatni scenariusz był raczej nieprawdopodobny. Gdzie była jego iskierka? To była pierwsza rzecz, która zaniepokoiła ją na tyle, że na kilka krótkich sekund ściągnęła brwi, poruszając nieznacznie głową na lewo. Nauczył ją wielu rzeczy, które przekształciła i wykorzystywała, doskonaląc swoje maski oraz gesty, aby efekt, którego oczekiwała, był jak najlepszy, Najkorzystniejszy. Kłamstwem byłoby stwierdzenie, że nie miał żadnego wpływu na to, kim i jaka była. Nie był też głupcem, aby nie mieć o tym brutalnego przeświadczenia, o tych warstwach niewinności, które niegdyś tkwiły w jego palcach, gdy świat był jeszcze łatwiejszy. Mniej ciemny.
- Za długo. - zgodziła się z dziwnym błyskiem w oczach, spoglądając nieustannie na jego twarz, poszukując spojrzenia spod wachlarza maźniętych czernią rzęs. - A szkoda.
Dodała ze wzruszeniem ramion, a jasne refleksy zatańczyły we wprawionych w ruch włosach.
Na jego słowa pokręciła głową, bo faktycznie, nie miało to żadnego znaczenia. Gdyby chciał, przecież by się dowiedział. Obydwoje wychodzili jednak z założenia, że rozmowy o przeszłości polegały na gdybaniu, obudzeniu sentymentu, podczas gdy teraźniejszość i przyszłość uciekały pomiędzy palcami. A można było lepiej je wykorzystać. Dopiero teraz przeniosła wzrok na swoje palce, wciąż szczupłe i pozornie kruche, które zaciskały się na jego nadgarstku. Miał ciepłą skórę, paliła w opuszki, jakby próbowała jej o czymś przypomnieć. Ot drobiazg, który po prostu zauważyła. Gdy fala dymu pomknęła w kierunku jej twarzy, przymknęła na chwilę oczy, pozwalając, aby spomiędzy ust uciekło jej ciche mruknięcie zamyślenia. Intensywny zapach, cierpkość nikotyny w szarej smudze sprawiły, że kąciki ust drgnęły jej ku górze. - Wciąż te same.
Zauważyła krótko. Bo jak mogłaby zapomnieć swojego pierwszego papierosa, niemiłosiernie duszącego, gorzkiego, paskudnego, powodującego, że oczy zaszły jej łzami. Pamiętała też, że tamtą Cynthię paskudnie to zawstydziło, jakby popełniła największą zbrodnię na świecie, nie mając wcześniej z tym nałogiem styczności.
- Rzuciłam. - przyznała, wracając do niego spojrzenie, pozbawiona jakiegokolwiek zawstydzenia lub rumieńca, które mógł pamiętać, wynikającego z niewielkiej odległości pomiędzy nimi. Na tyle małej, że dym papierosów mieszał się z używanymi przez niego perfumami lub wodą kolońską, nie mogła zdecydować. Zgrywały się z nikotynowym dymem, który chyba już zawsze będzie się jej kojarzył z Borginem, zwłaszcza ten konkretny. Instynktownie rozglądała się po pomieszczeniu, jeśli gdzieś go czuła. Zapach zakorzeniony w niej tak mocno, że czasem odnosiła wrażenie, że mogła go dotknąć. - Przychodzą jednak momenty, gdy jest to jedyna rzecz, która pozwala mi się na czymś skupić. Zwłaszcza gdy nie mogę czegoś rozwiązać. - dodała po chwili milczenia, w której to przesunęła dłonią w górę, ustawiając sobie jego dłoń na tyle, aby swobodnie pociągnąć papierosa. Nigdy nie rozumiała uniesienia, które nikotyna dawała palącym, gdy rozprzestrzeniała się niczym trucizna po płucach, ale byłaby paskudną hipokrytką, gdyby to w jakikolwiek skomentowała, bo co teraz robiła. Wypuściła dym dopiero po chwili, chociaż nie bezpośrednio w stronę jego twarzy, aby potem westchnąć i znów zmrużyć podejrzliwie oczy. Wolną dłoń uniosła, znów bez skrępowania i nieśmiałości, kierując ją ku górze, gdzie mimowolnie przesunęła jeden z ciemnych kosmyków na bok. Automatycznie, niekontrolowanie, jakby gest ten był w niej głęboko zakorzeniony, dobrze znany. - W co tym razem się wplatałeś? - zapytała cicho, znając go na tyle, że podświadomość jej szeptała, że łatwiej byłoby zapytać, w co on się nie wplątał. Nie zgubiłby tego atlasu, gdyby jego głowy nie zaprzątały inne myśli. A co, jak nie kłopoty i problemy mogło być na tyle przytłaczające, aby książka znalazła się w Ministerstwie? Na nadmiar złego, blondynka znów odszukała jego spojrzenie, jakby chciała dać mu do zrozumienia, że wcale nie ucieknie od odpowiedzi. Kiedyś owszem, był w tym naprawdę dobry, odwracając kota ogonem lub robiąc coś, co zbijało ją z tropu, skupiając jej uwagę na czymś innym. Teraz byli jednak dorośli.