To były drobne rzeczy, które czasami gdzieś wypływały w rozmowie i wcale nie musiały być dla rozmówcy jasne czy nakierowujące, i Victoria wcale na to nie liczyła i nie o to chodziło. Po prostu jej się wyrwało, ale Sarah nie wydawała się tym faktem w żaden sposób zmieszana, nie dopytywała, co miała na myśli – po prostu patrzyła na nią z tą ciekawością i zaintrygowaniem w pięknych, srebrnych oczach. Miała w sobie z wyglądu coś z księżyca, wyglądała, jakby odbijała światło słońca tak jak on, a te promienie ze złotych zamieniały się w płynne srebro. Ciemnowłosa nie miała pojęcia, że kapłanka widzi ją jako główną bohaterkę książki; jedną z głównych bohaterek. Ani, że sama nie chciałaby przeżyć takiej… „przygody” – lecz usłyszeć o niej, być jej odbiorcą już tak.
Nic dziwnego, że bogowie byli podobni do ludzi. Podobno stworzyli ludzkość na swoje podobieństwo.
– To prawda – Victoria wręcz nienawidziła się mylić. Skręcało ją na myśl, że miałaby być nieidealna i nie mieć racji. I jednocześnie czasami bardzo by chciała, by to, co uważała, co sądziła, nie było prawdziwe. Wszystkie te rzeczy, o których myślała w związku z Limbo, wspomnieniami i duszą babci – miała naprawdę ogromną nadzieję, że się myli. Drzemały w niej dwa wilki – a może raczej dwa koty, które tak uwielbiała.
– Nekromanty – powtórzyła za Sarah, ale nie było w jej głosie niedowierzania, ani nic z tych rzeczy. Raczej… było to pewnego rodzaju zrezygnowanie. – Prawdę mówiąc nie wiedziałam, dokąd pójść. Przyszłam, bo Atreus mówił, że został tu poddany jakiemuś rytuałowi no i Sauriel zasugerował mi ten kierunek po tym co widział. Właściwie to był jedyny sensowny trop, bo już mi się zaczynały kończyć pomysły – i powoli miała wrażenie, że wariuje. Ale skoro Sarah uważała, że mogła coś z Limbo zabrać, ale też coś utracić… To może jednak coś było na rzeczy?
Na Matkę, miała nadzieję, że nie… że nie unicestwiła bytności swojej babki w Limbo. Bo to z nią miała kontakt, to ona ją tam dotknęła, to ona… Sugestia Brenny ciągle gdzieś kolibała się po głowie aurorki.
– Muszę to wszystko przemyśleć – mruknęła z westchnięciem. I wtedy naszło ja jeszcze jedno pytanie; kwestia, którą tez powinna sobie jeszcze poukładać w głowie, lecz teraz już zakiełkowała. – A jak sądzisz… Skoro my weszliśmy do Limbo… To, że coś mogło stamtąd… wyjść? – jej słowa mogły być niepewne, lecz ciemne spojrzenie Victorii nie błądziło teraz po ścianach, a zatrzymało się na Macmillan. Jeśli była taka opcja… to wolała wiedzieć to już teraz.