04.01.2024, 13:51 ✶
Felix pokręcił głową, nie rejestrując z początku zmiany w zachowaniu dziewczyny. Ot, była ciekawa, nic wielkiego. On sam był przecież ciekaw tego całego Laurenta, któremu najchętniej złamałby nos i może jeszcze ręce, by wybić mu z głowy głupie pomysły, jak dawanie Elaine prezentów. Nie ma rączek, nie ma dawania aniołków.
- Nie, nie znasz. Wpadłem na nich przypadkiem. Bo widzisz... - Felix westchnął i mimowolnie przejechał palcem po jej włosach. Gładził je w zamyśleniu, wpatrując się gdzieś w przestrzeń, na taflę jeziora. - Gdy opuściłem Hogwart, to miałem wiele szczęścia w nieszczęściu. To było dość głupie i nieprzemyślane, ale chciałem wam towarzyszyć. Tylko że nie można tak po prostu zniknąć, wiesz? Szczególnie nie z Hogwartu. No i tak jakoś wyszło, że niedaleko Hogsmeade, wiosce obok szkoły, znaleziono martwe ciało. Z marszu uznali, że to ja. Wiesz przecież, że Hogwart jest niebezpieczny, to znaczy nie jest, ale okolica jest. Pewnie uznali, że mnie coś zabiło, co mieszka w Zakazanym Lesie, nie wiem. Nie wiem jak to się dalej potoczyło, ale potem czytałem tylko jak płaczą za mną i mówią głupoty, że byłem dobrym kolegą i pilnym uczniem. Całkiem zabawne, bo uczniem byłem beznadziejnym, a w szkole trzymałem się z dosłownie garstką osób. Ostatnio na nich wpadłem i wiesz, należały im się wyjaśnienia, czemu w ogóle wpadłem na pomysł, żeby zwiać.
Nie powie jej przecież, że zwiał ze szkoły dla niej. Lepiej było mówić, że uciekł dla nich - dla Bellów, dla cyrku, dla nowego życia. Jak zareagowałaby dziewczyna, gdyby się dowiedziała że to ona i tylko ona była powodem, dla którego zrezygnował z edukacji i być może świetlanej przyszłości? Czy miałaby mu za złe to, co zrobił? Albo, co gorsza, obwiniałaby siebie?
- Jakoś tak wyszło, z reguły trzymam się z daleka od miasta właśnie dlatego, że ktoś mógłby mnie rozpoznać. Poszedłem tam na chwilę po jedną rzecz i już ktoś znajomy na mnie wpadł, to było głupie.
- Nie, nie znasz. Wpadłem na nich przypadkiem. Bo widzisz... - Felix westchnął i mimowolnie przejechał palcem po jej włosach. Gładził je w zamyśleniu, wpatrując się gdzieś w przestrzeń, na taflę jeziora. - Gdy opuściłem Hogwart, to miałem wiele szczęścia w nieszczęściu. To było dość głupie i nieprzemyślane, ale chciałem wam towarzyszyć. Tylko że nie można tak po prostu zniknąć, wiesz? Szczególnie nie z Hogwartu. No i tak jakoś wyszło, że niedaleko Hogsmeade, wiosce obok szkoły, znaleziono martwe ciało. Z marszu uznali, że to ja. Wiesz przecież, że Hogwart jest niebezpieczny, to znaczy nie jest, ale okolica jest. Pewnie uznali, że mnie coś zabiło, co mieszka w Zakazanym Lesie, nie wiem. Nie wiem jak to się dalej potoczyło, ale potem czytałem tylko jak płaczą za mną i mówią głupoty, że byłem dobrym kolegą i pilnym uczniem. Całkiem zabawne, bo uczniem byłem beznadziejnym, a w szkole trzymałem się z dosłownie garstką osób. Ostatnio na nich wpadłem i wiesz, należały im się wyjaśnienia, czemu w ogóle wpadłem na pomysł, żeby zwiać.
Nie powie jej przecież, że zwiał ze szkoły dla niej. Lepiej było mówić, że uciekł dla nich - dla Bellów, dla cyrku, dla nowego życia. Jak zareagowałaby dziewczyna, gdyby się dowiedziała że to ona i tylko ona była powodem, dla którego zrezygnował z edukacji i być może świetlanej przyszłości? Czy miałaby mu za złe to, co zrobił? Albo, co gorsza, obwiniałaby siebie?
- Jakoś tak wyszło, z reguły trzymam się z daleka od miasta właśnie dlatego, że ktoś mógłby mnie rozpoznać. Poszedłem tam na chwilę po jedną rzecz i już ktoś znajomy na mnie wpadł, to było głupie.