Stanley mógłby przysiąść, że Robert po raz drugi zawinął się po mleko w jego życiu i miał już nie wrócić. Wielki pan turysta i znawca kultury Francuskiej wziął nogi za pas i wyjechał sobie do Paryża. Najdziwniejsze w tym było tylko jedno - nie wyjechał bez słowa i nawet postanowił coś zostawić po sobie jako prezent? Pamiątkę? Nie - jako przetrzymanie, bo właśnie chciał odzyskać wszystko to co powierzył własnemu synowi. No cóż - tak też się zdarza.
Czy list zdziwił Stanleya? Trochę, dużo bardziej, niż sama jego zawartość. Borgin był zdziwiony, że jakikolwiek list otrzymał, wszak w ich wspólnym "hobby" się trochę ostatnio pogmatwało. Czarny Pan zapowiedział walkę z tymi co mu się sprzeciwili, a Robert miał przecież czelność czy odwagę to zrobić.
Dobrze było jednak wiedzieć, że jeszcze nic mu nie zrobił albo go w jakiś sposób oszczędził. Gorzej jeżeli teraz miał być skazany na dożywocie ucieczek przed wszystkimi osobami, a każdy jego odwiedzający miałby być potencjalnym egzekutorem na jego osobie.
Umówili się na spotkanie, więc i trzeba było się na nie stawić. Papiery wylądowały w wewnętrznej części płaszcza, a klucze gdzieś między jego własnymi i paczką papierosów. Kolejne rodzinne zjednoczenie? Ile ich jeszcze kurwa planujesz? zastanawiał się całą drogę, snując tylko domysły na ten temat.
Znajdując odpowiedni lokal, otworzył sobie drzwi i wszedł do środka, ponieważ jeszcze przez minutę był niejako właścicielem, chociaż tak naprawdę to powiernikiem tego przybytku - Ciebie też dobrze widzieć... - rzucił pod nosem, trochę dla siebie, a trochę dla nikogo. Obraz, który zobaczył wcale go nie zaskoczył i w sumie nie powinien. Ten stary dziad był po prostu niereformowalny, a miesiąc we Francji go wcale nie zmienił. Tysiąc tłuczków w głowę by go pewnie nawet nie zmieniło, ten typ tak ewidentnie miał i to oznaczało tylko jedno - Stanley był obciążony genetycznie.
- Tragedia, co? - odparł głośniej, rozglądając się po środku. Fakt, Borgin nie bardzo miał czas, aby jakoś bardziej zająć się tym przybytkiem bo miał własne problemy na głowie - jak chociażby remont "Głębiny" na Nokturnie - Działał... jako tako pewnie. Czasu nie miałem, aby coś więcej tutaj działać - wytłumaczył, a następnie postąpił zgodnie z instrukcjami ojca odnośnie drzwi. Bezpieczeństwo to podstawa.
Ruszył w głąb lokalu do biura Roberta i gdy tam dotarli, zatrzymał się koło biurka - Na długo przyjechałeś? Trzy tygodnie? Miesiąc? - zapytał, wyciągając dokumenty z płaszcza, które położył na blacie - Może dwa tym razem? - dodał, robiąc to samo z kluczami. Starszy Mulciber otrzymał swoją własność - ponownie mając moc sprawczą w obydwóch sprawach... chociaż czy kiedykolwiek ją utracił?
"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina
"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972