31.12.2023, 17:24 ✶
Flynn czuł, jak Laurent powoli się uspokaja, ale jednocześnie (zgodnie z jego przeczuciem) z tego dotyku korzysta. Zatrzymał się więc w tej pozycji, dopiero po kilkunastu kolejnych wdechach ułożył się wygodniej, opierając plecami o ścianę i rozprostowując nogę leżącą na łóżku. Dłoń przeniósł na jego włosy, głaszcząc go po nich leniwymi ruchami. Był wciąż zbyt zirytowany, żeby zrobić to w idealnym rytmie, ale zdecydowanie robił to z wyczuciem. No bo właśnie - Flynn przecież czuł, te przytłaczające uczucia były najbardziej ludzkim elementem sklejającym burzliwą osobowość. Sam dokładnie tego by oczekiwał. Nie zliczyłby, ile razy leżał w tej samej pozycji co Prewett, kiedy uspokajał go Alexander. Jak się takie rzeczy przeanalizowało na trzeźwo, to trochę traciły na swojej magii - wcale nie był wielkim cudotwórcą leczącym z wszelkich trosk jak wprawiony hipnotyzer, tylko tak samo zniszczonym człowiekiem, potrafiącym przelać własne pragnienia na innych.
- Nie rób sobie jaj - a może bardziej - nie oszukuj sam siebie - to właśnie tacy czystokrwiści chłopcy, których bił tatuś, zostają największymi pedałami. Pewnie połowa twoich kolegów ze szkoły klęka przed Lordem Moczymordem, a potem myją zęby po pocałowaniu żonki wybranej im przez dziadka. Uważaj na rękę, która trzyma cię za włosy. - Uniósł w górę brwi, bo dotarło do niego, że sam właśnie wplatał palce pomiędzy te blond kosmyki. Nie miał jak unieść rąk w obronnym geście, więc wzruszył ramionami, uśmiechając się głupio. - Mnie by nie przyjęli. - Parsknął. Dobrze wiedział, że to wcale nie czyniło go lepszym człowiekiem. Co najwyżej brudniejszym.
Kiedy tylko usłyszał „moja matka nie żyje”, od razu wywrócił oczyma i teraz już naprawdę mocno chciał zapalić kolejnego papierosa, ale jak ten idiota miał znowu zacząć się dusić, to nie wyjdzie stąd do końca dnia. No dobrze, spill the tea, pomyślał, przywołując sobie lewą ręką czekoladę. To była ta sama, którą tydzień temu wysypał na podłogę, ale o ile Prewett pewnie umarłby od ilości zarazków, on czuł się w pełni odporny. Tragiczny eliksir? Powiedziałby, że zajebisty, ale to była zdecydowanie za duża porcja na tak okrojoną ilość pytań...
No cóż, miał rację - lepiej zwierzać się jemu, niż gnijącemu trupowi...
- Mroczny jesteś, sprośny. No nieźle. Ale nie podduszam innych typów w łóżkach moich partnerów.
- Nie rób sobie jaj - a może bardziej - nie oszukuj sam siebie - to właśnie tacy czystokrwiści chłopcy, których bił tatuś, zostają największymi pedałami. Pewnie połowa twoich kolegów ze szkoły klęka przed Lordem Moczymordem, a potem myją zęby po pocałowaniu żonki wybranej im przez dziadka. Uważaj na rękę, która trzyma cię za włosy. - Uniósł w górę brwi, bo dotarło do niego, że sam właśnie wplatał palce pomiędzy te blond kosmyki. Nie miał jak unieść rąk w obronnym geście, więc wzruszył ramionami, uśmiechając się głupio. - Mnie by nie przyjęli. - Parsknął. Dobrze wiedział, że to wcale nie czyniło go lepszym człowiekiem. Co najwyżej brudniejszym.
Kiedy tylko usłyszał „moja matka nie żyje”, od razu wywrócił oczyma i teraz już naprawdę mocno chciał zapalić kolejnego papierosa, ale jak ten idiota miał znowu zacząć się dusić, to nie wyjdzie stąd do końca dnia. No dobrze, spill the tea, pomyślał, przywołując sobie lewą ręką czekoladę. To była ta sama, którą tydzień temu wysypał na podłogę, ale o ile Prewett pewnie umarłby od ilości zarazków, on czuł się w pełni odporny. Tragiczny eliksir? Powiedziałby, że zajebisty, ale to była zdecydowanie za duża porcja na tak okrojoną ilość pytań...
No cóż, miał rację - lepiej zwierzać się jemu, niż gnijącemu trupowi...
- Mroczny jesteś, sprośny. No nieźle. Ale nie podduszam innych typów w łóżkach moich partnerów.
Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.