Małżeństwo miało swoje blaski i cienie. Sebastian jako spełniony mąż i ojciec zawsze nie ukrywał swojego sceptycyzmu, ilekroć słyszał, że trzydziestoletni mężczyzna jest za młody na założenie rodziny. Tak można powiedzieć o osiemnastolatku, dwudziestolatku, maksymalnie dwudziestopięciolatku. Zdaniem Sebastiana tego typu myślenie sprawia, że nigdy nie będzie na to dobrego momentu. Upływające lata nie sprawią, że życie stanie się bardziej poukładane. To, co spotkało jego ojca, pokazało mu, że mają tylko jedno życie. Jedno życie na to, aby coś po sobie pozostawić i zostać zapamiętanym. Zdawał sobie sprawę ze swojej hipokryzji - mając jedno życie i świadomość, że jego ojciec nie chciał aby się mścił na tym łowcy, chciał go dopaść. To mogło go kosztować życie. Chciał myśleć, że jeśli dojdzie do wyrównania rachunków, jego rodzina nie będzie stała z boku. Nie chciał brać pod uwagę tego, że będą starali się go odwieść od tego. Na razie nie zamierzał truć swojemu bratankowi. Odwzajemnił uśmiech.
— Jeśli się uda to przywieziemy stamtąd sporo pamiątek. Dla ciebie również. — Zapewnił swojego bratanka. Dla jego matki, która przemierzyła już kawał świata, przywiezione przez niego pamiątki nie wywarłyby odpowiedniego wrażenia. Sebastian dobrze wiedział, że reszta rodziny bardzo lubiła je dostawać. Dlatego przywożenie pamiątek i obdarowanie nimi bliskich było jedynym stałym elementem wszystkich odbywanych przez niego i jego małżonkę.
— Tak właśnie mi się wydawało. — Odpowiadając na pytanie Theona oparł rękę na zagłówku kanapy i obejrzał się za siebie, samemu nasłuchując odgłosu zamykanych drzwi, kroków albo głosów. — Powinna jeszcze być na stanie. Nie wiem jednak czy cała zgromadzona w tym domu werbena wystarczy do tego. — Ponieważ sam nie szczędził złośliwości, zniżył głos do konspiracyjnego szeptu. Jakby matka to usłyszałaby to zmyłaby mu głowę. Rawlinson okazałby się głupcem, gdyby postanowił nieodpowiednio odezwać się do niego albo kogoś innego z ich rodziny, nawet w obecności jego matki. Obydwoje przekonaliby się, że jego cierpliwość ma swoje granice i że nie należy ich przekraczać.
Narastający odgłos kroków i docierające do nich głosy świadczyły, że wreszcie to spotkanie dobiegło końca. Sebastian usiadł wyprostowany, wręcz napięty niczym struna. Skupione jak dotąd na osobie Theona spojrzenie Sebastiana stało się znacznie twardsze, pozbawione niedawnej niefrasobliwości wywołanej rozmową o planach związanych z wypoczynkiem. Nie potrzebował sięgać po różdżkę aby samemu rzucić na tego mężczyznę jakieś nieprzyjemne w skutkach zaklęcie, które dałoby mu się we znaki. Znacznie większą satysfakcję sprawiłoby mu obicie mu mordy własnymi pięściami.
Nie wysilaj się, Rawlinson. W końcu zetrę z twojej twarzy ten szczurzy uśmiech. Sebastian nie uśmiechnął się do tego mężczyzny. Nie cieszył się na jego widok. Za to bardzo cieszyło go, że się dawno nie widzieli.
— Coś takiego. Widocznie za rzadko bywasz w naszym domu, skoro mnie nie widujesz. Wyślij mi sowę w sprawie tego interesu. Wtedy zastanowię się nad tym, czy to jest warte mojego czasu. — Zawartego w jego wypowiedzi sarkazmu nie należało mylić z zaproszeniem czy zachętą. Posiadłość była całkiem sporym domem i jeśli akurat przebywał w jego wnętrzu to Rawlinson nie musiał o tym wiedzieć. Za to on doskonale wiedział, kiedy Rawlinson przebywał w ich posiadłości... skrzaty domowe otrzymały polecenie informowania go o tym. Jeśli faktycznie ten mężczyzna wyśle mu ten list, najpewniej on trafi wprost w płomienie. Nie zamierzał wchodzić w nim jakiekolwiek konszachty. Na tym zamierzał poprzestać, skoro w ich stronę zmierzała jego matka.