29.12.2023, 23:01 ✶
Co prawda, to prawda – Lestrange wierzył w to, że Brenną kierują szlachetne pobudki. Ba, sądząc po tym, jaką reputacją cieszyła się rodzina kuzynki, podejrzewał, że byli dużo bardziej honorowi niż znacząca większość klik czystej krwi. Jednak to nie to sprawiło, że poprosił ją o wsparcie. Kluczem były tu konotacje rodzinne. Krewnych zawsze traktowało się... z przymrużeniem oka. I na to też liczył w tym przypadku.
Poza tym lista jego potencjalnych sojuszników była krótka. Rabastan nie miałby wyboru, jak tylko zwrócić się do Bellatriks, Rudolfa lub Oleandra, gdyby Longbottom mu odmówiła. A mimo wszystko nie chciał traumatyzować biednej Jenny wtargnięciem zamaskowanych figur do jej mieszkania tylko po to, żeby zobaczyła na własne oczy, że kończyny jej partnera mogą się wyginać w naprawdę dziwne kształty. Skrzywił się lekko na tę myśl.
— No dobrze, w takim razie tak jak mówiłem, pierwsze oznaki wystąpiły po raz pierwszy... — zaczął opowiadać, chociaż nie był to nieprzerwany monolog, na jaki mogła liczyć brygadzistka. Rabastan co rusz przerywał, żeby przypomnieć sobie okoliczności poszczególnych spotkań, a nad konkretnymi datami również musiał się zastanowić. Nie miał kalendarza w głowie. — I to chyba na tyle. — Skinął głową, gdy Brenna zgodziła się na jego warunki. Po chwili jednak na jego czole pojawiła się zmarszczka. Wymówka? — Hmm... Poprosiłem cię o rozmowę, bo chciałem dowiedzieć się, jakie są wymagania, żeby wstąpić do Brygady Uderzeniowej?
To był całkiem niezły pomysł! I rodzice może by się nawet ucieszyli z tego, że jednak nie siedzi całe lato w swoim lochu, tylko jednak wykazuje minimum zainteresowania swoim rozwojem zawodowym.
— W domu wspomnę za jakiś czas, że mi się odwidziało. Bez obrazy. Jesteście trochę eee — zawiesił się na moment, nadymając policzki. — Zbyt zdyscyplinowani jak na mój styl życia.
Nawet gdyby kariera w Departamencie Przestrzegania Prawa Czarodziejów mogła mu przynieść pieniądze i poważanie, tak wątpił, aby Brygada Uderzeniowa miała jakiekolwiek benefity z zatrudnienia go. Kto by go brał na poważnie, skoro wstawał późnym popołudniem i bardziej zastanawiałby się nad tym, jak dobrze wypaść na miejscu śledztwa niż tym, żeby faktycznie efektywnie komuś pomóc? No właśnie.
— Wyglądasz na kogoś, kto potrafi naprawdę mocno kopać — powiedział niewzruszonym tonem, wbijając w nią nieco rozmarzony wzrok, jakby wyobrażał sobie, że Longbottom załatwia całą sprawę w godzinę i raz na zawsze pozbywa się Cattermole'a z życia Jenny... I życia takiego ogólnie. — Aczkolwiek rozumiem, że konsekwencje mogłyby nie być zbyt przyjemne.
Udzielenie wsparcia finansowego było z perspektywy Rabastana dużo bardziej przystępne niż otworzenie się emocjonalnie na Jenny. Poza tym był przyzwyczajony do tego, że większość problemów szło załatwić rzucając w nie forsą; czasem wystarczyło parę monet, innym razem kilka worków, ale koniec końców przeszkody usuwały się z drogi. Być może Brenna stawiała na bardziej konkretną pomoc, jednak Lestrange poruszał się przede wszystkich w znanych mu schematach. Poza tym był jedynie drugim synem i to na dodatek oficjalnie bezrobotnym, toteż nie mógł też zbytnio skorzystać z całego zaplecza środków oferowanych przez swych krewnych.
— Eee — Zmrużył oczy, zastanawiając się, czy ma coś jeszcze do dodania, po czym pokiwał powoli głową. — W sumie... W sumie to tak. — Uśmiechnął się minimalnie. — Mama wybiera się do Doliny Godryka na początku września. Dostała zlecenie na nowe mapy z regionu od jakiegoś nadzianego gościa. Twoi rodzice mogliby polecić jej jakieś miejsce do rozstawienia się ze sprzętem? Lepiej znacie te tereny.
Po zamienieniu jeszcze paru słów kuzynostwo postanowiło się pożegnać. Bądź co bądź, Brenna otrzymała wszystkie informacje, jakie Rabastan miał do dyspozycji, a gdyby potrzebowała z jego strony jakichś dodatkowych wskazówek czy pomysłów, to teraz wiedziała, jak może się z nim skontaktować. Po pożegnaniu Longbottom chłopak podniósł się z ławki i ruszył w głąb ulicy, co by odebrać Edgara, który zajmował się dziobaniem wychudzonych wron, które próbowały go zaczepiać. Ech, co za ptak.
Poza tym lista jego potencjalnych sojuszników była krótka. Rabastan nie miałby wyboru, jak tylko zwrócić się do Bellatriks, Rudolfa lub Oleandra, gdyby Longbottom mu odmówiła. A mimo wszystko nie chciał traumatyzować biednej Jenny wtargnięciem zamaskowanych figur do jej mieszkania tylko po to, żeby zobaczyła na własne oczy, że kończyny jej partnera mogą się wyginać w naprawdę dziwne kształty. Skrzywił się lekko na tę myśl.
— No dobrze, w takim razie tak jak mówiłem, pierwsze oznaki wystąpiły po raz pierwszy... — zaczął opowiadać, chociaż nie był to nieprzerwany monolog, na jaki mogła liczyć brygadzistka. Rabastan co rusz przerywał, żeby przypomnieć sobie okoliczności poszczególnych spotkań, a nad konkretnymi datami również musiał się zastanowić. Nie miał kalendarza w głowie. — I to chyba na tyle. — Skinął głową, gdy Brenna zgodziła się na jego warunki. Po chwili jednak na jego czole pojawiła się zmarszczka. Wymówka? — Hmm... Poprosiłem cię o rozmowę, bo chciałem dowiedzieć się, jakie są wymagania, żeby wstąpić do Brygady Uderzeniowej?
To był całkiem niezły pomysł! I rodzice może by się nawet ucieszyli z tego, że jednak nie siedzi całe lato w swoim lochu, tylko jednak wykazuje minimum zainteresowania swoim rozwojem zawodowym.
— W domu wspomnę za jakiś czas, że mi się odwidziało. Bez obrazy. Jesteście trochę eee — zawiesił się na moment, nadymając policzki. — Zbyt zdyscyplinowani jak na mój styl życia.
Nawet gdyby kariera w Departamencie Przestrzegania Prawa Czarodziejów mogła mu przynieść pieniądze i poważanie, tak wątpił, aby Brygada Uderzeniowa miała jakiekolwiek benefity z zatrudnienia go. Kto by go brał na poważnie, skoro wstawał późnym popołudniem i bardziej zastanawiałby się nad tym, jak dobrze wypaść na miejscu śledztwa niż tym, żeby faktycznie efektywnie komuś pomóc? No właśnie.
— Wyglądasz na kogoś, kto potrafi naprawdę mocno kopać — powiedział niewzruszonym tonem, wbijając w nią nieco rozmarzony wzrok, jakby wyobrażał sobie, że Longbottom załatwia całą sprawę w godzinę i raz na zawsze pozbywa się Cattermole'a z życia Jenny... I życia takiego ogólnie. — Aczkolwiek rozumiem, że konsekwencje mogłyby nie być zbyt przyjemne.
Udzielenie wsparcia finansowego było z perspektywy Rabastana dużo bardziej przystępne niż otworzenie się emocjonalnie na Jenny. Poza tym był przyzwyczajony do tego, że większość problemów szło załatwić rzucając w nie forsą; czasem wystarczyło parę monet, innym razem kilka worków, ale koniec końców przeszkody usuwały się z drogi. Być może Brenna stawiała na bardziej konkretną pomoc, jednak Lestrange poruszał się przede wszystkich w znanych mu schematach. Poza tym był jedynie drugim synem i to na dodatek oficjalnie bezrobotnym, toteż nie mógł też zbytnio skorzystać z całego zaplecza środków oferowanych przez swych krewnych.
— Eee — Zmrużył oczy, zastanawiając się, czy ma coś jeszcze do dodania, po czym pokiwał powoli głową. — W sumie... W sumie to tak. — Uśmiechnął się minimalnie. — Mama wybiera się do Doliny Godryka na początku września. Dostała zlecenie na nowe mapy z regionu od jakiegoś nadzianego gościa. Twoi rodzice mogliby polecić jej jakieś miejsce do rozstawienia się ze sprzętem? Lepiej znacie te tereny.
Po zamienieniu jeszcze paru słów kuzynostwo postanowiło się pożegnać. Bądź co bądź, Brenna otrzymała wszystkie informacje, jakie Rabastan miał do dyspozycji, a gdyby potrzebowała z jego strony jakichś dodatkowych wskazówek czy pomysłów, to teraz wiedziała, jak może się z nim skontaktować. Po pożegnaniu Longbottom chłopak podniósł się z ławki i ruszył w głąb ulicy, co by odebrać Edgara, który zajmował się dziobaniem wychudzonych wron, które próbowały go zaczepiać. Ech, co za ptak.
Koniec sesji