29.12.2023, 21:57 ✶
Byli skrajnie różni, ale pod pewnymi względami ich światy nie różniły się aż tak bardzo. Brenna też nawykła, że wiele rzeczy nie załatwia się oficjalnie, a idąc do odpowiednich osób, wyciągając sakiewkę pełną monet albo oferując przysługę czy po prostu szukając pomocy u przyjaciół. Wiele zostawiając w ciemnościach i niekoniecznie dbając o to, na ile to postępowanie jest zgodne z przepisami. Przecież nawet teraz już myślała o tych mniej legalnych drogach załatwienia sprawy Cattermole’a, gdyby oficjalne kanały zawiodły. Gdyby Brenna chciała być przykładnym stróżem prawa, musiałaby samą siebie aresztować – nawet jeżeli wierzyła, że działa w imię większego dobra.
Ale Rabastan też pewnie w to wierzył.
Nie odpowiedziała już na jego podziękowanie – ostatecznie nie znali się, i wypytywanie o jego prywatne sprawy albo ofiarowanie pomocy w czymś takim, byłoby natrętne. Za to jej dłoń zacisnęła się na ołówku, gdy notowała jego słowa, co jakiś czas ewentualnie dorzucając jakieś pytanie.
– Nie trzeba, zgłoszenie ustne wystarczy. To nie jest sprawa, która powinna wywołać jakieś wielkie poruszenie i czepianie się kwitków – stwierdziła. Gdyby mężczyzna był bogatszy, wyżej postawiony, znał naprawdę dobrych prawników… być może. W tej sytuacji „anonimowe zgłoszenie” jednak wystarczyło, tak długo, jak Brenna dokładnie sprawdzi je i wszystkie fakty. – W takim razie twoi rodzice o niczym się nie dowiedzą. Jakieś konkretne życzenia, co do sprawy, w jakiej się spotkaliśmy? – spytała, zerkając na niego, bo skoro przesłał jej matce obraz namalowany przez panią Lestrange, zapewne nie ukrywał, że nawiązał z nią kontakt. Mavelle, którą wciągnęła w to w ramach wsparcia, zamierzała powiedzieć prawdę – i przyznać, że była paranoiczną idiotką, dodając oczywiście, że następnym razem postąpi dokładnie tam samo – ale cała reszta miała usłyszeć jakąś gładką bajeczkę. Gdyby ktokolwiek o to pytał. Jej pytać raczej nie będą, ale kto wie, jak w przypadku Rabastana?
– Dam ci znać, co się dzieje, ale nawet pierwsze kroki zajmą parę dni. Muszę porozmawiać z sąsiadami, zebrać informacje o tym mężczyźnie, porozmawiać z Jenny, dużo zależy też od niej. Jeżeli nie będzie chciała pomocy, wszystko zajmie znacznie więcej czasu – powiedziała. Przy braku współpracy ze strony pani Cattermole będzie trzeba spróbować z obserwacją, prowokacją, czy paroma innymi rzeczami: w tej sprawie miała zdecydować dopiero, kiedy upewni się, że Lestrange się nie mylił, i kiedy zbierze więcej informacji. – Niestety, nie mogę tam po prostu wejść i skopać go do nieprzytomności. Zresztą, pewnie wtedy kolejnego dnia poszedłby się na niej wyżyć – oświadczyła Brenna, zamykając notatnik.
Czasem żałowała, że to nieoficjalne skopanie do nieprzytomności nie było dobrą opcją.
Nie to, że nie byłaby w stanie się do tego uciec w pewnych przypadkach.
– Pewnie tak. To dobre na początek – skwitowała, bo pieniądze zawsze przydawały się w takiej sytuacji. Choć przez „wsparcie” miała na myśli coś innego, ale tak naprawdę nie pojmowała, jaka relacja łączyła tę dwójkę: a była przecież znacznie bardziej skomplikowana i mniej bliska niż Brenna założyła na podstawie samej rozmowy. – Chcesz coś jeszcze dodać?
Ale Rabastan też pewnie w to wierzył.
Nie odpowiedziała już na jego podziękowanie – ostatecznie nie znali się, i wypytywanie o jego prywatne sprawy albo ofiarowanie pomocy w czymś takim, byłoby natrętne. Za to jej dłoń zacisnęła się na ołówku, gdy notowała jego słowa, co jakiś czas ewentualnie dorzucając jakieś pytanie.
– Nie trzeba, zgłoszenie ustne wystarczy. To nie jest sprawa, która powinna wywołać jakieś wielkie poruszenie i czepianie się kwitków – stwierdziła. Gdyby mężczyzna był bogatszy, wyżej postawiony, znał naprawdę dobrych prawników… być może. W tej sytuacji „anonimowe zgłoszenie” jednak wystarczyło, tak długo, jak Brenna dokładnie sprawdzi je i wszystkie fakty. – W takim razie twoi rodzice o niczym się nie dowiedzą. Jakieś konkretne życzenia, co do sprawy, w jakiej się spotkaliśmy? – spytała, zerkając na niego, bo skoro przesłał jej matce obraz namalowany przez panią Lestrange, zapewne nie ukrywał, że nawiązał z nią kontakt. Mavelle, którą wciągnęła w to w ramach wsparcia, zamierzała powiedzieć prawdę – i przyznać, że była paranoiczną idiotką, dodając oczywiście, że następnym razem postąpi dokładnie tam samo – ale cała reszta miała usłyszeć jakąś gładką bajeczkę. Gdyby ktokolwiek o to pytał. Jej pytać raczej nie będą, ale kto wie, jak w przypadku Rabastana?
– Dam ci znać, co się dzieje, ale nawet pierwsze kroki zajmą parę dni. Muszę porozmawiać z sąsiadami, zebrać informacje o tym mężczyźnie, porozmawiać z Jenny, dużo zależy też od niej. Jeżeli nie będzie chciała pomocy, wszystko zajmie znacznie więcej czasu – powiedziała. Przy braku współpracy ze strony pani Cattermole będzie trzeba spróbować z obserwacją, prowokacją, czy paroma innymi rzeczami: w tej sprawie miała zdecydować dopiero, kiedy upewni się, że Lestrange się nie mylił, i kiedy zbierze więcej informacji. – Niestety, nie mogę tam po prostu wejść i skopać go do nieprzytomności. Zresztą, pewnie wtedy kolejnego dnia poszedłby się na niej wyżyć – oświadczyła Brenna, zamykając notatnik.
Czasem żałowała, że to nieoficjalne skopanie do nieprzytomności nie było dobrą opcją.
Nie to, że nie byłaby w stanie się do tego uciec w pewnych przypadkach.
– Pewnie tak. To dobre na początek – skwitowała, bo pieniądze zawsze przydawały się w takiej sytuacji. Choć przez „wsparcie” miała na myśli coś innego, ale tak naprawdę nie pojmowała, jaka relacja łączyła tę dwójkę: a była przecież znacznie bardziej skomplikowana i mniej bliska niż Brenna założyła na podstawie samej rozmowy. – Chcesz coś jeszcze dodać?
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.