— Tak to już jest z tymi kobietami. Nie zawsze wszystko idzie po naszej myśli. Każda kobieta ma w sobie coś z wili, ale takiej będącej po części wilą naprawdę trudno się oprzeć. Wygłupienie się nie przekreśla wszystkich twoich szans. Zaproś ją. Najwyżej odmówi. — Starał się dać swojemu bratankowi kilka dobrych rad, opartych o zdobyte przez lata swoje doświadczenia z kobietami. W czasach szkolnych spotykał się z innymi dziewczynami, robiąc samemu wiele głupstw. Jako dorosły czarodziej spotykał się już z innymi kobietami. Z jedną z nich nawet się ożenił. — Nie masz nic do stracenia, a możesz sporo zyskać. — Poparł podjęcie inicjatywy przez Theona. Bierne czekanie w żadnym stopniu nikogo nie przybliżało do osiągania postawionych sobie celów.
— Mam nadzieję, że tak. — Odparł. Jeszcze nie zdecydowali się co do tego, czy faktycznie gdzieś się wybiorą i gdzie dokładnie. Wiedział jedynie, że nie chciał spędzić tych kilku dni w rodowej posiadłości i że nie chciał planować ewentualnego wyjazdu rekreacyjnego ze wszystkimi szczegółami. Spontaniczne wycieczki najbardziej mu odpowiadały.
— Jeśli będzie chciała spróbować tego dania to tak, zabiorę ją. — Odparł z rozbawieniem na żart Theona odnośnie posągów na Wyspie Wielkanocnej, które jego żona uznała za danie przygotowane z okazji Ostary. Stanowiło to całkiem zabawną anegdotę. Sebastian wiedział o ich istnieniu dlatego, że jego matka jest archeologiem. Od swojej żony nie wymagał aby była wszechwiedząca.
Siedzący w salonie Sebastian mógłby przysiąc, że otworzyły się drzwi do gabinetu, w którym jego matka rozmawiała z Rawlinsonem. Dopóki nie zobaczy tego czarodzieja przechodzącego przez salon i zmierzającego do korytarza nie mógł mieć co do tego pewności.