26.12.2023, 22:27 ✶
Patrick stał z założonymi rękami i przyglądał się płomieniom. Wspominał jak na Beltane postanowił się rzucić w ogień, jak szykował się na piekący ból i smród palonej skóry. Zamiast tego wszystkiego poznał smak wody, brak powietrza w płucach i szepty zamieszkujących limbo postaci. Wbiegł do ogniska, ale zamiast w nim spłonąć, stał się Zimnym. Wzdrygnął się odruchowo do własnych wspomnień. Mocniej wsunął ręce do kieszeni spodni.
Ale wróżba, którą dostrzegł w ogniu Lithe wydawała się pomyślna. Tak pomyślna, że Steward aż się uśmiechnął pod nosem. Może od bliskości ogniska, a może przez sam jej charakter, ale zrobiło mu się jakoś lżej na duszy. Przestał myśleć o parze złodziei, która nieopatrznie wzięła sobie za cel Chestera Rookwooda, a których potem przechwycił od niego Cain. Miło było pomyśleć o sobie jak o bogaczu, nawet jeśli nigdy nie czuł się przesadnie biedny. Na co wydałby hipotetyczne galeony? Na wsparcie sierocińca, jak zrobił to Elliot Malfoy? Może. Choć pewnie raczej zdecydowałby się na datek anonimowo, celowo unikając wystawienia się na widok publiczny.
Uśmiechnął się szerzej pod nosem.
A potem odwrócił się i skierował ku kramom. Mijał świętujących czarodziei, starając się ani nie zwracać na nich szczególnej uwagi, ani tym bardziej nie wpadać na nich i nie przypominać komukolwiek o tym, że należał do Zimnych. Szukał wzrokiem takiego stoiska, które oferowało czekoladowe gały. Na Ostarze Mavelle Bones głośno zachwalała te słodycze. Teraz Patrick nie do końca nawet pamiętał, jak smakowały. Pamiętał za to, że poprzednim razem dzielili się wydatkami po połowie i pili piwo kremowe, ale ostatecznie Ostarę i tak przysłoniła mu wróżba Szalonej Sally. Ostatecznie powinien jeszcze wziąć czekoladowe gały Brennie, ale wiedział, że spotka ją za kilka godzin na urodzinach Nory.
Steward stanął w kolejce. Odczekał swoje a potem zakupił cztery czekoladowe gały.
Wiedziony impulsem sięgnął po jeden z wianków, które wykonała Mirabella Abbott i założył go sobie na głowę.
!wianki
Ale wróżba, którą dostrzegł w ogniu Lithe wydawała się pomyślna. Tak pomyślna, że Steward aż się uśmiechnął pod nosem. Może od bliskości ogniska, a może przez sam jej charakter, ale zrobiło mu się jakoś lżej na duszy. Przestał myśleć o parze złodziei, która nieopatrznie wzięła sobie za cel Chestera Rookwooda, a których potem przechwycił od niego Cain. Miło było pomyśleć o sobie jak o bogaczu, nawet jeśli nigdy nie czuł się przesadnie biedny. Na co wydałby hipotetyczne galeony? Na wsparcie sierocińca, jak zrobił to Elliot Malfoy? Może. Choć pewnie raczej zdecydowałby się na datek anonimowo, celowo unikając wystawienia się na widok publiczny.
Uśmiechnął się szerzej pod nosem.
A potem odwrócił się i skierował ku kramom. Mijał świętujących czarodziei, starając się ani nie zwracać na nich szczególnej uwagi, ani tym bardziej nie wpadać na nich i nie przypominać komukolwiek o tym, że należał do Zimnych. Szukał wzrokiem takiego stoiska, które oferowało czekoladowe gały. Na Ostarze Mavelle Bones głośno zachwalała te słodycze. Teraz Patrick nie do końca nawet pamiętał, jak smakowały. Pamiętał za to, że poprzednim razem dzielili się wydatkami po połowie i pili piwo kremowe, ale ostatecznie Ostarę i tak przysłoniła mu wróżba Szalonej Sally. Ostatecznie powinien jeszcze wziąć czekoladowe gały Brennie, ale wiedział, że spotka ją za kilka godzin na urodzinach Nory.
Steward stanął w kolejce. Odczekał swoje a potem zakupił cztery czekoladowe gały.
Wiedziony impulsem sięgnął po jeden z wianków, które wykonała Mirabella Abbott i założył go sobie na głowę.
!wianki