Upojona alkoholem niewiele byłaś w stanie dostrzec. Świat dla ciebie nie istniał, ale twoja głowa tworzyła nowy wymiar. Wymiar obaw, lęków i próby pogodzenia swoich uczuć i tego jak powinnaś się zachowywać względem Rookwooda. Naprawdę nie chciałaś tracić z nim kontaktu. Wierzyłaś, że uda wam się zbudować przyjaźń, że możecie być wobec siebie szczerzy i nie rzucać na siebie jak nimfomanii bez możliwości uprawiania seksu przez tydzień. Wierzyłaś, że się uda! Nic takiego się nie stanie, co mogłoby tę przyjaźń zepsuć. Postaracie się walczyć z tym pożądaniem, ale czemu miałaś gdzieś z tyłu głowy, że może powinnaś mu się oddać? Że to wam pomoże? Że to zniszczy to uczucie, które w tobie płonie, a on straci tobą zainteresowanie? Z czasem zostanie po nim tylko niewielka zadra i wspomnienia tak wstydliwe, że nie będziesz chciała do nich wracać, ale czy było to tego warte?
Twój umysł zapalał tobie lampki czerwone jak wino, że coś jest nie tak z Olivią, ale nie był na tyle sprawny, aby się tym zainteresować. Może rano, może jutro obudzisz się i będziesz analizować, szukać dziur, przypominać sobie, co tu robiłyście i przypomnisz sobie to, że nie była taka otwarta, nie była taka szalona, że była dziwnie ostrożna, ale teraz? Teraz świat miał nie istnieć, miał zniknąć, miał po prostu zostać zniszczony, aby zadra w końcu się zaleczyła. Zachichotałaś, gdy dziewczyna zażartowała, ale i tak odetchnęłaś z ulgą, z poczuciem komfortu. Wsunęłaś blanta w usta i zaciągnęłaś się, gdy tylko pojawił się ogień z zapalniczki. Świat zwolnił, umysł również, a ty się rozpłynęłaś. Spędziłyście tam jeszcze niecałą godzinę, jeszcze potańczyłyście, nawet udało się wam powyzywać jakiegoś natręta od buców i imbecyli, że mężczyźni są słabi, że kobiety są mocarne. Zostałyście nazwane wariatkami, ale to pomogło ci na rozluźnienie droga Avelino. W końcu wróciłyście do domu. Jeśli Olivia chciała u ciebie zostać pozwoliłaś jej, bo w końcu twój dom to i jej dom, prawda?