24.12.2023, 10:52 ✶
Brenna była gadatliwa. Lubiła mówić, wypełniać ciszę, pleść bzdury. Poza tym nauczyła się już dawno dwóch rzeczy – wypowiadając odpowiednio wiele słów, ukryjesz za nimi więcej niż za milczeniem, a kiedy gadasz, gadasz, zadajesz pytanie i milkniesz… ludzie zwykle czują się w obowiązku ci odpowiedzieć.
Ale potrafiła milczeć wtedy, kiedy było to potrzebne. Teraz też milczała, nie przerywając historii Lestrange’a ani słowem. Jedynie gdy wspomniał, że jego dziewczyny już tutaj nie ma, położyła mu dłoń na ramieniu, wiedziona odruchem, którego nie umiała powstrzymać – gdyby znali się lepiej, objęłaby go pewnie, ale wątpiła, by Rabastan Lestrange życzył sobie takich zażyłości.
– Przykro mi – powiedziała miękko, zanim się odsunęła i wyciągnęła z kieszeni notatnik. Przemoc domowa. Sprawa z jednej strony niespodziewana, bo nie odgadłby za żadne skarby, że Rabastan przyszedł do niej właśnie z czymś takim, a z drugiej przecież banalna. W świecie czarów spotykana niby nieco rzadziej niż pośród mugoli, bo kobiety z różdżką w ręku niekoniecznie były słabsze od mężczyzn… ale wciąż spotykana: bo pewne mechanizmu psychologiczne pozostawały takie same.
– Będę potrzebowała adresu, dat, wszystko, co potrafisz sobie przypomnieć. Jeżeli Jenny zgodzi się złożyć zawiadomienie o przestępstwie, pchnę sprawę w odpowiedni sposób i gość spędzi w więzieniu parę miesięcy, załatwi się też zakaz zbliżania. Spróbuję ją do tego przekonać. Jeśli nie… znajdę inną drogę – powiedziała, wydobywając w ślad za notatnikiem także mugolski ołówek, bardziej praktyczny przy tego typu notatkach i do noszenia po kieszeniach niż pióra.
Nie dało się ścigać sprawcy przemocy domowej, jeżeli ofiara nie była nieletnia i milczała. Ale istniały inne sposoby, od utrudniania mu życia na każdym kroku (tu trzeba było zachować ostrożność, by nie wyładował się na żonie), przez wyjaśnienie mu dobitnie, dlaczego nie powinien podnosić ręki na Jenny, do na przykład sprowokowania, aby podniósł rękę na kogoś innego – taką Brennę na przykład. Ona przecież nie miałaby już żadnych problemów w złożeniu zawiadomienia. Oczywiście, najpierw musiała sprawdzić, czy Lestrange nie wpuszcza jej w maliny, bo takie rzeczy sprawdzała zawsze, jeśli zgłaszający nie był jej bliski… Ale o tym nie zamierzała wspominać.
Cattermole.
Nie powiedziała tego na głos, ale to też wiele ułatwiało. Rodzina nie była ani czystokrwista, ani wpływowa, ani bogata. Och, oczywiście, nawet gdyby chodziło o jakiegoś Malfoya Brenna by próbowała, kopała, szukała sposobu – tyle że wtedy rezultat byłby niepewny, bo nie mogłaby zmusić Wizengamotu do wydania odpowiedniego wyroku. Brennie mogło się tu nie podobać, ale tak działał ich świat. Fakt, że pan Przemoc Domowa nosił nazwisko zwykłych renowatorów i nawet nie pochodził z głównej linii rodziny, był po prostu pomocny.
Bogowie, a ona po tych listach i spotkaniu na cmentarzu zastanawiała się, czy Rabastan nie planuje jej zamordować i przerobić na składniki eliksirów. Albo czy chce donieść na przykład na własnego ojca, że ten w wolnym czasie morduje mugoli. Jednak miała paranoję… I teraz, kiedy poznała całą historię, czuła się trochę winna, że podejrzewała Lestrange’a, chcącego ratować koleżankę, o jakieś złe rzeczy.
– Nie widzę powodów, żeby angażować w to ciebie – dodała, posyłając mu uśmiech znad notatnika. Anonimowe zgłoszenie sąsiedzkie będzie brzmiało odpowiednio w raportach, poza tym musiała wybadać to i owo, zanim sprawdzi, na ile oficjalnie załatwiać tę sprawę. – A przynajmniej nieoficjalnie. Chociaż Jenny na pewno przyda się twoje wsparcie. Czasem łatwiej odejść, kiedy wie się, że nie zostanie się samemu.
Ale potrafiła milczeć wtedy, kiedy było to potrzebne. Teraz też milczała, nie przerywając historii Lestrange’a ani słowem. Jedynie gdy wspomniał, że jego dziewczyny już tutaj nie ma, położyła mu dłoń na ramieniu, wiedziona odruchem, którego nie umiała powstrzymać – gdyby znali się lepiej, objęłaby go pewnie, ale wątpiła, by Rabastan Lestrange życzył sobie takich zażyłości.
– Przykro mi – powiedziała miękko, zanim się odsunęła i wyciągnęła z kieszeni notatnik. Przemoc domowa. Sprawa z jednej strony niespodziewana, bo nie odgadłby za żadne skarby, że Rabastan przyszedł do niej właśnie z czymś takim, a z drugiej przecież banalna. W świecie czarów spotykana niby nieco rzadziej niż pośród mugoli, bo kobiety z różdżką w ręku niekoniecznie były słabsze od mężczyzn… ale wciąż spotykana: bo pewne mechanizmu psychologiczne pozostawały takie same.
– Będę potrzebowała adresu, dat, wszystko, co potrafisz sobie przypomnieć. Jeżeli Jenny zgodzi się złożyć zawiadomienie o przestępstwie, pchnę sprawę w odpowiedni sposób i gość spędzi w więzieniu parę miesięcy, załatwi się też zakaz zbliżania. Spróbuję ją do tego przekonać. Jeśli nie… znajdę inną drogę – powiedziała, wydobywając w ślad za notatnikiem także mugolski ołówek, bardziej praktyczny przy tego typu notatkach i do noszenia po kieszeniach niż pióra.
Nie dało się ścigać sprawcy przemocy domowej, jeżeli ofiara nie była nieletnia i milczała. Ale istniały inne sposoby, od utrudniania mu życia na każdym kroku (tu trzeba było zachować ostrożność, by nie wyładował się na żonie), przez wyjaśnienie mu dobitnie, dlaczego nie powinien podnosić ręki na Jenny, do na przykład sprowokowania, aby podniósł rękę na kogoś innego – taką Brennę na przykład. Ona przecież nie miałaby już żadnych problemów w złożeniu zawiadomienia. Oczywiście, najpierw musiała sprawdzić, czy Lestrange nie wpuszcza jej w maliny, bo takie rzeczy sprawdzała zawsze, jeśli zgłaszający nie był jej bliski… Ale o tym nie zamierzała wspominać.
Cattermole.
Nie powiedziała tego na głos, ale to też wiele ułatwiało. Rodzina nie była ani czystokrwista, ani wpływowa, ani bogata. Och, oczywiście, nawet gdyby chodziło o jakiegoś Malfoya Brenna by próbowała, kopała, szukała sposobu – tyle że wtedy rezultat byłby niepewny, bo nie mogłaby zmusić Wizengamotu do wydania odpowiedniego wyroku. Brennie mogło się tu nie podobać, ale tak działał ich świat. Fakt, że pan Przemoc Domowa nosił nazwisko zwykłych renowatorów i nawet nie pochodził z głównej linii rodziny, był po prostu pomocny.
Bogowie, a ona po tych listach i spotkaniu na cmentarzu zastanawiała się, czy Rabastan nie planuje jej zamordować i przerobić na składniki eliksirów. Albo czy chce donieść na przykład na własnego ojca, że ten w wolnym czasie morduje mugoli. Jednak miała paranoję… I teraz, kiedy poznała całą historię, czuła się trochę winna, że podejrzewała Lestrange’a, chcącego ratować koleżankę, o jakieś złe rzeczy.
– Nie widzę powodów, żeby angażować w to ciebie – dodała, posyłając mu uśmiech znad notatnika. Anonimowe zgłoszenie sąsiedzkie będzie brzmiało odpowiednio w raportach, poza tym musiała wybadać to i owo, zanim sprawdzi, na ile oficjalnie załatwiać tę sprawę. – A przynajmniej nieoficjalnie. Chociaż Jenny na pewno przyda się twoje wsparcie. Czasem łatwiej odejść, kiedy wie się, że nie zostanie się samemu.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.