23.12.2023, 19:18 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 23.12.2023, 19:18 przez Alastor Moody.)
Moody uśmiechnął się, przejmując od niego bagaż, który faktycznie nie wydał mu się być ani trochę ciężki. Ruszył do przodu jako pierwszy, przecinając morze pędzących ku wyjściu mugoli i nie dało się nie zauważyć, że poruszanie się w takim tłumie przychodziło mu bardzo swobodnie. Ludzie ustępowali mu miejsca w sposób bardzo naturalny, nawet mimo tego, że Auror co chwilę odwracał się, aby sprawdzić, czy Sebastian na pewno za nim idzie, a przez chwilę szedł nawet bokiem, jakby nie patrząc w ogóle przed siebie, zamiast tego skupiając swoją uwagę na kapłanie. Zbyt wiele razy krzyczano na niego, że nie powinien chodzić tak szybko, jakby kogoś gonił, więc teraz dosyć nachalnie sprawdzał, czy na pewno nie zgubił osoby, która powinna mu w tej podróży towarzyszyć.
- Oooh, no tak - wydał z siebie cichy pomruk, kiedy dotarło do niego, że się powinni sobie przedstawić. Macmillan nie miał racji w tym, że wolałby załatwić sprawę w gronie osób z tego Departamentu, ale na pewno do tego przywykł. Te same twarze. Niektórzy przybywali, inni odpływali, wciąż jednak we współpracy mogli zachować pewną stałość, wypracowali sobie różne nawyki, wiele rzeczy załatwiali po cichaczu i ufali sobie nawzajem, że to, co przemilczeli w ciemnej piwnicy pod Aleją Nokturnu, zostawało przemilczane również w dokumentacji składanej Ministerstwu. Nie wypadało. Oczywiście, że nie wypadało. Ale im dłużej pracujesz w takim zawodzie, tym szybciej zdajesz sobie sprawę z tego, jak ciężko było robić cokolwiek bez naciągania niektórych rzeczy w dobrej wierze...
- Alastor Moody - przedstawił się raz jeszcze, domyśliwszy się, że nie nie miał szansy usłyszeć nic z tego, co powiedział na peronie - Biuro Aurorów - ale to wydawało mu się być tak oczywistą oczywistością... Miał ten kierunek życia zapisany w nazwisku tak samo, jak Sebastian miał zapisany swój - nie mogli znaleźć tu nici podobieństwa jeżeli chodziło konkretnie o zawód, ale na pewno w kwestii jego dziedziczenia z ojca na syna. - I noszenia bagaży. - Ostatnie słowa dodał tonem zaczepnym, robiąc minę, jakby się miał zaraz roześmiać. Nie roześmiał się. Wybadał za to teren, czy sobie mógł przy Sebastianie na takie żarciki pozwolić, czy jednak powinien potraktować go jak takiego smętnego urzędasa niechętnego do słuchania tego typu tekstów. - A nie znamy się już?
- Haaa... - Nie wiedział, co mu na to wszystko odpowiedzieć. Zatrzymał się na chwilę, przekładając walizkę Sebastiana do drugiej ręki, pocierając przy tym nos z miną, jakby się nad czymś zastanawiał. - Normalnie to wygląda tak, że sprawdzam takie upiorne dworki sam i jak wykluczę wpływy czarnoksięskie, to przejmują to inne Departamenty, bo nikt nie lubi marnowania cudzego czasu. Tutaj sprawa wymaga obecności obu specjalistów jednocześnie, bo to jedno z tych miejsc, które ukazują się tylko przy określonych warunkach. Jakbym wykluczył działanie czarnoksiężnika, to następna osoba mogłaby tam wejść za miesiąc. - Znów ruszył do przodu. - Zgadnij co to za warunki. Jesteś z kultu Matki? Pewnie koncepcja ci się spodoba... Noo, pomijając to, że zaginęli ludzie...
A mugole? Mugole mieli to do siebie, że takich historii nie słuchali. Nie lubili w nie wierzyć. Zawsze znaleźli sposób, żeby im zaprzeczyć, albo wziąć kogoś za wariata. Ewentualnie za fanatyka rekonstrukcji podróżującego z młodym, przystojnym księdzem.
- Oooh, no tak - wydał z siebie cichy pomruk, kiedy dotarło do niego, że się powinni sobie przedstawić. Macmillan nie miał racji w tym, że wolałby załatwić sprawę w gronie osób z tego Departamentu, ale na pewno do tego przywykł. Te same twarze. Niektórzy przybywali, inni odpływali, wciąż jednak we współpracy mogli zachować pewną stałość, wypracowali sobie różne nawyki, wiele rzeczy załatwiali po cichaczu i ufali sobie nawzajem, że to, co przemilczeli w ciemnej piwnicy pod Aleją Nokturnu, zostawało przemilczane również w dokumentacji składanej Ministerstwu. Nie wypadało. Oczywiście, że nie wypadało. Ale im dłużej pracujesz w takim zawodzie, tym szybciej zdajesz sobie sprawę z tego, jak ciężko było robić cokolwiek bez naciągania niektórych rzeczy w dobrej wierze...
- Alastor Moody - przedstawił się raz jeszcze, domyśliwszy się, że nie nie miał szansy usłyszeć nic z tego, co powiedział na peronie - Biuro Aurorów - ale to wydawało mu się być tak oczywistą oczywistością... Miał ten kierunek życia zapisany w nazwisku tak samo, jak Sebastian miał zapisany swój - nie mogli znaleźć tu nici podobieństwa jeżeli chodziło konkretnie o zawód, ale na pewno w kwestii jego dziedziczenia z ojca na syna. - I noszenia bagaży. - Ostatnie słowa dodał tonem zaczepnym, robiąc minę, jakby się miał zaraz roześmiać. Nie roześmiał się. Wybadał za to teren, czy sobie mógł przy Sebastianie na takie żarciki pozwolić, czy jednak powinien potraktować go jak takiego smętnego urzędasa niechętnego do słuchania tego typu tekstów. - A nie znamy się już?
- Haaa... - Nie wiedział, co mu na to wszystko odpowiedzieć. Zatrzymał się na chwilę, przekładając walizkę Sebastiana do drugiej ręki, pocierając przy tym nos z miną, jakby się nad czymś zastanawiał. - Normalnie to wygląda tak, że sprawdzam takie upiorne dworki sam i jak wykluczę wpływy czarnoksięskie, to przejmują to inne Departamenty, bo nikt nie lubi marnowania cudzego czasu. Tutaj sprawa wymaga obecności obu specjalistów jednocześnie, bo to jedno z tych miejsc, które ukazują się tylko przy określonych warunkach. Jakbym wykluczył działanie czarnoksiężnika, to następna osoba mogłaby tam wejść za miesiąc. - Znów ruszył do przodu. - Zgadnij co to za warunki. Jesteś z kultu Matki? Pewnie koncepcja ci się spodoba... Noo, pomijając to, że zaginęli ludzie...
A mugole? Mugole mieli to do siebie, że takich historii nie słuchali. Nie lubili w nie wierzyć. Zawsze znaleźli sposób, żeby im zaprzeczyć, albo wziąć kogoś za wariata. Ewentualnie za fanatyka rekonstrukcji podróżującego z młodym, przystojnym księdzem.
fear is the mind-killer.