Gerry póki co nie opowiedziała się oficjalnie po żadnej ze stron konfliktu. Było to dla niej najbardziej wygodne rozwiązanie, poglądy skłaniały ją ku jedynej słusznej, jednak nauczona doświadczeniem wolała oficjalnie o tym nie mówić. Z racji na swoje pochodzenie wolała uniknąć konfrontacji. Różni ludzie korzystali z jej usług, a wolała sobie nie pozwalać na zakończenie relacji biznesowych. Było to może nieco samolubne, ale najważniejszy był dla niej biznes rodzinny. Oczywiście wspierała czarodziejów, którzy nie bali się mówić na głos, że sprzeciwiają się temu, co aktualnie działo się w kraju, nie miała problemu z tym, żeby sprzedawać im komponenty w promocyjnych cenach, bo uważała, że walczą w słusznej sprawie. Spodziewała się, że na pewno istnieje jakaś oficjalna grupa, która walczy z tymi popaprańcami, ale nikt nie zgłosił się do niej o pomoc - nie budziła zaufania, nie ma się co dziwić. Nie miała też o to żalu. Należała raczej do tych osób, które martwią się o własne miejsce na świecie, chociaż nie brakowało jej empatii, miewała przebłyski, w których troszczyła się o słabszych, jednak nie zawsze zauważała taką potrzebę.
Dla łowców potworów był to czas żniw. Okazało się, że wiele osób chciało mieć bogato zaopatrzone domowe spiżarnie, bo nie wiedzieli, czego można się spodziewać. Kto właściwie wiedział, kiedy ten cały konflikt eskaluje i kiedy będą musieli zacząć się faktycznie martwić o dostępność wszystkich produktów, dużo lepiej było myśleć przyszłościowo i zaopatrzyć się wcześniej w potrzebne składniki.
- Serio, serio. - Uśmiechnęła się do Erika widząc jego wzmożone zainteresowanie rozmową. - Jakoś nie wpadłam na to, żeby jakiegoś ze sobą przywieźć, ale następnym razem pomyślę, może też ktoś będzie chciał go kupić... - Zażartowała jeszcze. - Tjaaaaa. - Potwierdziła słowa Erika. - Taka śmieszna mieszanka, ale kurewsko niebezpieczna, nie polecam się do nich zbliżać. - Na samo wspomnienie o spotkaniu z tym stworzeniem czuła adrenalinę. Pamiętała jak spierdzielała przed nią w podskokach. - Co to w ogóle za pytanie. - Przystanęła na moment i założyła sobie ręce na piersiach. Czy jej się wydawało, czy Erik negował w tym momencie jej umiejętności. - Oczywiście, że tak. - Odpowiedziała z przekąsem.
- Byłam w Kniei po Beltane, spotkałam te całe Widma. - Postanowiła się tym podzielić z Erikiem, skoro sam zaczął temat Doliny. - Uczestniczyłam w poszukiwaniach chłopca, Charliego, pewnie o tym słyszałeś. Znaleźliśmy go w lesie, tyle, że nie był już taki sam. Widma wyssały z niego młodość, spotkaliśmy stare ciało i młodą duszę uwięzioną w środku. - Nadal nie do końca to rozumiała, jednak Longbottom mógł zauważyć, że gdy o tym wspominała była naprawdę mocno poruszona. - O mugolach nie słyszałam, nie było mnie wtedy w Dolinie, ale brzmi to dziwnie. - Zastanawiała się, co mogło ich tam ściągnąć. - Jak było? - Zaciekawiło ją to, nigdy nie zastanawiała się nad tym, jak Erik czuje się z tym ograniczeniem, w końcu minęło sporo lat od momentu, w którym mógł zobaczyć księżyc w pełni. - Okropnie ten skurwiel namieszał. - Skomentowała jeszcze na koniec swojej wypowiedzi działania Czarnego Dzbana.
Nigdy nie oceniała Erika. Wiedziała, że został ugryziony, nie miał wpływu na to, co się stał. Wręcz przeciwnie, uważała, że powinna stawać w jego obronie. Zdawała sobie sprawę, że rodzina dba o to, aby nie zrobił krzywdy niewinnym, co bardzo ceniła. Nie każdy mógł liczyć na taką opiekę.
- Jestem prostym człowiekiem Erik, powinieneś to wiedzieć, bo znamy się od dawna. Nie umiem być taka... - zastanowiła się przez chwilę nad odpowiednim słowem, które mogłoby określić o co jej chodzi. - finezyjna. - Dosyć ładne słowo, jak na Yaxley, miała nadzieję, że jej przyjaciel to doceni.
Nie chciała oczywiście go zawstydzić, ale Erik najwyraźniej bardzo przejął się jej słowami, bo zobaczyła rumieniec na jego policzku. - Wilkołaki wolą zwinąć się w kłębek w rodzinnej rezydencji? - Zapytała jeszcze i roześmiała się w głos. Naprawdę go uwielbiała za to, że nie żywił urazy za te jej nie zawsze udane komentarze. - Myślisz, że by mnie przyjęli? - Może to był jakiś pomysł na przyszłą karierę.
- Mogło go coś zachęcić, masz rację. Może zmienili gatunek, który posadzili, na pewno było to coś atrakcyjnego, ciekawe skąd tutaj przylazł. - Próbowała również zrozumieć, skąd wziął się ten potwór.
Westchnęła ciężko widząc reakcję Erika. Cóż, jak zawsze musiała sobie brudzić ręce sama. - Nie będę cię zmuszać, asekuruj mnie z góry. Jak coś będę dawać znać, że jest chujowo. - Powiedziała nim wskoczyła do dziury i ruszyła w głąb tunelu wykopanego przez nie wiadomo jakie stworzenie.
szukam śladów, żeby dojść do naszego stworka
Slaby sukces...
Sukces!